niedziela, 23 marca 2014

More Than famous || Rozdział 10

"I just wish there's no such thing as fighting, 
that the world could just be like perfect and everybody can get along 
but obviously that can’t happen."

~.~
Gdy fanki zauważyły nas w galerii, od razu zebrał się wokół nas tłum. Alice od razu się wycofała. Z jednej strony to może dobrze dla niej. Zauważyłem, że czasami, gdy ktoś zadaje jej pytania o nas, nie wie co powiedzieć. Nie mam jej tego za złe, związek ze mną jest dla niej nowością. Nawet nie rozmawialiśmy o podstawowych rzeczach typu pierwsze spotkanie, czy coś podobnego. Wieczorem, gdy zabiorę ją na kolację, będziemy musieli to omówić. Mam nadzieję, że znowu się nie pokłócimy. Lyn ma często swoje humorki, choć pewnie myśli tak samo o mnie. Dlatego nie mogę pozwolić, żeby ta dziewczyna wzięła nade mną górę. Nie może się rządzić w naszym „związku”, a widzę, że tego chce. Przez te trzy dni zdążyłem ją rozszyfrować. Ona tylko udaje taką twardą i niedostępną. Jest jak wszystkie inne moje poprzednie dziewczyny, chce sławy i pieniędzy, co może dostać dzięki mnie. Sprawdziłem to. Wcale nie musiała przy swojej przyjaciółce pozwalać, abym był aż tak blisko jej, a jednak to zrobiła. Gdyby było tak jak zakładałem na początku, czyli zagadkowa dziewczyna, która nie chce sławy i mnie i nie wiadomo po co pcha się w ten związek, to na pewno nie pozwoliłaby na całowanie się po szyi. Czy ja właśnie daję autografy i myślę o Lyn? Ugh, nie mogę o niej myśleć!
-Harry, możesz mi się tu podpisać? -jakaś dziewczyna podała mi naszą płytę. Uśmiechnąłem się do niej i złożyłem podpis na pudełku. Dziewczyny krzyczały i piszczały. Przyzwyczaiłem się do tego. Prawie codziennie mnie to spotykało. Kątem oka spojrzałem na Alice. Klęczała przy jakiejś małej blondyneczce, która wyglądała jak aniołek. Były zupełnym przeciwieństwem. Niemalże czarne włosy Alice, czekoladowe oczy i oliwkowa cera kontrastowały się z blondwłosą, niebieskooką dziewczynką, o jasne karnacji. Rozmawiały o czymś. Wyglądały uroczo. Mimo, że różniły się od siebie, mógłbym nawet pomyśleć, gdybym nie znał Lyn, że to jej córka. Myśl o dzieciach przyprawia mnie o dreszcze. Nigdy nie będę miał dzieci. Ta myśl zawsze mnie dobija. Chciałbym być ojcem, ale nie mogę nim być, jeśli się nie zakocham, a wiem, że nie zakocham. W okół mnie zaczęło się robić nieco luźniej. Gdy dałem autografy wszystkim dziewczynom, podszedłem do Alice. Dołączyła do nich jakaś kobieta, pewnie była mamą tej blondyneczki, która swoją drogą szeroko się uśmiechnęła na mój widok. Lyn przedstawiła mi kobietę i dziewczynkę, jak się okazało obie były fankami. Vanessa poprosiła mnie o autograf, a ja z wielką przyjemnością wpisałem się do jej notesu. Małe fanki są według mnie najlepsze. Zawsze wyobrażałem sobie moją córkę, szalejącą na naszym koncercie. Oczywiście wiem, że to się nie stanie. Wymieniliśmy kilka zdań z Charlie i Vanessą, po czym wróciliśmy do mojego samochodu. Odwiozłem Alice pod wytwórnię.
-Pamiętaj, aby ubrać się stosownie na wieczór. -przypomniałem jej od niechęci. Dopiero, gdy to powiedziałem, zdałem sobie sprawę, że zabrzmiało to nieprzyjemnie, ale nie zamierzałem przepraszać. Lyn też nie jest dla mnie zbyt miła, więc czemu ja miałbym być dla niej?
