czwartek, 16 kwietnia 2015

Don't Forget Me || Rozdział 20

"It takes an ocean not to break"
~.~

Zegar, który wisiał na ścianie, non stop tykał. Sekundy mijały. Ba nawet minuty, które nie wiadomo kiedy zamieniły się na godziny. Bezradność sprawiała, że czułem się jeszcze gorzej, o ile było to możliwe. Nie miałem pojęcia co działo się z Lyn, ani Angel. Nikt mi nie chciał udzielić informacji. Byłem tak bardzo głupi, mówiąc, że jestem tylko jej chłopakiem. Nie byłem jej rodziną. Ale skoro miała mnie wpisanego w kontaktach ICE, to znaczy, że nie jestem jakimś tam chłopakiem, tylko JEJ chłopakiem, który jest dla niej ważny. Ale w tym szpitalu nikogo to nie obchodzi. Siedziałem pod salą, w której była. Nie mogłem tam wejść. I to nawet nie chodzi o to, że lekarz mi nie pozwolił, tylko o to, że drzwi miały kod, który je otwierał i tylko osoby upoważnione mogły tam wejść. Nie spałem całą noc, czekając na jakąś informację, jednak nie doczekałem się takowej. Horan natomiast przespał całą noc na moim ramieniu. Rano przyjechała Alex, aby zmienić się z Niall'em. Oczywiście kazali mi jechać do domu się przespać i wrócić po południu, ale nie mogłem zostawić tutaj samej Lyn. Musiałem być przy niej. Moje powieki były niewyobrażalnie bardzo ciężkie, ale kiedy je zamykałem i tak nie mogłem usnąć. Myśl, że nie mam pojęcia co dzieje się z Lyn, w jakim jest stanie, sprawiała, że nie potrafiłem zasnąć. Mogłem tak siedzieć z zamkniętymi oczami, starając się zdrzemnąć, a i tak bym pewnie jeszcze bardziej się zmęczył, gdyż mój umysł non stop pracował. Nie mogłem przyznać, że nie obwiniałem siebie za ten wypadek, bo całą winę brałem na siebie. Gdybym nie był takim idiotą, gdybym nie okłamał jej, gdybym powiedział jej wcześniej prawdę, albo wcale nie zaczynał tej beznadziejnej gry i nie plątał się w żadne umowy, to teraz Lyn byłaby przy mnie cała i zdrowa. Powinienem teraz dostać jakąś nagrodę za bycie takim frajerem. Naprawdę jestem mistrzem w dyscyplinie „Jak łatwo stracić dziewczynę.”.
-Powinieneś iść się przespać. Twoje siedzenie tutaj w tej chwili nic jej nie pomoże – uniosłem wzrok. Nade mną stał Mike. Podniosłem się z podłogi i podałem mu rękę, aby się przywitać. Chłopak uścisnął moją dłoń, po czym schował swoje ręce do kieszeni.
-Chciałbym być przy niej, kiedy się obudzi – oznajmiłem. Nie chciałem jej zostawiać. Nawet jeśli nie mogłem do niej wejść, chciałem być blisko niej.
-Spokojnie możesz jechać się przespać, wykąpać i najeść. Lyn prędko się nie obudzi – westchnął chłopak, wpatrując się w podłogę. Też na swój sposób przeżywał ten wypadek. W końcu jego siostry w tym ucierpiały.
-Jak to prędko się nie obudzi? - moje myśli jeszcze bardziej szalały niż chwilę wcześniej.
-Przez ten wypadek miała krwotok wewnętrzny, no i trochę jest połamana. Ma coś z nogą i żebrami, ale na szczęście kręgosłup cały. Miała skomplikowaną operację i dla jej dobra, lekarze podtrzymują ją w śpiączce farmakologicznej, aby w środku wszystko się przynajmniej trochę wygoiło. Na razie jej stan jest ciężki, ale stabilny. Lekarze twierdzą, że teraz najlepszym lekarstwem jest czas.
-A Angel? Co z nią? - dopytywałem. Trochę się uspokoiłem, wiedząc co z moją dziewczyną, jednak wciąż się martwiłem o nią.
-Ma złamaną rękę i trochę zadrapań, ale to nic poważnego. Jeszcze dzisiaj zostanie wypisana ze szpitala – oznajmił spokojnym tonem.
-Przynajmniej tyle – odetchnąłem z ulgą.
Kiedy pożegnałem się z chłopakiem, wyszedłem z budynku szpitala i odetchnąłem świeżym powietrzem. Miałem już dość tego specyficznego zapachu. Wszędzie pachniało lekarstwami i płynem dezynfekującym. Fakt, nikt mi nie kazał tam siedzieć, ale była tam Lyn i czułem się naprawdę źle z tym, że wyszedłem i jest tam sama. Niby jest Mike, ale Mike nie jest mną.
***
-Nie możesz tak dłużej funkcjonować, Harry -zaczął Niall, kiedy kolejny raz zobaczył mnie rano na korytarzu przed salą Lyn. -I tak Cię tam nie wpuszczą na dłużej nić pięć minut. Siedzisz tutaj całymi dniami i nocami. Śpisz zaledwie kilka godzin, mało jesz i nie dbasz o siebie.
