środa, 14 maja 2014

More Than famous || Rozdział 28

 
"You were strong and I was not
My illusion, my mistake
I was careless, I forgot
I di"

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu. Dzwoniła Rose. Już skądś znałam tą sytuację. Tak zaczęła się moja znajomość z Harry'm. Od tego jednego telefonu.
/-Słucham? -powiedziałam zaspanym głosem do słuchawki.
-Co to miało być wczoraj Alice? To, że jesteście na wakacjach, nie znaczy, że macie też wakacje w waszym związku! -zaczęła krzyczeć do słuchawki moja szefowa.
-To on stroił wczoraj jakieś fochy, nie ja. -zaczęłam się tłumaczyć.
-Nie obchodzi mnie to, kto się na kogo obraził. Jest o tym głośno i musicie coś z tym zrobić. -nie dała mi dojść do słowa. Zanim coś jej odpowiedziałam, ona się rozłączyła. Zrezygnowana wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam szorty i top. Nagle spojrzałam się na swój nadgarstek. Top odpada. Zamieniłam go na cienką koszulę, której rękawów nie zamierzałam podwijać, mimo że na zewnątrz było bardzo ciepło. Szybko założyłam na siebie wybrane ubrania i doprowadziłam włosy do porządku. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki. Akurat do pokoju wszedł Harry. Zaczął mówić coś w moją stronę, jednak ja go wyminęłam. Nagle poczułam bolesny uścisk na nadgarstku. To Harry złapał mnie za niego, akurat w tym miejscu, gdzie były nacięcia. Mimowolnie syknęłam z bólu i zaczęłam masować swój nadgarstek.
-Przepraszam, nie chciałem aby to Cię zabolało. -powiedział zmartwiony i spojrzał się na mój nadgarstek. Nagle jego twarz przybrała przestraszony wyraz. Z ciekawości spojrzałam się w miejsce, gdzie się patrzył. Moja błękitna koszula była przesiąknięta krwią. Rany były na tyle świeże, że jedno mocniejsze dotknięcie, mogło powodować ich naruszenie. Gdy Harry złapał mnie za nadgarstek, spowodował, że znowu zaczęła mi lecieć krew. Moja mina nie była lepsza od Styles'a. Hazz nie mówiąc nic złapał mnie z dłoń i podwinął rękaw koszuli do góry. I stało się najgorsze. Zobaczył nacięcia. Przez chwilę patrzył się na nie pustym wzrokiem.
-Czemu to zrobiłaś? -spytał przerażonym głosem. Nie wiedziałam co powinnam mu odpowiedzieć. Nie mogę mu powiedzieć, że go kocham.
-T-to.. bo ja... ja coś... ale to... -nie wiem, czemu nagle miałam ochotę powiedzieć mu, że go kocham. Zrobiłabym to, ale zabrakło mi słów i zaczęłam się jąkać. Gdy zaczęłam mówić, mój telefon ponownie zadzwonił. Odwróciłam wzrok od Harr'ego i odebrałam komórkę.
/-Halo? -spytałam niepewnym głosem. Nie znałam numeru, który do mnie dzwoni.
-Czy rozmawiam z panią Alice Bailey? -usłyszałam w słuchawce głos jakiegoś starszego mężczyzny.
-Tak, przy telefonie. -odpowiedziałam mu.
-Nazywam się John Smith, jestem ordynatorem w szpitalu na New Cavendish Street w Londynie. W dokumentacji medycznej pacjentki Rebecci Wright znaleźliśmy jedynie pańskie nazwisko. Czy zna pani tą pacjentkę? -spytał się mężczyzna, a mi serce podeszło do gardła. Czemu dzwonią do mnie ze szpitala i pytają się o Beccy.