-Jasne, pamiętam. -krzywo się uśmiechnęła w moją stronę. Jej głos nie był taki melodyjny, jak zwykle. Znowu zaczyna się nie miła atmosfera... -Dzięki za podwiezienie. -rzuciła w moją stronę oschłym tonem. Zabrzmiało to tak, jakby wcale nie chciała abym ją podwiózł pod pracę. Nie rozumiem jej. Już myślałem, że możemy się dogadać. Przy Rebecce była miła, nawet miałem wrażenie, że udawanie tego związku jest dla niej przyjemnością. Nie rozumiem tego, na jej miejscu przy najlepszej przyjaciółce czy przyjacielu nie ukrywałbym nic. Nawet jeśli chodzi o umowę, mogła przecież zapytać się mnie co o tym sądzę. Przecież nie powiedziałbym Rose.
-Nie ma sprawy. -odpowiedziałem wciąż poważnym tonem. Nie wiem czemu to zrobiłem znowu. Myślę, że chciałbym, aby nasze relacje wyglądały inaczej, ale nie robię nic, aby je poprawić. Z drugiej strony nie mogę sobie pozwolić na to, aby się rządziła.
-To cześć. -wyczułem obojętność w jej tonie. Szybko wyszła z samochodu i mocno zamknęła drzwi, aż za mocno, ona wręcz nimi trzasnęła.
~.~
Gdy wyszłam z samochodu Harr'ego poczułam ulgę. Miałam dość przebywania z nim tego dnia, a czekała na mnie jeszcze kolacja. Ugh... ze złości trzasnęłam drzwiami od jego samochodu. Nie mogłam się powstrzymać. Odwróciłam się w jego stronę i kątem oka zobaczyłam, że wkurzyło go to. I bardzo dobrze! Właśnie to miałam na celu – wkurzyć Harr'ego Styles'a. Próbowałam być miła, naprawdę się starałam, ale nie wyszło. On nie chce być miły, to proszę bardzo. Ja też nie będę na siłę miła. Znamy się tylko trzy dnie, ale w ciąg tych trzech dni dawałam mu tyle szansy na polepszenie naszych stosunków, a on za każdym razem wyrzucał to w błoto. Tak się bawisz Styles? W porządku, tylko żebyś potem tego nie żałował.
-Znowu się spóźniłaś. -przywitała mnie surowym głosem Rose. Siedziała przy swoim biurku i wlepiała swój wzrok w monitor laptopa.
-Przepraszam, byłam z Harry'm w galerii. -zaczęłam się tłumaczyć. Widziałam już wczoraj jaka jest w stosunku dla Styles'a. Użycie go jako obrony, może mi załagodzić tą sytuację. Poza tym to jego wina, że się spóźniłam. Gdyby nie obtoczyły go fanki, na pewno wyszlibyśmy wcześniej i byłabym w studiu na czas.
-Ahh, z Harry'm? To dobrze, że spędzacie razem czas. Dzisiaj masz sesję. Makijażystka i stylistka już na Ciebie czekają, idź do nich, muszą Cię przygotować. -Rose na wiadomość o Styles'ie od razu zmieniła poważny głos, na melodyjny ton. Nadal nie rozumiem, czemu tak na niego reaguje, ale teraz mam przynajmniej dobrą wymówkę. Cóż, przynajmniej Styles może się do czegoś przydać. Posłusznie poszłam do garderoby, gdzie czekały na mnie wcześniej wspomniane osoby. Były to dwie młode dziewczyny, starsze ode mnie o kilka lat. Jedna Molly – makijażystka, a druga Jade -stylistka. Lubiłam je, chociaż widywałam je zaledwie kilka razy w miesiącu.
-Hej słonko. -powiedziały równocześnie, gdy weszłam do garderoby. Zawsze zwracały się do mnie tego typu zdrobnieniami. To było zabawne.