-Daj mi spokój – burknąłem w stronę blondyna, spoglądając na drzwi od sali mojej dziewczyny, wciąż mając nadzieję, że ktoś zapomniał ich zamknąć i mógłbym tam wejść. Od ostatnich dwóch tygodni, czyli od czasu wypadku Lyn, pozwolili mi tam wejść tylko trzy razy i to tylko na góra pięć minut. W dodatku pielęgniarka cały czas była przy nas, więc nawet nie mogłem z nią „porozmawiać” sam na sam. Jest tyle rzeczy, które chciałbym jej powiedzieć. Nawet jeśli by mnie nie usłyszała, to chciałbym to zrobić. A może właśnie mnie potrzebuje? Może moja obecność poprawi jej stan zdrowia?
-Musisz coś z sobą zrobić, Harry. Dobrze wiemy, że się martwisz o nią, bo ją kochasz, ale to czy tu będziesz czy nie, nie sprawi, że się wybudzi. Teraz nie możesz jej już pomóc w żaden sposób. Jej organizm potrzebuje czasu, a to, że będziesz robić z siebie śmierdzące straszydło z podkrążonymi oczami, sprawia, że nawet nie pozwalają Ci tam wejść. Jedź do domu, weź prysznic, zjedz porządny posiłek, wyśpij się i dopiero wtedy wróć.
-Dopiero co tu przyjechałem. Dla twojego zaskoczenia, wczoraj wieczorem wróciłem do domu, wykąpałem się, zjadłem i przespałem całą noc. Boże, czemu wy wszyscy traktujecie mnie jak dziecko? Ja po prostu się o nią martwię. Jest całym moim światem i nie mogę jej stracić. Nie po to ją odnalazłem, żeby teraz zostawić ją w tych chwilach, kiedy mnie potrzebuje.
-Pan Harry Styles? - sam nie wiem kiedy obok nas pojawiła się niska, krągła pielęgniarka w białym kitlu.
-Tak, czy coś się stało? - spytałem zaniepokojony. Nagle pojawiło się mnóstwo myśli w mojej głowie. Czy coś się stało Lyn? A może się obudziła i chce mnie zobaczyć? Może pytała o mnie?
~.~
Co chwilę poprawiał swoje niesforne kręcone kosmyki włosów, które rozwalał wiatr. Im bardziej starał się je ułożyć, tym wiatr mocniej zawiał i cała jego praca poszła na marne. Cichutko chichotałam z jego starań, co jeszcze bardziej go irytowało.
-To nie jest śmieszne – mruknął pod nosem, kolejny raz poprawiając włosy.
-To jest urocze – pstryknęłam palcem w jego nos, a on przewrócił oczami.
-Mogłaś mnie ostrzec, że będzie tu tak wiało. Wziąłbym bandamkę, czy coś – chyba już zrezygnował z poprawiania włosów, gdyż jedną dłoń schował do kieszeni jeansów, a drugą mnie objął. Ruszyliśmy przed siebie. Chłodna woda łaskotała nasze stopy, kiedy szliśmy brzegiem morza.
-Chcę, żeby było tak zawsze Lyn – powiedział chłopak, zatrzymując się i stając przede mną. Spojrzałam się na jego spokojną twarz. Już chyba nie przeszkadzało mu to, że wiatr rozwiewał jego kędziorki. Zamiast tego, odgarnął kosmyk z mojej twarzy.
-Wiedziałam, że Ci się spodoba. Wciąż nie rozumiem, czemu aż tak bardzo nie chciałeś tu przyjechać – zaśmiałam się, przypominając sobie, jak jeszcze kilka dni temu kłócił się, że nigdzie nie jedzie.
-Dobrze wiesz, że nie przepadam za tym chłopakiem. On ewidentnie na ciebie leci, nie wiem czemu jeszcze tego nie zauważyłaś i spędzasz z nim czas – mruknął z irytacją w głosie, a ja przewróciłam oczami.
-A było już tak miło. Czemu zepsułeś ten moment? Obiecałeś mi, że nie będziesz robić żadnych scen – westchnęłam, odwracając się. Nie lubiłam, kiedy poruszał ten temat. Nie rozumiał tego, że nie ma być o co zazdrosny, bo kocham tylko Jego. Chłopak złapał mnie w pasie i odwrócił w swoją stronę.
-Po prostu boję się, że zabierze mi Ciebie. Wiem, że tylko się przyjaźnicie, ale wkurza mnie to jak patrzy na Ciebie tymi maślanymi oczkami. Nie chcę Cię stracić. Jesteś dla mnie cholernie ważna i sama dobrze wiesz, jak bardzo Cię kocham.
-Wiem – przytaknęłam, stając na palcach, aby musnąć jego wargi. -Też Cię kocham i żaden inny nie zajmie nigdy twojego miejsca w moim serduszku. Ono jest tylko dla Ciebie.
-Jesteś urocza. Na prawdę urocza – leciutko się uśmiechnął i z przymkniętymi powiekami, czule musnął moje usta. Nie zwlekając, odwzajemniłam pocałunek. Uwielbiałam, kiedy czułam jego wilgotne wargi na moich. Były takie idealne. Takie cudowne.
Z szerokim uśmiechem na ustach odsunęłam się od niego na niewielką odległość, aby móc spojrzeć na jego spokojną twarz. Położyłam dłoń na jego policzku i pogładziłam go, po czym odgarnęłam kręcone kosmyki z jego twarzy.