-Tak, znam. -odpowiedziałam poważnym i przestraszonym głosem.
-Pacjentka trafiła wczoraj do szpitala. Zapewne wie pani o jej chorobie. Jej stan zdrowia znacznie się pogorszył. Wczoraj zasłabła, robiąc zakupy. Zabraliśmy ją do szpitala i podaliśmy odpowiednie leki. Obecnie jest w śpiączce. Jeśli leki zadziałają na organizm pożyje jeszcze może rok, może dwa. Jeśli nie, trzeba przygotować się na najgorsze. Wie pani może, czy pacjentka przyjmowała regularnie leki?
-T-tak, przyjmowała. -odpowiedziałam drżącym głosem. Nie mogłam uwierzyć w słowa mężczyzny.
-W takim razie zostało nam modlić się o cud. Jeśli pani chce, może ją odwiedzić. Do widzenia. -powiedział doktor Smith i się rozłączył. /
Przez chwilę stałam w bezruchu, nie wierząc w to, co właśnie usłyszałam.
-Wszystko w porządku Lyn? -głos Harr'ego wyrwał mnie z transu.
-Beccy... ona... -zaczęłam się jąkać. Głos mi się łamał i czułam, jak łzy napływają mi do oczu. -Ona jest w szpitalu. -powiedziałam pozwalając na to, aby łzy spływały po moich policzkach. Harry szybko pokonał odległość między nami i mnie przytulił.
-Cii, będzie dobrze. -próbował mnie uspokoić.
-Nie Harry. Nie będzie dobrze. Ona umiera. -zaczęłam coraz bardziej płakać. Harry przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i zaczął ręką powoli gładzić moje plecy. Może to taka mała rzecz, ale naprawdę tym mnie uspokajał.
-Co tu się dzieje? -do pokoju weszła Danielle z Perrie. Od razu odsunęłam się od Harr'ego, jednak on nie bardzo mi na to pozwolił. Objął mnie ramieniem, tak jakby chciał mnie chronić przed dziewczynami.
-Co ty jej zrobiłeś?! -krzyknęła przestraszona Perrie, gdy zobaczyła moje łzy.
-To nie Harry. -szepnęłam. -Rebecca jest w szpitalu. -dodałam, zaciskając usta, aby nie rozpłakać się przy nich bardziej.
-Zostawcie nas samych. -poprosił Harry. Na prawdę wolałam teraz zostać z nim, niż z dziewczynami.
-Nie ma mowy. -od razu Danielle zaprzeczyła. -Nie zostawimy jej z tobą. -mówiła do niego tak, jakby mnie tutaj wcale nie było.
-Ona teraz potrzebuje spokoju. -Hazz próbował postawić na swoim.
-Przy tobie nie jest spokojna. -Pezz nie odpuszczała. Zaczęło mnie to irytować.
-Po prostu zostawcie nas samych, ok? -w końcu odezwałam się do dziewczyn, a one posłały mi pytające spojrzenia. Jednak nic nie odpowiedziały, posłusznie wyszły. Gdy zostaliśmy sami, Harry ponownie mnie do siebie przyciągnął i przytulił, a ja ponownie zaczęłam moczyć jego koszulkę. Po chwili Hazz wziął mnie na ręce i położył na łóżku, a sam ułożył się obok mnie, obejmując mnie w talii. Mimowolnie przytuliłam się do jego torsu. Potrzebowałam jego obecności. Nawet jeśli on nic do mnie nie czuje.
-Czemu to właśnie ty musisz tak bardzo cierpieć? -w końcu się odezwał. Nie odpowiedziałam. On chyba myślał na głos. Nie chciałam mu w tym przeszkadzać. -To nie jest sprawiedliwe. Dlaczego akurat ona? Bóg nie mógł wybrać innej osoby? Po tym wszystkim chce Ci zabrać najbliższą Ci osobę... -Harry wciąż mówił. Ja powoli uważnie analizowałam wypowiedziane przez niego słowa.
-Po czym? -spytałam nagle. Zabrzmiało to tak, jakby wiedział o mojej przeszłości, ale niby skąd?
-Nie wiem Lyn po czym. Wiem, że nie masz kolorowej przeszłości. Wiem, że cierpiałaś. Nie wiem w jaki sposób. Nie wiem kto i w jaki sposób Cię zranił. Ale wiem, że nie miałaś łatwo w życiu. -mówił cichym, delikatnym głosem, który łagodził moje nerwy.
***
W końcu wylądowaliśmy. Z lotniska od razu pojechałam do szpitala. Harry mnie podwiózł. Chciał wejść ze mną, ale nie pozwoliłam mu na to. Dałam mu klucze do swojego mieszkania i poprosiłam, aby zawiózł tam moje walizki. Gdy tylko weszłam na oddział, zaczęłam szukać sali, w której miała leżeć Beccy. Po długich poszukiwaniach w końcu znalazłam. Z lekkim strachem weszłam do środka pomieszczenia. Była tam. Nie spała. Leżała podłączona do wielu kabli. Była taka blada, jak nigdy wcześniej.
-Jak się czujesz? -spytałam drżącym głosem i podeszłam do jej łóżka.
-Jak na osobę, która może niedługo umrzeć, całkiem nieźle. -wysiliła się na marny żart i delikatny uśmiech.
-Nie mów tak. Jeszcze długo pożyjesz. -próbowałam brzmieć wiarygodnie.
-Kogo ty oszukujesz Lyn? Siebie, czy mnie? To jest AIDS. To nie jest wyleczalne. To po prostu zabija człowieka. Od początku było wiadome, że umrę. Dawali mi czas do 25 roku życia. Mam 23, cóż o dwa lata się pomylili. -próbowała pokazać, że nie przejmuje się tym bardzo, jednak widziałam smutek w jej oczach.
-Nie chcę, abyś mnie zostawiała tutaj samą. -pozwoliłam, aby pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
-Nie zostaniesz sama. Masz jeszcze Harr'ego. -próbowała mnie podnieść na duchu. Nagle spojrzała się na mój nadgarstek i zmierzyła mnie wzrokiem. -Lyn, obiecałaś... -zaczęła mnie upominać.
-Nie mam Harr'ego. -powiedziałam po cichu, starając się nie rozpłakać.
-Czy wy... -zaczęła niepewnie. -Czy wy się rozstaliście? -dokończyła po chwili.
-Nie Beccy. Ja nigdy z nim nie byłam naprawdę. -w końcu odważyłam się jej to powiedzieć. Wiedziałam, że będzie zła, ale nie mogę jej dalej okłamywać.
-Jak to z nim nie byłaś? -spytała powoli, próbując znaleźć jakiś sens w moich słowach.
-Mój związek z Harry'm nie jest prawdziwy. To jest ustawka. -wytłumaczyłam jej.
-Czemu? Czemu się na to zgodziłaś? -bardziej się spodziewałam pytania „Czemu mi nie powiedziałaś?”.
-Rose... -zaczęłam niepewnie. -Ona mi kazała. Powiedziała, że jeśli się nie zgodzę, stracę tą pracę. Zostanę z niczym. Nie mogłabym Ci wtedy pomóc. -tłumaczyłam jej, a z moich oczu ciekły łzy. Czułam się podle, że jej nie powiedziałam na samym początku. -Przepraszam, że Ci nie powiedziałam. Tak bardzo chciałam to zrobić, ale mam umowę. Nie mogę nikomu powiedzieć.
-Już spokojnie. Nie płacz. -Beccy próbowała mnie uspokoić. -Dziękuję, że tyle dla mnie zrobiłaś. -uśmiechnęła się do mnie.
-Na prawdę nie jesteś na mnie zła? -spytałam zaskoczona.