-Hej. -szeroko się uśmiechnęłam, a one tym samym mi odpowiedziały. Obie miały ogromne poczucie humoru. Za to lubiłam je najbardziej. W kilka sekund sprawiły, że zapomniałam o Styles'ie.
-No to bierzemy się do pracy. -Molly ruchem ręki wskazała na fotel, na którym chwilę później usiadłam. Zaczęłam bawić się moimi włosami, myśląc co z nimi zrobić. -Chyba najlepiej będzie, jak zostawię je rozpuszczone i lekko je podkręcę. Tak wyglądasz najlepiej. -stwierdziła, przyglądając się w lustro, gdzie było moje odbicie. -Zrobię Ci makijaż w odcieniach szarości i granatu, te kolory pasują do twoich oczy.
-Nie mów, tylko rób! -zwróciła się w jej stronę Jade. -Lyn, a jak z Harry'm? -spytała, a ja niemal nie zakrztusiłam się powietrzem, słysząc jego imię.
-Słucham? -nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam.
-Spytałam, jak układa Ci się z Harry'm. -powtórzyła. A jednak się nie przesłyszałam, ona naprawdę pyta o Styles'a.
-Cóż... umm... jest dobrze. Harry jest uroczy. -wymusiłam się na sztuczny uśmiech. Sama nie wiem, czemu powiedziałam, że jest uroczy. Jest okropny! Ugh...
-To się cieszę, że w końcu jesteś szczęśliwa. Harry to świetny chłopak. Przyjaźnię się z jego siostrą Gemmą. Rozmawiałam z nią o Was. Pytała się jaka jesteś. -tym razem odezwała się Molly, a ja skrzywiłam się. Nawet nie wiedziałam, że Harry ma siostrę. Fakt, nie pytałam o to. On też nie wie, że mam siostrę, w sumie to dwie i nawet brata...
-Ale nie martw się. Zrobiłam Ci dobrą reklamę. Gemma cieszy się, że nie jesteś kolejną pustą gwiazdą, która chce się wybić dzięki Harr'emu. -taa... nie jestem. Yhm, jasne. -W dodatku ten chłopak przeszedł przez tyle burzliwych związków, mam nadzieję, że będziecie ze sobą na zawsze. -yhm... będziemy... przez pół roku...
-Super, dzięki. -powiedziałam sarkastycznym głosem. Byłam wkurzona. Wkurzona na Harr'ego, wkurzona na Rose, wkurzona na dziewczyny, bo wypytują o Harr'ego, wkurzona na wszystkich.
-Spokojnie, nie denerwuj się. Nie wiedziałam, że będzie Ci przeszkadzać, że o Tobie rozmawiałyśmy. To siostra Harr'ego, chciała po prostu wiedzieć. I tak pewnie by się dowiedziała. -zaczęła tłumaczyć się Molly. Może rzeczywiście mogłam być milsza, ale emocje wzięły górę.
-Mam zły dzień, przepraszam. Masz rację, i tak by się dowiedziała. -zgodziłam się z nią, po czym zakończyłyśmy wymianę zdań. Mówiąc „mam zły dzień”, dałam im do zrozumienia, że nie mam ochoty do rozmowy. Resztę czasu spędziłyśmy w ciszy. Po godzinnej pracy dziewczyn w końcu byłam gotowa. Jade przygotowała dla mnie zwiewną, grafitową spódniczkę, kolorowy, a zarazem elegancki top, jeansową kurtkę i beżowe platformy. Szczerze mówiąc wyglądałam w tym ładnie. Nawet przeszło mi przez myśl, żeby kupić sobie coś podobnego.
-Jestem. -odezwałam się, gdy weszła do pomieszczenia, w którym miała być sesja. Rose i fotograf już czekał. Przez kolejne dwie godziny musiałam pozować do zdjęć, w międzyczasie zmieniając zestaw ubrań. Po dwóch godzinach byłam padnięta.