-Powinieneś trochę je skrócić. Wtedy nie marudziłbyś, że wchodzą Ci w oczy – zachichotałam, wtulając się w jego klatkę piersiową. Przy nim czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że przy nim zawsze będę szczęśliwa.
~.~
Światło drażniło moje źrenice. Automatycznie zmrużyłam oczy, aby pozbyć się tego dziwnego uczucia. Kilka razy zamrugałam, aby przyzwyczaić się do światła. Kiedy obraz przed moimi oczami już się wyostrzył, zauważyłam jasne ściany i poczułam specyficzny zapach. Szpital. Co ja robię w szpitalu? Ponownie rozejrzałam się dookoła siebie. Byłam sama w niewielkiej salce o kremowych ścianach. Aparatura wskazywała rytm bicia mojego serca przez charakterystyczne pikanie. Na zgięciu łokcia miałam wenflon, przez co byłam podłączona do kroplówki. Uszczypnęłam się w ramię, mając nadzieję, że to tylko sen, lecz wcale się nie obudziłam. Głowa bolała mnie od natłoku myśli. W dodatku moje ciało bolało, przy każdym ruchu. Co się ze mną stało?
Do sali wszedł doktor, a zaraz za nim jakiś chłopak. Czy to jakiś praktykant? Pewnie tak.
-Co za niespodzianka, pacjentka się wybudziła! - lekarz klasnął w dłonie i zatrzymał chłopaka, zanim zdążył coś powiedzieć. -Panie Styles, musi pan poczekać. Musimy zbadać pacjentkę, skoro się wybudziła – powiedział doktor, zamykając drzwi tuż przed jego nosem. -Witamy wśród żywych – dorosły mężczyzna cicho się zaśmiał, mówiąc te słowa, po czym z kartą podszedł do aparatury i spisał z niej jakieś dane. Nie odpowiedziałam nic. Spojrzałam w stronę drzwi ze szklaną wstawką, gdzie po drugiej stronie stał ten chłopak. Wydawał się dziwnie znajomy, ale z drugiej strony tak bardzo obcy. Może gdzieś go kiedyś widziałam?
-Jak się pani czuje? - kontynuował mężczyzna, nie czekając na odpowiedź do jego wcześniejsze wypowiedzi.
-Bolą mnie kości trochę. Szczególnie żebra – dotknęłam dłonią bolącego miejsca, co nie było dobrym pomysłem, gdyż od razu cofnęłam rękę i skrzywiłam się z bólu.
-To naturalne. W końcu przez dwa tygodnie nie do końca się zrosły. Jeszcze ma pani przed sobą przynajmniej dwa tygodnie leżenia – powiedział lekarz, przeglądając moją kartę.
-Właściwie to jak ja się tu znalazłam? - spytałam, spoglądając ponownie w stronę chłopaka za drzwiami. Wciąż tam stał i patrzył wprost na mnie. Muszę przyznać, że trochę mnie to zdziwiło. W końcu byłam dla niego obcą osobą, więc po co miał się na mnie patrzeć?
-Oh, więc nie pamięta pani wypadku? - spytał, a ja przytaknęłam głową. -W sumie to naturalne. Często po takich zdarzeniach występuje amnezja po wypadkowa, gdzie nie pamięta się samego zdarzenia. Wpadła pani w poślizg, a potem inny samochód walnął w pani auto. Przez ostatnie dwa tygodnie była pani w śpiączce – oznajmił spokojnie, odkładając kartę. Zaczął świecić mi w oczy, sprawdzając moją reakcję. Stwierdził że nie widzi nic niepokojącego i później zrobią mi badania.
Kiedy wyszedł z sali, powiedział coś temu chłopakowi. Nie miałam pojęcia co takiego, gdyż byli oni na korytarzu, a ja w sali, więc dzieliła nas ściana i zamknięte drzwi. Skupiłam swój wzrok na białym suficie. Próbowałam przypomnieć sobie moment wypadku, ale przez to tylko bolała mnie głowa, a nic a nic nie przypominało mi się, co mnie bardzo irytowało. Chwilę później drzwi ponownie się otworzyły. Miałam nadzieję, że w szpitalu jest ktoś z moich bliskich, ale zamiast mojego brata, czy mamy, wszedł ten sam chłopak, z którym przed chwilą rozmawiał lekarz. Przelotnie na niego spojrzałam, po czym wróciłam do oglądania sufitu. Zdążyłam zauważyć, że przyglądał mi się z uśmiechem, co jeszcze bardziej mnie irytowało. Nie cierpię, kiedy ktoś obcy przygląda mi się tak intensywnie i w dodatku uśmiecha się jak głupi. Usiadł na krześle tuż przy moim łóżku. Poczułam, że położył ręce na łóżku, gdyż materac się ugiął.
-Cześć – w końcu odezwał się lekko zachrypniętym głosem. Spojrzałam się w jego stronę i zlustrowałam jego twarz wzrokiem. Miał przynajmniej trzy dniowy zarost, co budziło we mnie pewnego rodzaju odrazę. Nienawidziłam, kiedy chłopak miał taki zarost.
-Wciąż jesteś na mnie zła? - spytał, kładąc swoją rękę na mojej dłoni, którą od razu odruchowo cofnęłam. O co temu chłopakowi chodzi? -Czyli jesteś... - westchnął, zabierając dłoń z materaca.

-Za co mam być zła? Przecież nawet się nie znamy – powiedziałam cicho, patrząc na chłopaka, który usłyszawszy to zrobił dziwną minę. Tak, jakby nagle zawalił się jego cały świat, jakby stracił coś cennego. Chyba nie wiedział co powiedzieć. Co chwila otwierał i zamykał usta, jakby nie mógł się zdecydować, albo dobrać słów. Ale co ja takiego zrobiłam? Przecież go nie znam.

______________________________________

Kilka osób zgadło, co się stanie z Lyn. Nie wiem czy jesteście zadowolone z takiego zwrotu akcji, czy nie. Pewnie nie, ale eh, co mogę na to poradzić? Byłoby nudno, gdyby nic się nie działo :)

~Emily

wtorek, 7 kwietnia 2015

spoiler

Niestety to nie rozdział. Sama chciałabym bardzo go dodać, ale jeszcze nie jest napisany.. Przez długi czas nie miałam pojęcia co w nim napisać. Jest to rozdział przejściowy i nie wiedziałam co zrobić, żeby nie robić dużych wydarzeń zaraz jedno po drugim i żeby to połączyć jakoś i w końcu wpadłam na pomysł, ale potrzebuję jeszcze troszkę czasu. Mam nadzieję, że po tym pójdzie już z górki i będzie szybciej wszystko, ale nie obiecuję niczego. Niżej daj spoiler najbliższego rozdziału. Mam nadzieję, że spodoba się i że nie jesteście bardzo na mnie złe. :)

"Zegar, który wisiał na ścianie, non stop tykał. Sekundy mijały. Ba nawet minuty, które nie wiadomo kiedy zamieniły się na godziny. Bezradność sprawiała, że czułem się jeszcze gorzej, o ile było to możliwe. Nie miałem pojęcia co działo się z Lyn, ani Angel. Nikt mi nie chciał udzielić informacji. Byłem tak bardzo głupi, mówiąc, że jestem tylko jej chłopakiem. Nie byłem jej rodziną. Ale skoro miała mnie wpisanego w kontaktach ICE, to znaczy, że nie jestem jakimś tam chłopakiem, tylko JEJ chłopakiem, który jest dla niej ważny."


_____
Emily