-Nie mam za co. Chciałaś mi pomóc. Zrobiłaś tak wiele dla mnie. -jej słowa nieco mnie uspokoiły. -Tylko jedno mnie dziwi. Przez ten cały czas tak łatwo przychodziło Ci udawanie. Ty naprawdę nic do niego nie czujesz? -zaczęła się dopytywać, ale nie przeszkadzało mi to. Wręcz przeciwnie. Chciałam jej się wygadać ze wszystkiego.
-I właśnie w tym tkwi problem. Ja... Umm... Ja kocham Harr'ego. Niewyobrażalnie kurewsko bardzo kocham. A on nic do mnie nie czuje. -wyjaśniłam jej.
-Cięłaś się przez niego, czy przez to, że dowiedziałaś się o mnie? -zadała kolejne pytanie.
-Zrobiłam to, gdy nie wiedziałam jeszcze o tym, że jesteś w szpitalu, czyli wychodzi na to, że przez niego. Ale założę się, że gdyby nie Harry, wczoraj zrobiłabym to kolejny raz. -smutno się uśmiechnęłam, na smutne wspomnienia.
-Jak to „gdyby nie Harry” ? -zacytowała moje słowa.
-On był wczoraj przy mnie. Nie wie o moich uczuciach do niego. Wiesz, każdy jego dotyk mi pomaga. Nawet to, kiedy mnie przytula, podnosi mnie na duchu. On jest tego nieświadomy, ale wczoraj przytulał mnie prawie przez cały dzień. -wyjaśniłam jej, w duchu uśmiechając się na wspomnienie o Harry'm.
-Może też coś do Ciebie czuje? -Becks próbowała mi pomóc, jednak na marne.
-Nie Beccy. Nie czuł, nie czuje i nigdy nie poczuje. -od razu zaprzeczyłam jej myślom.
-Czemu tak myślisz? -dopytywała się.
-Powiedział mi to. Powiedział, że nie chce się zakochać. Że związki nie są dla niego. On nie wierzy w miłość. Według niego, miłość przynosi cierpienie i wiele negatywnych rzeczy. Nie widzi żadnych pozytywów. Powiedział mi, że nigdy nic do mnie nie poczuje. -przypominałam sobie po kolei słowa, jakie wypowiedział do mnie na samym początku. Na samą myśl było mi smutno, ale mogłam się tego spodziewać. Nie mogę go o nic obwiniać. Uprzedził mnie, jak będzie, a ja głupia się zakochałam.
-Lyn, tak mi przykro. Nie chcę żebyś została sama. Ale jesteś silna. Ja wierzę, że dasz sobie radę. -tak, chciałabym aby to była prawda. Ale ja nawet z nią z trudem dawałam sobie radę, a co dopiero bez niej. Nie wyobrażam co będzie kiedy Beccy umrze, a zaraz za nią Harry odejdzie. Zostanę sama. Sama w tym wielkim i okropnym świecie.
 Shontelle - Impossible
 ______________________
Hej :)
Więc macie trochę o chorobie Beccy... Nie wiem czego się tutaj spodziewaliście, mi osobiście rozdział nie podoba się za bardzo, więc jeśli zwiodłam kogoś oczekiwania, to przepraszam!
Pod ostatnim rozdziałem pojawiły się stwierdzenia typu, że Lyn nie kocha Harr'ego, czy też byłyście na nią wkurzone. Pisałam to już, ale napiszę jeszcze raz, bo nie każdy mógł przeczytać. Więc trochę zrozumienia dla Lyn. Ona kocha Harr'ego, ale jest jej ciężko. Harry nie był dla niej miły kiedyś, a ona o tym wciąż nie zapomniała. Trudno jest jej uwierzyć, że Harry naprawdę się zmienia. Dlatego wtedy uciekła. Ona chciała tego pocałunku, ale bała się, że on to robi tylko, żeby zbliżyć się do siebie, a potem to wykorzystać przeciwko niej. No to tyle na dzisiaj ode mnie. :)
jak zwykle dużo komentarz=rozdział w piątek, mało=w niedzielę
Do następnego <3

