poniedziałek, 28 marca 2016

Don't Forget Me || Rozdział 21


Stojąc za szybą jej sali, cały czas na nią patrzyłem. Wyglądała jak anioł. Była piękna. Jej ciemne włosy, kontrastowały się z bladą cerą. Nawet brak makijażu i roztargane włosy nie odbierały jej tego piękna. Wręcz przeciwnie. Dodawały jej naturalności. Obserwowałem ją z uśmiechem na ustach, kiedy rozmawiała z lekarzem. Byłem szczęśliwy, że się obudziła. Że jest tutaj cała i zdrowa. Że za chwilę będę mógł wejść do tej sali i ją przytulić. Pocałować.
Z każdą kolejną sekundą niecierpliwiłem się coraz bardziej. Jak długo ten lekarz zamierzał jeszcze z nią rozmawiać? Kiedy mężczyzna w końcu zaczął kierować się do wyjścia, mój uśmiech się powiększył. Pewnie wyglądałem jak psychopata, ale po prostu byłem szczęśliwy. Oczywiście wiedziałem, że muszę zachować się jak mężczyzna i od razu przeprosić ją za to wszystko zło, które wyrządziłem. W końcu gdyby nie to, Lyn nie leżałaby teraz w szpitalu. Bo przecież nie pokłócilibyśmy się i nie pojechałaby nigdzie, więc byłoby wszystko dobrze, prawda?
Kiedy zbliżałem się do jej łóżka, dziewczyna spojrzała się na mnie. W jej wzroku było coś czego nie potrafiłem odczytać. Czy stęskniła się za mną tak samo bardzo jak ja za nią?

-Cześć – odezwałem się, kiedy usiadłem na krześle przy jej łóżku. Nie dostałem żadnej odpowiedzi. Zamiast tego, Lyn przyglądała mi się. Jej wzrok był dziwny. Inny. Nigdy tak na mnie nie patrzyła. Nie znałem tego spojrzenia. Może wciąż ma mi za złe tę umowę?
-Wciąż jesteś na mnie zła? - spytałem, kładąc rękę na jej dłoni. Od razu cofnęła ją, co wprowadziło mnie w lekkie osłupienie. Rozumiem, że może być zła, ale aż tak? -Czyli jesteś... - westchnąłem, zabierając dłoń z materaca.
-Za co mam być zła? Przecież nawet się nie znamy – powiedziała cicho, patrząc na mnie. Jej słowa były tak dziwnie. Tak nie zrozumiałe. Co miała na myśli, mówiąc „nie znamy się”? Czy naszą ostatnią rozmowę uznała jako rozstanie i na dobre wyrzuciła mnie ze swojego życia. Nie, nie mogła tego zrobić. Nie potrafię bez niej żyć. Nie mogła przez tą jedną kłótnię tak postąpić. Nie. Nie. Nie.
-Lyn, wiem że możesz być zła, ale proszę posłuchaj mnie... - zacząłem mówić, lecz w pół zdania dziewczyna mi przerwała.
-Nie! - niemalże krzyknęła. -To ty mnie posłuchaj. Nie mam pojęcia kim jesteś i czego ode mnie chcesz. Proszę Cię, wyjdź stąd – powiedziała poważnym głosem. Zmarszczyłem czoło, myśląc, że to jakiś żart. Że wymyśliła jakiegoś rodzaju zemstę i teraz chce, abym myślał, że nic już dla niej nie znaczę. Przecież wiem, że mnie kocha i tak łatwo nie odpuszczę.
-W porządku, przepraszam – zignorowałem jej prośbę. Nie zamierzałem wychodzić. -Wiem, że czasami zachowuję się jak idiota i popełniam błędy, ale potem ich naprawdę żałuję i nie chce przez taką jedną głupotę Cię stracić – dziewczyna uważnie się na mnie spojrzała. Zlustrowała mnie od góry do dołu. W jej wzroku kryło się lekkie przerażenie.
-Kim ty jesteś? - spytała po chwili, patrząc prosto na mnie pustym, zimnym spojrzeniem.
-Jestem Harry przecież. Twój chłopak, nie pamiętasz? - zaśmiałem się pod nosem z tej całej sytuacji. Żeby moja dziewczyna musiała się mnie pytać, kim ja jestem?
-Nie jesteś nim – od razu stanowczo zaprzeczyła. Cicho westchnąłem, domyślając się, że ostatnią rozmowę potraktowała jako zerwanie ze mną.
-Wiem, że zjebałem, ale możemy to naprawić – uśmiechnąłem się do niej zachęcająco, ale ona od razu pokręciła przecząco głową. Wyglądała co najmniej dziwnie. Jakby nie wiedziała w jakim świecie się znajduje. Siedziała przede mną i wpatrując się we mnie, delikatnie kręciła przecząco głową, tak jakby nie dowierzała w to wszystko. Już otwierałem usta, aby coś powiedzieć, jednak Lyn zaczęła pierwsza.
-Nie – powiedziała nerwowo i złapała się za głowę. - Nie jesteś moim chłopakiem. Nie możesz nim być. Nie. Nie. Nie – szybko, nerwowo oddychała.
-Spokojnie – położyłem dłoń na jej ramieniu, jednak ona od razu się odsunęła. To nagłe poruszenie musiało ją zaboleć, gdyż skrzywiła się lekko. Mimo to, nie przejęła się tym za bardzo. Była bardziej przerażona niż obolała.
-Nie dotykaj mnie! - panicznie przesunęła się na koniec łóżka, co musiało być dla niej bolesne.
-Lyn... - ponownie spróbowałem jakoś do niej dotrzeć, a ona ponownie mnie przerwała.
-Nie. Wyjdź stąd! Nie chcę żebyś tu był! - niemalże krzyczała i szybko oddychała. Była cała przerażona. Panika rysowała się na jej twarzy. Muszę przyznać, że to trochę mnie przestraszyło i zaniepokoiło. To nie była moja Lyn.
-Hej, porozmawiamy spokojnie. Mogę dać Ci czas jak chcesz, ale musisz chcieć, rozumiesz? - próbowałem do niej dotrzeć. Pewnie przez te wszystkie leki tak się zachowywała.
-Nie! Nie chce żadnego czasu. Nie znam Cię! Jesteś dla mnie obcym człowiekiem! Wyjdź stąd, bo wezwę policję! - krzyczała zrozpaczona. W jej oczach widziałem strach. Bała się mnie?
-Co tu się dzieje? - do sali wszedł lekarz z pielęgniarką, którzy zapewne słyszeli krzyki Lyn.
-Niech on stąd wyjdzie! - odezwała się dziewczyna spanikowanym głosem. Lekarz z pielęgniarką popatrzyli na Lyn, a potem spojrzeli na siebie, po czym podeszła do mnie pielęgniarka i wyprowadziła mnie z sali, mówiąc, że pacjentka musi zostać teraz sama z lekarzem. Nie wiem ile tam czekałem. Godzinę, może dwie. Do sali wchodzili różni lekarze, po chwili wychodzili i wchodzili następni. Kiedy pytałem co się dzieje, czy mogę wejść, za każdym razem dostawałem odpowiedź „na razie nic nie jest pewne, nie teraz”. Chodziłem od ściany do ściany, siadałem na podłodze, a po chwili wstawałem i znowu chodziłem od ściany do ściany. I tak w kółko, dopóki z sali nie wyszedł ten właściwy lekarz. Rozejrzał się wzrokiem po korytarzu i zatrzymał go na mnie. Od razu do niego podszedłem.

-Nie będę owijał w bawełnę, pańska dziewczyna ma amnezję po wypadkową. Musiała podczas wypadku mocno uderzyć się w głowę i oprócz tego, że była w śpiączce przez długi czas, ma również amnezję. Pamięta wiele rzeczy z przeszłości, ale pana nie pamięta. Ma luki w pamięci z ostatnich kilku lat. Skoro cokolwiek pamięta, jest szansa, że z czasem odzyska pamięć, ale nie mogę panu powiedzieć ile to będzie trwało i czy w ogóle to nastąpi.

Kiedy lekarz skończył mówić, wziąłem głęboki oddech i przymknąłem oczy. Jak to mnie nie pamięta? Czemu akurat mnie, a inne rzeczy tak? Czy nie możemy być w końcu szczęśliwi?

-Może pan powiedzieć, czemu akurat ostatnich kilku lat nie pamięta? - próbowałem sobie wszystko poukładać w głowie, ale po prostu się nie dało. Jeszcze niecałe dwa lata temu podpisałem z nią umowę o rzekomym związku, podczas którego naprawdę się w sobie zakochaliśmy, ale ona wyjechała, a kiedy już ją znalazłem i wszystko miało być dobrze, znowu nawaliłem, miała ten cholerny wypadek i mnie nie pamięta. Czemu to się dzieje akurat nam? Chciałem być z nią tylko szczęśliwy, czy to tak wiele?

-Podejrzewam, że w ostatnich dwóch latach sporo się wydarzyło. Coś, co odbiegało od jej codzienności i dlatego tego nie pamięta, bo było to coś innego, do czego jej umysł był już po prostu przyzwyczajony. Musi być pan cierpliwy. Radziłbym panu przyjść do niej jutro, albo pojutrze i na spokojnie z nią porozmawiać. Pacjentka jest teraz w ogromnym szoku.

-Przecież nie mogę jej tak teraz zostawić. Ona musi sobie mnie przypomnieć. - nerwowo pokręciłem głową. Byłem jedyną osobą, która mogła jej pomóc, a przynajmniej tak mi się wydawało. Przecież tyle dla niej znaczyłem...


-Owszem, może, a nawet musi pan ją teraz zostawić. Wyraźnie zaznaczyła, że nie chce przebywać w pańskiej obecności. Poza tym nie jest pan z rodziny i w ogóle nie powinienem z panem rozmawiać na temat tej pacjentki. Do widzenia – powiedział dosadnie, widocznie mając dość już mojej osoby i dosłownie zamknął mi drzwi przed nosem. Co za dupek!

___________________________

Zmiany, zmiany, zmiany!

Jak widzicie rozdział jest, mimo, że sama jakiś czas temu twierdziłam, że już raczej nie macie na co liczyć. Ostatnio towarzyszy mi dobry humor, trochę weny i coś tam udało mi się napisać. Nie obiecuję częstych regularnych rozdziałów, ale na coś raz w miesiącu możecie liczyć!
A tak w ogóle to jak wam się podoba nowy wygląd?
(p.s mam nadzieję, że ktoś tutaj się cieszy z "powrotu")

wtorek, 2 czerwca 2015

informacja

Witam wszystkich
Emily znowu nawaliła. Rozdziału dawno nie było, nie ma i nie wiem kiedy będzie. Wypadłam z tego wszystkiego już. Przestało mnie to cieszyć tak jak kiedyś. Jeszcze rok temu nawet w szkole obmyślałam fabułę rozdziału, to opowiadanie non stop siedziało w mojej głowie, ciągle powstawały nowe pomysły. Po prostu tym żyłam. Wracałam do domu i przynajmniej 2 godziny dziennie pisałam.
A teraz tak jakby wszystko zgasło. Ostatnie rozdziały były pisane na siłę, byleby coś dodać, a nie chcę żeby to opowiadanie tak wyglądało. Mam całą fabułę, ale nie potrafię z tego stworzyć czegoś dobrego. Kiedyś mówiłam, że będę tu nawet jeśli jedna osoba będzie czytać.. Przerosły mnie ambicje. Sama nie wiem czy pisanie jest dla mnie. Narzuciłam na siebie zbyt dużo rzeczy. Pisanie, zwiastuny, fotografia, no i cholerna szkoła. Dobrze się uczyłam,to poszłam do dobrej szkoły do Warszawy z internatem, brzmi fajnie nie? Ale tylko brzmi... Boże, nawet nie wiecie jak bardzo żałuję że tak dobrze się uczyłam i się dostałam. Ludzie są tu okropni, szkoła jest okropna i miasto jest okropne. Aż brak chęci by cokolwiek zrobić... Nie mam pojęcia co będzie z tym blogiem. Może któregoś dnia dostanę nagłego olśnienia, że jednak pisanie jest dla mnie i to jest to co chcę robić w życiu? Zobaczymy... Jak na razie nie zapowiada się na to, aczkolwiek może stanie się jakiś cud i odzyskam moją dawną wenę, chęci i zapał (i do tego wciąż tu ktoś będzie na mnie czekać). Wiem, że nawaliłam, biorę wszystko na siebie i przepraszam was. Może po prostu wszystko się kiedyś kończy?

Wasza (już pewnie znienawidzona) Emily

czwartek, 16 kwietnia 2015

Don't Forget Me || Rozdział 20

"It takes an ocean not to break"
~.~

Zegar, który wisiał na ścianie, non stop tykał. Sekundy mijały. Ba nawet minuty, które nie wiadomo kiedy zamieniły się na godziny. Bezradność sprawiała, że czułem się jeszcze gorzej, o ile było to możliwe. Nie miałem pojęcia co działo się z Lyn, ani Angel. Nikt mi nie chciał udzielić informacji. Byłem tak bardzo głupi, mówiąc, że jestem tylko jej chłopakiem. Nie byłem jej rodziną. Ale skoro miała mnie wpisanego w kontaktach ICE, to znaczy, że nie jestem jakimś tam chłopakiem, tylko JEJ chłopakiem, który jest dla niej ważny. Ale w tym szpitalu nikogo to nie obchodzi. Siedziałem pod salą, w której była. Nie mogłem tam wejść. I to nawet nie chodzi o to, że lekarz mi nie pozwolił, tylko o to, że drzwi miały kod, który je otwierał i tylko osoby upoważnione mogły tam wejść. Nie spałem całą noc, czekając na jakąś informację, jednak nie doczekałem się takowej. Horan natomiast przespał całą noc na moim ramieniu. Rano przyjechała Alex, aby zmienić się z Niall'em. Oczywiście kazali mi jechać do domu się przespać i wrócić po południu, ale nie mogłem zostawić tutaj samej Lyn. Musiałem być przy niej. Moje powieki były niewyobrażalnie bardzo ciężkie, ale kiedy je zamykałem i tak nie mogłem usnąć. Myśl, że nie mam pojęcia co dzieje się z Lyn, w jakim jest stanie, sprawiała, że nie potrafiłem zasnąć. Mogłem tak siedzieć z zamkniętymi oczami, starając się zdrzemnąć, a i tak bym pewnie jeszcze bardziej się zmęczył, gdyż mój umysł non stop pracował. Nie mogłem przyznać, że nie obwiniałem siebie za ten wypadek, bo całą winę brałem na siebie. Gdybym nie był takim idiotą, gdybym nie okłamał jej, gdybym powiedział jej wcześniej prawdę, albo wcale nie zaczynał tej beznadziejnej gry i nie plątał się w żadne umowy, to teraz Lyn byłaby przy mnie cała i zdrowa. Powinienem teraz dostać jakąś nagrodę za bycie takim frajerem. Naprawdę jestem mistrzem w dyscyplinie „Jak łatwo stracić dziewczynę.”.
-Powinieneś iść się przespać. Twoje siedzenie tutaj w tej chwili nic jej nie pomoże – uniosłem wzrok. Nade mną stał Mike. Podniosłem się z podłogi i podałem mu rękę, aby się przywitać. Chłopak uścisnął moją dłoń, po czym schował swoje ręce do kieszeni.
-Chciałbym być przy niej, kiedy się obudzi – oznajmiłem. Nie chciałem jej zostawiać. Nawet jeśli nie mogłem do niej wejść, chciałem być blisko niej.
-Spokojnie możesz jechać się przespać, wykąpać i najeść. Lyn prędko się nie obudzi – westchnął chłopak, wpatrując się w podłogę. Też na swój sposób przeżywał ten wypadek. W końcu jego siostry w tym ucierpiały.
-Jak to prędko się nie obudzi? - moje myśli jeszcze bardziej szalały niż chwilę wcześniej.
-Przez ten wypadek miała krwotok wewnętrzny, no i trochę jest połamana. Ma coś z nogą i żebrami, ale na szczęście kręgosłup cały. Miała skomplikowaną operację i dla jej dobra, lekarze podtrzymują ją w śpiączce farmakologicznej, aby w środku wszystko się przynajmniej trochę wygoiło. Na razie jej stan jest ciężki, ale stabilny. Lekarze twierdzą, że teraz najlepszym lekarstwem jest czas.
-A Angel? Co z nią? - dopytywałem. Trochę się uspokoiłem, wiedząc co z moją dziewczyną, jednak wciąż się martwiłem o nią.
-Ma złamaną rękę i trochę zadrapań, ale to nic poważnego. Jeszcze dzisiaj zostanie wypisana ze szpitala – oznajmił spokojnym tonem.
-Przynajmniej tyle – odetchnąłem z ulgą.
Kiedy pożegnałem się z chłopakiem, wyszedłem z budynku szpitala i odetchnąłem świeżym powietrzem. Miałem już dość tego specyficznego zapachu. Wszędzie pachniało lekarstwami i płynem dezynfekującym. Fakt, nikt mi nie kazał tam siedzieć, ale była tam Lyn i czułem się naprawdę źle z tym, że wyszedłem i jest tam sama. Niby jest Mike, ale Mike nie jest mną.
***
-Nie możesz tak dłużej funkcjonować, Harry -zaczął Niall, kiedy kolejny raz zobaczył mnie rano na korytarzu przed salą Lyn. -I tak Cię tam nie wpuszczą na dłużej nić pięć minut. Siedzisz tutaj całymi dniami i nocami. Śpisz zaledwie kilka godzin, mało jesz i nie dbasz o siebie.
-Daj mi spokój – burknąłem w stronę blondyna, spoglądając na drzwi od sali mojej dziewczyny, wciąż mając nadzieję, że ktoś zapomniał ich zamknąć i mógłbym tam wejść. Od ostatnich dwóch tygodni, czyli od czasu wypadku Lyn, pozwolili mi tam wejść tylko trzy razy i to tylko na góra pięć minut. W dodatku pielęgniarka cały czas była przy nas, więc nawet nie mogłem z nią „porozmawiać” sam na sam. Jest tyle rzeczy, które chciałbym jej powiedzieć. Nawet jeśli by mnie nie usłyszała, to chciałbym to zrobić. A może właśnie mnie potrzebuje? Może moja obecność poprawi jej stan zdrowia?
-Musisz coś z sobą zrobić, Harry. Dobrze wiemy, że się martwisz o nią, bo ją kochasz, ale to czy tu będziesz czy nie, nie sprawi, że się wybudzi. Teraz nie możesz jej już pomóc w żaden sposób. Jej organizm potrzebuje czasu, a to, że będziesz robić z siebie śmierdzące straszydło z podkrążonymi oczami, sprawia, że nawet nie pozwalają Ci tam wejść. Jedź do domu, weź prysznic, zjedz porządny posiłek, wyśpij się i dopiero wtedy wróć.
-Dopiero co tu przyjechałem. Dla twojego zaskoczenia, wczoraj wieczorem wróciłem do domu, wykąpałem się, zjadłem i przespałem całą noc. Boże, czemu wy wszyscy traktujecie mnie jak dziecko? Ja po prostu się o nią martwię. Jest całym moim światem i nie mogę jej stracić. Nie po to ją odnalazłem, żeby teraz zostawić ją w tych chwilach, kiedy mnie potrzebuje.
-Pan Harry Styles? - sam nie wiem kiedy obok nas pojawiła się niska, krągła pielęgniarka w białym kitlu.
-Tak, czy coś się stało? - spytałem zaniepokojony. Nagle pojawiło się mnóstwo myśli w mojej głowie. Czy coś się stało Lyn? A może się obudziła i chce mnie zobaczyć? Może pytała o mnie?
~.~
Co chwilę poprawiał swoje niesforne kręcone kosmyki włosów, które rozwalał wiatr. Im bardziej starał się je ułożyć, tym wiatr mocniej zawiał i cała jego praca poszła na marne. Cichutko chichotałam z jego starań, co jeszcze bardziej go irytowało.
-To nie jest śmieszne – mruknął pod nosem, kolejny raz poprawiając włosy.
-To jest urocze – pstryknęłam palcem w jego nos, a on przewrócił oczami.
-Mogłaś mnie ostrzec, że będzie tu tak wiało. Wziąłbym bandamkę, czy coś – chyba już zrezygnował z poprawiania włosów, gdyż jedną dłoń schował do kieszeni jeansów, a drugą mnie objął. Ruszyliśmy przed siebie. Chłodna woda łaskotała nasze stopy, kiedy szliśmy brzegiem morza.
-Chcę, żeby było tak zawsze Lyn – powiedział chłopak, zatrzymując się i stając przede mną. Spojrzałam się na jego spokojną twarz. Już chyba nie przeszkadzało mu to, że wiatr rozwiewał jego kędziorki. Zamiast tego, odgarnął kosmyk z mojej twarzy.
-Wiedziałam, że Ci się spodoba. Wciąż nie rozumiem, czemu aż tak bardzo nie chciałeś tu przyjechać – zaśmiałam się, przypominając sobie, jak jeszcze kilka dni temu kłócił się, że nigdzie nie jedzie.
-Dobrze wiesz, że nie przepadam za tym chłopakiem. On ewidentnie na ciebie leci, nie wiem czemu jeszcze tego nie zauważyłaś i spędzasz z nim czas – mruknął z irytacją w głosie, a ja przewróciłam oczami.
-A było już tak miło. Czemu zepsułeś ten moment? Obiecałeś mi, że nie będziesz robić żadnych scen – westchnęłam, odwracając się. Nie lubiłam, kiedy poruszał ten temat. Nie rozumiał tego, że nie ma być o co zazdrosny, bo kocham tylko Jego. Chłopak złapał mnie w pasie i odwrócił w swoją stronę.
-Po prostu boję się, że zabierze mi Ciebie. Wiem, że tylko się przyjaźnicie, ale wkurza mnie to jak patrzy na Ciebie tymi maślanymi oczkami. Nie chcę Cię stracić. Jesteś dla mnie cholernie ważna i sama dobrze wiesz, jak bardzo Cię kocham.
-Wiem – przytaknęłam, stając na palcach, aby musnąć jego wargi. -Też Cię kocham i żaden inny nie zajmie nigdy twojego miejsca w moim serduszku. Ono jest tylko dla Ciebie.
-Jesteś urocza. Na prawdę urocza – leciutko się uśmiechnął i z przymkniętymi powiekami, czule musnął moje usta. Nie zwlekając, odwzajemniłam pocałunek. Uwielbiałam, kiedy czułam jego wilgotne wargi na moich. Były takie idealne. Takie cudowne.
Z szerokim uśmiechem na ustach odsunęłam się od niego na niewielką odległość, aby móc spojrzeć na jego spokojną twarz. Położyłam dłoń na jego policzku i pogładziłam go, po czym odgarnęłam kręcone kosmyki z jego twarzy.
-Powinieneś trochę je skrócić. Wtedy nie marudziłbyś, że wchodzą Ci w oczy – zachichotałam, wtulając się w jego klatkę piersiową. Przy nim czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że przy nim zawsze będę szczęśliwa.
~.~
Światło drażniło moje źrenice. Automatycznie zmrużyłam oczy, aby pozbyć się tego dziwnego uczucia. Kilka razy zamrugałam, aby przyzwyczaić się do światła. Kiedy obraz przed moimi oczami już się wyostrzył, zauważyłam jasne ściany i poczułam specyficzny zapach. Szpital. Co ja robię w szpitalu? Ponownie rozejrzałam się dookoła siebie. Byłam sama w niewielkiej salce o kremowych ścianach. Aparatura wskazywała rytm bicia mojego serca przez charakterystyczne pikanie. Na zgięciu łokcia miałam wenflon, przez co byłam podłączona do kroplówki. Uszczypnęłam się w ramię, mając nadzieję, że to tylko sen, lecz wcale się nie obudziłam. Głowa bolała mnie od natłoku myśli. W dodatku moje ciało bolało, przy każdym ruchu. Co się ze mną stało?
Do sali wszedł doktor, a zaraz za nim jakiś chłopak. Czy to jakiś praktykant? Pewnie tak.
-Co za niespodzianka, pacjentka się wybudziła! - lekarz klasnął w dłonie i zatrzymał chłopaka, zanim zdążył coś powiedzieć. -Panie Styles, musi pan poczekać. Musimy zbadać pacjentkę, skoro się wybudziła – powiedział doktor, zamykając drzwi tuż przed jego nosem. -Witamy wśród żywych – dorosły mężczyzna cicho się zaśmiał, mówiąc te słowa, po czym z kartą podszedł do aparatury i spisał z niej jakieś dane. Nie odpowiedziałam nic. Spojrzałam w stronę drzwi ze szklaną wstawką, gdzie po drugiej stronie stał ten chłopak. Wydawał się dziwnie znajomy, ale z drugiej strony tak bardzo obcy. Może gdzieś go kiedyś widziałam?
-Jak się pani czuje? - kontynuował mężczyzna, nie czekając na odpowiedź do jego wcześniejsze wypowiedzi.
-Bolą mnie kości trochę. Szczególnie żebra – dotknęłam dłonią bolącego miejsca, co nie było dobrym pomysłem, gdyż od razu cofnęłam rękę i skrzywiłam się z bólu.
-To naturalne. W końcu przez dwa tygodnie nie do końca się zrosły. Jeszcze ma pani przed sobą przynajmniej dwa tygodnie leżenia – powiedział lekarz, przeglądając moją kartę.
-Właściwie to jak ja się tu znalazłam? - spytałam, spoglądając ponownie w stronę chłopaka za drzwiami. Wciąż tam stał i patrzył wprost na mnie. Muszę przyznać, że trochę mnie to zdziwiło. W końcu byłam dla niego obcą osobą, więc po co miał się na mnie patrzeć?
-Oh, więc nie pamięta pani wypadku? - spytał, a ja przytaknęłam głową. -W sumie to naturalne. Często po takich zdarzeniach występuje amnezja po wypadkowa, gdzie nie pamięta się samego zdarzenia. Wpadła pani w poślizg, a potem inny samochód walnął w pani auto. Przez ostatnie dwa tygodnie była pani w śpiączce – oznajmił spokojnie, odkładając kartę. Zaczął świecić mi w oczy, sprawdzając moją reakcję. Stwierdził że nie widzi nic niepokojącego i później zrobią mi badania.
Kiedy wyszedł z sali, powiedział coś temu chłopakowi. Nie miałam pojęcia co takiego, gdyż byli oni na korytarzu, a ja w sali, więc dzieliła nas ściana i zamknięte drzwi. Skupiłam swój wzrok na białym suficie. Próbowałam przypomnieć sobie moment wypadku, ale przez to tylko bolała mnie głowa, a nic a nic nie przypominało mi się, co mnie bardzo irytowało. Chwilę później drzwi ponownie się otworzyły. Miałam nadzieję, że w szpitalu jest ktoś z moich bliskich, ale zamiast mojego brata, czy mamy, wszedł ten sam chłopak, z którym przed chwilą rozmawiał lekarz. Przelotnie na niego spojrzałam, po czym wróciłam do oglądania sufitu. Zdążyłam zauważyć, że przyglądał mi się z uśmiechem, co jeszcze bardziej mnie irytowało. Nie cierpię, kiedy ktoś obcy przygląda mi się tak intensywnie i w dodatku uśmiecha się jak głupi. Usiadł na krześle tuż przy moim łóżku. Poczułam, że położył ręce na łóżku, gdyż materac się ugiął.
-Cześć – w końcu odezwał się lekko zachrypniętym głosem. Spojrzałam się w jego stronę i zlustrowałam jego twarz wzrokiem. Miał przynajmniej trzy dniowy zarost, co budziło we mnie pewnego rodzaju odrazę. Nienawidziłam, kiedy chłopak miał taki zarost.
-Wciąż jesteś na mnie zła? - spytał, kładąc swoją rękę na mojej dłoni, którą od razu odruchowo cofnęłam. O co temu chłopakowi chodzi? -Czyli jesteś... - westchnął, zabierając dłoń z materaca.

-Za co mam być zła? Przecież nawet się nie znamy – powiedziałam cicho, patrząc na chłopaka, który usłyszawszy to zrobił dziwną minę. Tak, jakby nagle zawalił się jego cały świat, jakby stracił coś cennego. Chyba nie wiedział co powiedzieć. Co chwila otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł się zdecydować, albo dobrać słów. Ale co ja takiego zrobiłam? Przecież go nie znam.

______________________________________

Kilka osób zgadło, co się stanie z Lyn. Nie wiem czy jesteście zadowolone z takiego zwrotu akcji, czy nie. Pewnie nie, ale eh, co mogę na to poradzić? Byłoby nudno, gdyby nic się nie działo :)

~Emily