-Ok, na dzisiaj koniec. -powiedział fotograf, odkładając swój sprzęt. Chyba wyczuł, że nie mam już siły. Pozowanie zawsze bardzo mnie męczyło. Jedno, dwa, trzy zdjęcia, jeszcze w porządku, ale dwie godzinny ciągłego pozowania są wyczerpujące. Gdy przebrałam się już swoje ubrania i Molly zmyła mi makijaż, byłam wolna. Przypomniałam sobie, że Harry rano mnie przywiózł, więc zostałam bez samochodu. Przynajmniej półgodziny spaceru. Super. Na prawdę, świetnie. Tego dnia, akurat o tej porze, gdy byłam zmęczona i wkurzona, było moim marzeniem iść na piechotę przez pół godziny. Wiedziałam, że gdzieś mnie więcej tutaj mieszka Niall, ale gdzie dokładnie, nie miałam pojęcia. Czemu nie podał mi swojego adresu, ani numeru telefonu? Jedynie mogłam zadzwonić do Harr'ego, aby mnie podwiózł, ale z tej opcji zrezygnowałam. I tak czekam mniej jeszcze dzisiaj z nim spotkanie, a chce ograniczyć ilość spędzania z nim czasu do minimum. Nie miałam innego wyjścia, jak spacer. Ugh... Najwyżej będę miała mniej czasu na przygotowania i Harry będzie musiał poczekać.
***
Pół godziny później byłam już w mieszkaniu. Zdążyłam zauważyć jedynie, że Beccy jest już w domu. Od razu poszłam się wykąpać, nie miałam zbyt dużo czasu. Po szybkim i orzeźwiającym prysznicu, wyszłam z łazienki w szlafroku i zaczęłam suszyć swoje włosy. Następnie podkręciłam je lokówką i zabrałam się za makijaż. Postawiłam na odcienie szarości. W tym czasie do mojego pokoju przyszła Rebecca. Usiadła na okrągłym fotelu i zaczęła mi się przyglądać.
-Z Harry'm wychodzisz? -spytała, lustrując każdy mój ruch. Bałam się, że może za chwilę wywołać się kolejna awantura.
-Tak. -powiedziałam po chwili namysłu. -Jesteś zła? -spytałam, na co ona otworzyła szerzej oczy.
-Co? Zła? -zdziwiła się. -Nie, cieszę się, że jesteście razem i przepraszam za wczoraj. Wyolbrzymiłam wszystko. Szczerze mówiąc teraz nawet nie widzę powodu, dla którego miałabyś mówić Harr'emu o mnie. Może to i lepiej, jak będzie myślał, że jesteśmy przyjaciółkami. To było nawet zabawne tak udawać. I przepraszam, że powiedziałam, że jesteś z nim dla jego kasy. Teraz widzę, że wcale tak nie jest. Jak was dzisiaj rano zobaczyłam przytulających się, to aż się wzruszyłam. Tak słodko razem wyglądacie, a ty na niego patrzysz z miłością w oczach. Widać, że on jest szalenie w Tobie zakochany. Szczęściarz z niego. -skończyła swój monolog, szeroko się do mnie uśmiechając. Było mi miło, że tak myślała, ale z drugiej strony chciałam się śmiać. Wcale nie patrzę na niego z miłością, a on wcale nie jest we mnie szalenie zakochany. Nigdy nie był i nigdy nie będzie. On nie ma uczuć i się nie zakochuje. Dał mi to jasno do zrozumienia.
-Nic się nie stało. Cieszę się, że akceptujesz nasz związek. Harry jest dla mnie naprawdę bardzo ważny. -skłamałam. Nie mam pojęcia, czemu powiedziałam, że jest dla mnie ważny. To samo mi przyszło na język. -Kiedyś mu powiem o Tobie, ale na razie wole nie zaczynać tematu rodziny. Wiesz, że to nie jest dla mnie łatwe. Mówiąc o Tobie, musiałabym powiedzieć jeszcze o mamie, Mike'u …i ojcu. To za wcześnie na takie rozmowy z nim. -ponownie skłamałam. Wiedziałam, że przez te pół roku na pewno nie powiem mu o mojej rodzinie ani słowa, tak samo jak nie powiem Beccy o umowie.
-W porządku, rozumiem, nie musisz mu od razu mówić. Zabawnie jest go wkręcać. -cicho się zaśmiała. Po wczorajszej kłótni nie było ani śladu. Cieszę się, że wszystko zostało rozwiązane i, że zgodziła się udawać przed Harry'm. -Co zamierzasz założyć? -spytała po chwili milczenia.
-Hmm... -zaczęłam się zastanawiać. Nie pomyślałam o tym wcześniej. Nagle do głowy przyszedł mi wspaniały i jedyny możliwy pomysł. -Wiem! -krzyknęłam. -Dzisiaj, jak byłam z Harry'm na zakupach kupiłam sukienkę. Założę ją.
-Nie wierzę! -mina Beccy wyrażała wszystko. Była mega zaskoczona. -Co ten chłopak z tobą zrobił? To, że raz pożyczyłaś ode mnie sukienkę, jeszcze nic nie znaczyło, ale to, że sama kupiłaś sobie sukienkę jest co najmniej dziwne. Jak to możliwe, że zaczęłaś nosić sukienki? -wciąż nie dowierzała i dopytwała się.
-Cóż... wydaje mi się, że Harr'emu podobam się w sukienkach. Chcę mu się podobać. -powiedziałam przesłodzonym głosem, aż sama z siebie zaczęłam się śmiać. Kłamstwo przychodzi mi tak łatwo, aż za łatwo. Ale nie będę się tym w tej chwili zamartwiać. Prysznic zmył ze mnie całą złość, więc mam nadzieję, że miło spędzę wieczór. Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. To pewnie Harry.
-Umm... Beccy, to będzie dziwne jeśli znowu Cię tu zobaczy. On myśli, że nie mieszkamy razem. -zrobiłam przerażoną minę.
-Powiemy mu, że zadzwoniłaś po mnie, żebym Cię pomalowała, ok? -szybko wymyśliła całkiem niezłą wymówkę.
-Ok. -zgodziłam się, po czym ona poszła otworzyć drzwi, a ja uciekłam do łazienki, aby założyć sukienkę. Podczas siłowania się z zapięciem od sukienki, usłyszałam kawałek ich rozmowy.
-Umm... hej. Znowu masz imprezę w mieszkaniu? -głos Harr'ego brzmiał tak, jakby był zdziwiony. Nie dziwię się, w końcu nie wie, że Becks tu mieszka. Muszę z nim porozmawiać, aby nie przychodził bez zapowiedzi. I to nie on powinien na mnie czekać, tylko ja na niego, jeśli następnym razem chcę uniknąć jakichkolwiek podejrzeń.
-Nie, Lyn poprosiła mnie o pomoc przy makijażu. -skłamała. Domyślam się, że szeroko się uśmiechnęła. -Zaraz przyjdzie. -oznajmiła, a mi w końcu udało się zapiąć sukienkę. Założyłam czarne szpilki i jeszcze raz przejrzałam się w lustrze. Wyglądam dobrze, a teraz czas pokazać się Styles'owi. Niepewnie otworzyłam drzwi od łazienki i wyszłam, a oczy Harr'ego od razu podniosły się na mnie i zrobiły się większe. Typowy facet... Wystarczy sukienka i szpilki, a oni już... dobra, nie skończę. Śmiać mi się z niego chce.
-Ślicznie wglądasz skarbie. -podszedł do mnie i pocałował w policzek.
-Dziękuję. -delikatnie się do niego uśmiechnęłam, tak aby Beccy pomyślała, że naprawdę jest mi miło z tego powodu. Założyłam na siebie cienki, czarny płaszcz i razem z Harry'm trzymając się za dłonie, wyszliśmy.
-A Rebecca zostaje u Ciebie? -spytał podejrzliwie Harry, widząc, że ona nie wychodzi z mojego mieszkania.
-Pewnie nie chce przebywać ze swoją współlokatorką, ma klucz do mojego mieszkania, więc pewnie zostaje. Nie rozmawiałam z nią o tym. -wyjaśniłam mu, delikatnie kłamiąc. Jedyne co z tego było prawdą, to fakt, że ma klucz do mojego mieszkania.
-Pozwalasz jej na to? Nie boisz się, że coś weźmie, gdy Ciebie nie będzie? -dopytywał, podczas drogi do jego samochodu.
-Tak, ufam jej, nic nie weźmie. -odpowiedziałam, a on tylko wzruszył ramionami. Gdy mieliśmy już wychodzić na dwór, nagle się cofnął do tyłu.
-Możemy pojechać twoim samochodem? -spytał z nadzieją w głosie. Aż tak bardzo nie lubił swojego auta?
-Jasne. -zgodziłam się niechętnie. Wsiedliśmy ponownie do windy i zjechaliśmy na podziemia, gdzie był samochód. Podałam mu kluczyki, a sama usiadłam na siedzeniu pasażera. Pierwszy raz nie siedziałam za kierownicą w tym samochodzie. To było dziwne uczucie.

___________________
Jestem już z 10 rozdziałem! Wow, jak ten czas szybko leci. Nie chcę być dla was dzisiaj nie miła, ale już wystarczająco mi ktoś dzisiaj i wczoraj popsuł humor, więc trudno mi teraz być spokojną, ale postaram się. No i chce wam powiedzieć, że jadę jutro w góry na tydzień i teraz pytanie: czy rozdział 11 pojawi się w środę? To zależy tylko i wyłącznie od was. Zwykle komentuje 3 osoby (czasami 4). Żadna z tych osób nie jest moim obserwatorem. A obserwatorów jest kolejne 6 osób (i kilka na google+) Ja wiem, że to czyta więcej niż 3-4 osoby. W końcu ponad 100 wyświetleń każdego dnia nie nabijają 3 osoby. Mogę ustawić, aby rozdział dodał się automatycznie w środę np. o godzinie 16 i zaraz to zrobię, ale mogę to też wyłączyć. Jeśli do wtorku wieczorem nie będzie więcej niż te 4 komentarze tych samych osób, zmienię datę publikacji na niedzielę. Mam nadzieję, że nie jestem dla was nie miła. Osoby, które komentują ZAWSZE też piszą FF i domyślam się, że wiedzą jak komentarze są ważne dla autorów. Ja na prawdę nie piszę dla siebie, tylko dla WAS. No to wiecie co robić, aby rozdział pojawił się w środę o 16. :)
No to do następnego! <3

8 komentarzy:

  1. Jest ! ;)
    Fajnie , że napislas cos z perspektywy Harry'ego ;d Zmieniłam zdanie na jego temat ;) i teraz jeszcze bardziej mi się on podoba w tym opowiadaniu ;)
    Nie jestem Twoim obserwatorem , bo za kazdym razem , gdy próbuję dołączyć wyskakuje mi jakiś błąd, więc bardzo Cię przepraszam ;);**
    Mam nadzieję, że rozdział ukarze się w środę ;)
    Czekam na nn ;*

    Buziaczki, Karinka <3

    OdpowiedzUsuń
  2. I ta wieczna walka o komentarze xD Ja tam zawsze komentuje i nawet nie wiem czy obserwuję bloga czy nie, bo jestem za leniwa, żeby kliknąć kilka razy myszką... Ale wiesz, że czytam! Rozdział jak zawsze cudny *u* Miłej zabawy Ci życzę w tych górach! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny rozdział :3 Harry coraz częściej "myśli " o Alice podoba mi się to !!!! fajnie że była perspektywa Harr'ego :) czekam na next w środę :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuu super rozdział jestem ciekawa co dalej miłego pobytu w górach i do następnego :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział i oczywiście czekam na następny :) miłego pobytu w górach x

    OdpowiedzUsuń