25 komentarzy:

  1. O Boże, popłakałam sie. Masz dziewczyno wielki talent , czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No kurde. Niech wszystko sb powiedza i HAPPY >.<

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko ;c biedna Beccy ;/ musi tak cierpieć ;/ Rycze normalnie ;) nauczycielka pyta się czy cos mi się stało ;) jaki uroczy Harry , fajnie, ze tak sie o nią troszczy ;) dobrze , że Becca taj przyjęła tą wiadomość o umowie ;)
    Świetny rozdział ! ;)
    Do piątku ;*


    Buziaczki, Karinka <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezuuu no biedna Beccy. ;c Szkoda mi jej, a Lyn jeszcze bardziej. Mam nadzieje, ze wszystko sie jakoos ulozy i bedzie choc troche dobrze. Czeeekam z megasna niecierpliwoscia na nexta. Caluje, sciskam i pozdrawiam.
    PS. Mam nadzieje, ze mi wybaczysz, ze nie skomentowalam poprzedniego rozdzialu, ale nie mialan jak xd
    PS2. KOMENTOWAAAAAAAAC!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde mam ten ból, że jak przeczytam, to wchodzę po 4 razy dziennie i patrzę czy przypadkiem nie dodałaś rozdziału, a jak już nadchodzi ta wiekopomna chwila, to zapominam, że dzisiaj jest dzisiaj! Ja się kiedyś zabiję za tę moją "wspaniałą" pamięć! A rozdział jest naprawdę, taki łoo! Nie spodziewałam się, że Beccy będzie miała AIDS! Dawaj mi NEXTA, żebym nie zapomniała XD
    P.S. Nadal sobie czekam na filmik :3

    OdpowiedzUsuń
  6. rozdział bardzo mi się podoba. czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Boskie *o*.Przepraszam że nie dodałam komentarza pod ostatnim rozdziałem ale nie miałam jak. Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
  8. super;P nie mogę się doczekać;d

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam na nexta i do piątku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zawiodłam się! :)
    Szczerze? Nie spodziewałam się akurat aids. Hahaha i bardzo dobra akcja z dziewczynami, jak im Lyn powiedziała, żeby po prostu ich zostawiły i wszystko potem było po prostu.. słodkie :)
    Czekam co dalej z Beccy i oczywiście Lyn i Harrym:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham to ff!!!♡♡♡ Zaczęłam czytać twoje opowiadanie wczoraj i już się uzależniłam. Bardzo podoba mi się rozdział i z niecierpliwością czekam na kolejny. ♡♥♡♥♡♥♡:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny ! ;)
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam nadzieję , że nie uśmiercisz tak szybko Beccy ;/
    Świetnie piszesz i uwielbiam Twoje opoeiadanie ;> nie mogę doczekać się następnego rozdziału ! ;)
    Poxdrawiam / Majka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie jest tylko życiem. Staram się, aby to ff było rzeczywiste i cóż... nie obiecuję, że przeżyje, ale też nie mówię, że od razu umrze. Po prostu przemilczę ten temat :)

      Usuń
  14. Jest to logiczne, dlaczego Lyn uciekła, ale i tak ze strony osób trzecich jest to wkurzające ;c W sumie ten rozdział wydaje się być taki krótki, ale kochaaam w nim tą scene, gdy Harry łapie ją za ręke. I too przytulanie *o*
    Szkoda mi Lyn, bo naprawdę jej życie nie jest klorowe i szczerze jej współczuje. I jeszcze Becky... Biedna ;cc
    Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniały rozdział ;)
    Do następnego!
    xxx karoo

    OdpowiedzUsuń
  16. Część skarbie :*
    Rozdział wspaniały i wzruszający :)
    Czyli jak zwykle :D
    Jesteś wspaniała / Kinia

    OdpowiedzUsuń
  17. Boski;d czekam z niecierpliwością;p

    OdpowiedzUsuń
  18. Kocham cię dziewczynoo..! <3
    Nie mogę się doczekać następnego.?

    OdpowiedzUsuń
  19. Odpowiedzi
    1. na 99 % jeszcze dziś za jakieś pół godziny, a jak nie dodam dziś, to dopiero w niedzielę :)

      Usuń
  20. O matko ;d nie wytrzymam do niedzieli ;d ;*

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń