czwartek, 29 maja 2014

More Than Famous || Epilog

"Without you, I feel torn.
Like a sail in a storm.
Without you, I'm just a sad song."
 ~.~
Niall, nigdy nie chciałam się żegnać z Tobą w taki sposób, ale jestem do tego zmuszona. Zasługujesz, aby dowiedzieć się całej prawdy. Jako jedyny mnie nie zostawiłeś. Byłeś do końca. Od samego początku widziałeś, że coś jest nie tak. Chciałeś mi pomóc, ale nie wiedziałeś jak. Pamiętasz, jak Ci powiedziałam, że za pracę kelnerki, nie utrzymam dwóch osób. Miałam wtedy na myśli Rebeccę. Musiałam być z Harry'm, żeby jej pomóc. Była chora na AIDS i potrzebowałam pieniędzy na jej leki. Wiesz jakie Rose miała zdanie na ten temat. Nie miałam wyjścia, musiałam być z nim. Rebecca teraz nie żyje, więc ja też odchodzę. Nie chcę dłużej mieszać w waszym życiu, tym bardziej, że Harry nic do mnie nie czuje. Dobrze wiesz, że niepotrzebnie go pokochałam i teraz nie dałabym rady pożegnać się z wami osobiście. Kiedy już wiem, że on nic do mnie nie czuje, nie potrafiłabym spojrzeć mu w oczy. Kocham go. Dlatego wyjeżdżam, jak najdalej stąd. Nikomu nie powiedziałam o tym, że Beccy jest moją siostrą, dlatego, że wiązałoby się to z dalszymi wyjaśnieniami o jej chorobie. Jest moją siostrą w połowie, tak samo jak Mike – chłopak, o którym mówił Harry. Z Rebeccą mam wspólnego ojca, a z Mike'iem mamę. Jest jeszcze Angel, z którą również łączy mnie wspólna mama. Zastanawiasz się pewnie, czemu nigdy nie powiedziałam Ci o nich. Chciałam zapomnieć o przeszłości. Kiedy dowiedziałam się o chorobie Beccy, nasz ojciec zginął razem z jej matką w wypadku samochodowym. Becks została sama, a ja byłam jedyną osobą, która mogła jej pomóc. Prosiłam o pomoc moją rodzinę, jednak mama stwierdziła, że nie chce mieć nic wspólnego z moim ojcem i jego córką. On ranił ją w przeszłości i dlatego tak zareagowała. To była chyba najtrudniejsza decyzja w moim życiu. Uciekłam z domu. Poleciałam na inny kontynent tylko dlatego, aby pomóc siostrze. Musiałam zmienić nazwisko. Było ciężko. