sobota, 25 października 2014

Don't Forget Me || Rozdział 15

Ostatnim tropem jaki znaleźli policjanci był szalik Angel. Potem nie było nic. Dosłownie nic. Wiadomość o zaginięciu mojej siostrzyczki trafiła do mediów. Na granicach robili kontrole, całe miasto było przeszukiwane, lasy, łąki, rzeki. Zresztą nie tylko w Londynie trwały poszukiwania. Cała Wielka Brytania była w to wmieszana. Zdjęcia Angel były porozwieszane na co drugim słupie i w każdym sklepie na drzwiach. Czy miało to sens? A jeśli ona już nie żyje? Jeśli to wszystko na marne? Angel jakby rozprysnęła się w powietrzu. Była i jej nie ma. Jakby nigdy nie istniała. Po prostu zniknęła.
-Niestety nie mamy żadnych nowych informacji. -odezwał się w moją stronę policjant, kiedy kolejny raz zapytałam czy coś znaleźli.
-To niewiarygodne, że oprócz tego jednego szalika nie ma nic więcej. A może Angel wcale nie zaginęła? -dobra, to było dziwne. Jak nie zaginęła? Przecież jej nie ma!
-Co ma pan na myśli? -czy policjanci są aż tak głupi? Mojej siostry nie ma od pięciu dni.
-Nie wiem. Hmm... Może to, że pani dobrze wie, gdzie jest Angel i tylko upozorowała jej zaginięcie, aby zrobić zamieszanie? -co do cholery? Nie, on tego nie mógł powiedzieć.
-Jak pan śmie tak mówić?! W życiu nie wykorzystałabym mojej siostry do czegoś takiego! Jest pan bezczelny! -zaczęłam na niego krzyczeć, a po chwili zaczęłam desperacko okładać jego klatkę piersiową pięściami. Powstrzymał mnie Harry, odciągając mie od mężczyzny i mocno mnie przytulając. Płakałam. Funkcjonariusz wyprowadził mnie z równowagi. Jak mógł zarzucać mi takie rzeczy?
-Przepraszam. Powiedziałem to tylko, aby sprawdzić pani reakcję. Nie twierdzę, że pani ukryła Angel. Musiałem tylko sprawdzić jak zareaguje i nie zauważyłem nic podejrzanego. -zaczął się tłumaczyć, lecz to wcale nie zmieniło mojego zdania na jego temat. Z całego serca go nienawidziłam.
Harry zabrał mnie do mojego mieszkania. Nie byłam w nim od pięciu dni, głównie z tego powodu, że do Londynu przyjechała „moja matka”. Mike ją tu ściągnął. Stwierdził, że powinna tu być, zresztą kiedy dowiedziała się o zaginięciu Angel, sama też chciała bardzo przyjechać. Jedyne co mogłam jej zaoferować to niewygodna kanapa w salonie. Nie pozwoliłam jej wpuszczać do mojego pokoju. Nie chciałam się też z nią spotkać, jednak musiałam zabrać kilka rzeczy z mieszkania, ponieważ w domu Harr'ego nie miałam zbyt wielu swoich ubrań, jedyne parę rzeczy, których nie zabrałam, wyprowadzając się ponad miesiąc temu.
Gdy weszliśmy do mieszkania, matka siedziała w kuchni, a Mike w salonie przed telewizorem. Nie zamierzałam iść się przywitać. Od razu poszłam z Harry'm do mojej sypialni i do niewielkiej walizki spakowałam kilka pierwszych, lepszych rzeczy. Nie zamierzałam wybierać czegoś szczególnego. Wystarczyło, aby rozmiar się zgadzał. Nie wybierałam się na pokaz mody, a w tym momencie miałam większe zmartwienia niż to, czy bluzka pasuje do spodni, butów, czy torebki. Gdy zbieraliśmy się już do wyjścia, w korytarzu pojawiła się kobieta, która mnie urodziła.
-Allyson... -zaczęła mówić cichy, głosem. Zignorowałam to. Nawet nie odwróciłam się w jej stronę, tylko kontynuowałam zapinanie płaszcza. -Przepraszam. -dodała, kiedy miałam zamiar opuścić mieszkanie. Poczułam jak Harry mocniej ściska moją dłoń. To zdecydowanie nie był odpowiedni czas na kłótnie, ale z drugiej strony nie mogłam tego zignorować.
-Daruj sobie, ok? -odważyłam się odezwać.
-Córeczko... -ponownie zaczęła.
-Nie mów tak do mnie. Nie jestem już twoją córką. Sama to powiedziałaś. Zapomniałaś? -odpowiedziałam jej, sztucznie się uśmiechając. Było mi wszystko jedno, jak zareaguje na to. Może mnie zwyzywać, uderzyć, cokolwiek. Mam ją naprawdę w głębokim poważaniu.
-Przepraszam, żałuję tego. -powiedziała cicho.
-Żałujesz? Gratuluję, że do tego doszłaś. Tylko trochę za późno. -nie chcąc z nią dłużej rozmawiać, wyszłam z mojego własnego mieszkania, a Harry zaraz za mną. Miałam dość wszystkiego. Szłam dość szybko. Chciałam być jak najdalej od tej parodii wspaniałej rodziny.
-Hej, nie denerwuj się. -Harry przytulił mnie, kiedy byliśmy już na dole.
-Nie nawidzę jej! -mimowolnie podniosłam głos. Byłam bardzo zła.
-Wiem to skarbie. Ale mamy teraz większe zmartwienia na głowie niż ta kobieta. Nie ma sensu psuć sobie już i tak bardzo poszarpanych nerwów. -próbował mnie uspokoić. Trochę mu się udało. Nie kontynuując tematu, włożyłam niewielką walizkę do bagażnika, a sama zajęłam miejsce pasażera. Próbowałam ochłonąć jednak do moich myśli wracały wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Nie mogłam zapomnieć jak potraktowała mnie własna matka. Uderzyła mnie. Poniżyła mnie. W dodatku już raz jej wybaczyłam. Starałam się zapomnieć o jej wcześniejszych błędach, jednak za drugim razem nie mogłam już jej darować. Dałam jej szansę, której nie wykorzystała. A teraz, kiedy przyszły ciężkie chwile wraca jak pies z podkulonym ogonem i śmie nazywać mnie swoją córką, zapominając, że wcześniej się mnie wyparła. Nie, nie mogę jej tego tak po prostu darować. Nigdy jej tego nie wybaczę. I zaginięcie Angel jej w tym ani trochę nie pomoże. Martwię się o siostrzyczkę, ale to nie sprawi, że przebaczę matce.
-Lyn. -Harry dotknął mojego ramienia, sprawiając, że powróciłam myślami do rzeczywistości. -Wiem, że tym się zadręczasz. Nie możesz tego robić. Nie teraz. -dobrze wiedział z jakiego powodu się zamyśliłam. To tak jakby czytał mi w myślach. Byliśmy tak blisko, że rozumieliśmy się bez słów.
-Jest mi z tym ciężko Harry. -westchnęłam wpatrując się w przestrzeń. Byliśmy pod mieszkaniem Harr'ego, jednak nie wychodziliśmy z samochodu.
-Wiem Lyn. Dobrze o tym wiem. Widzę, że ciągle o tym myślisz, że to Cię przytłacza. Chciałbym zabrać od Ciebie te myśli, ale nie mogę. I nikt inny też tego nie zrobi. Sama musisz się z nimi uporać, pokazać samej sobie, że jesteś silna, bo one będą wracać ciagle. -dobrze wiedziałam, że ma rację. Jeśli pozwolę im objąć przewagę nad moim umysłem, nigdy się nie podniosę. Muszę walczyć sama ze sobą. W ostatnim czasie wydarzyło się dużo złego i teraz to wszystko się skumulowało i zaatakowało moje myśli. Nie mogę temu pozwolić wygrać.
-Dziękuję, że jesteś. -spojrzałam się na chłopaka i złapałam go za rękę. On uśmiechnął się do mnie smutno. Wiedziałam, że przeżywa to równo mocno jak ja, ale jest silniejszy. Zresztą ostatnie wydarzenia dotknęły każdego z naszego otoczenia. Odwołano koncerty, nagrania, wywiady, sesje. Wiadomość o zaginięciu Angel została podana w mediach. Oczywiście nie zapomniano dodać, że to moja siostra, a ja jestem dziewczyną Harr'ego. To wszystko podsyciło. Mimo, że dużo osób zaangażowało się w poszukiwania, to również powstało mnóstwo fałszywych plotek.
Weszliśmy do mieszkania chłopaka. Styles zajął się odgrzewaniem wczorajszej kolacji, a ja usiadłam w salonie przed telewizorem. Nie włączyłam jednak urządzenia. Wpatrywałam się tępo w ekran, próbując zrozumieć, dlaczego mnie to spotkało. Dlaczego to spotkało Angel?
-Lyn... -poczułam na moim ramieniu dłoń Harr'ego. -Chodź do jadalni. -powiedział łagodnie, jakby bał się, że jego słowa mogą mnie zaboleć.
Bez słowa wstałam i poszłam do jadalni, gdzie usiadłam naprzeciwko chłopaka. Cicho westchnęłam, patrząc na talerz. Nie byłam głodna. Nie miałam siły operować sztućcami, a co dopiero zmusić mój organizm, aby cokolwiek przełknąć.
-Skarbie... -kiedy usłyszałam głos Harr'ego, niepewnie podniosłam na niego wzrok. -Musisz zjeść chociaż połowę. Rano zjadłaś tylko jedną kanapkę, a potem już nic. -zacisnęłam usta w wąską linię i pokręciłam głową. Nie chciałam. Harry ciężko westchnął, po czym wstał i usiadł na krześle obok mnie, nabierając na mój widelec trochę makaronu. Zmarszczyłam brwi, widząc jego poczyniania.
-Otwórz buzię. -powiedział całkiem poważnie. Więc chciał mnie nakarmić? Na początku myślałam, że żartuje, jednak kiedy zobaczyłam jego poważny wyraz twarzy i to, że wciąż trzyma widelec przy moich zamkniętych ustach, wiedziałam, że nie mam już nic do powiedzenie.
Po kolacji poszliśmy do salonu. Starałam się zająć czymś moje myśli, więc włączyłam laptopa i zaczęłam czytać teksty nowych piosenek. Całkowicie nie mogłam się na tym skupić, nie miałam pojęcia o czym one są. Harry natomiast włączył telewizję na jakimś programie z informacjami. Odłożyłam laptopa na stolik. Chciałam wtulić się w ciało Styles'a, ale zetknęłam się z samym powietrzem. Pewnie poszedł do łazienki. Spojrzałam na ekran telewizora, gdzie mój wzrok przykóło jedno hasło „Czy Angel jeszcze żyje?”. Chwile później reporter zaczął opowiadać o zaginięciu mojej siostry, mówią, że policja nie ma żadnych nowych informacji. Mocno zacisnęłam usta i sięgnęłam po pilot, po czym wyłączyłam telewizor. Nie chciałam tego słuchać. Nie chciałam żeby to było prawdą. Wolałabym gdyby to był tylko koszmar, z którego nie mogę się obudzić. Kiedy zdałam sobie sprawę, że tym koszmarem jest moja rzeczywistość, mocno cisnęłam pilotem o ścianę, sprawiając, że rozleciał się na kawałki. Chwilę później to samo zrobiłam z porcelanowym talerzykiem, leżącym na stoliku i dwoma szklankami. Rozbiły się na wiele małych kawałków, robiąc przy tym duży hałas. Chciałam sięgnąć po kolejną rzecz, jaką był duży, szklany wazon, jednak poczułam, jak obejmują mnie silne ramiona, powstrzymując przed jakimkolwiek ruchem.
-Puść mnie! -zaczęłam się szarpać, próbując uwolnić się z ramion Harr'ego. Ten jednak obrócił mnie w swoją stronę i mocno przytulił. Nie miałam siły z nim walczyć. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i zaczęłam cicho łkać. Harry natomiast jedną ręką gładził mnie po plecach, starając uspokoić mnie. Nie wiem ile tak staliśmy. Pięć minut, może dziesięć, albo pół godziny. Przez ten czas zdążyłam się uspokoić.
-Nie chcę takiego życia Harry. -szepnęłam, podnosząc wzrok na chłopaka.
-Ona się znajdzie, obiecuję Ci to. -złożył pocałunek na moim czole. Cicho westchnęłam, ponownie się w niego wtulając.
-Nie mam już siły. Dlaczego akurat ona? -mój głos ponownie zaczął się łamać. Byłam tak słaba. Nie dostałam odpowiedzi. Ani ja, ani Harry jej nie znaliśmy.
***
Czekałam w sypialni na Harr'ego, który brał prysznic. Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Pewnie to znowu Niall z pytaniem „jak się czuję”. Leniwie sięgnęłam po komórkę, która leżała na szafce. Przejechałam palcem po ekranie, odblokowując go. Nie myliłam się, dostałam wiadomość, jednak nie była ona od Niall'a. Nieznany numer. Nigdy wcześniej nie dostałam od niego żadnej wiadomości. Zmarszczyłam brwi, przyglądając się cyferkom. Po chwili otworzyłam wiadomość.

„Wszystko ma swoją cenę. Sława też.”


_______________________
Witajcie kochani!

Pamiętacie jeszcze o tym opowiadaniu? Dwadzieścia minut temu pomyślałam sobie, że skoro jestem w domu i odrobiłam już wszystkie lekcje, to może dokończę dawno zaczęty rozdział DFM i jest! Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny rozdział, ale mam nadzieję, że niedługo. Nie zaczęłam go nawet, ale wiem co w nim będzie od początku do końca, więc może jeśli się zbiorę to nawet w internacie w tygodniu napiszę coś, oczywiście jeśli nie będę miała nic zapowiedziane do szkoły... Poza tym tam piszę na tablecie, więc będzie wolniej. "Wszystko ma swoją cenę." Szkoła też xD Przez ten cholerny internat i to, że chodzę do dobrej szkoły w Warszawie nie mam na nic czasu bo nauki mam bardzo, bardzo dużo...

No to tyle, do napisania!

Emily ;)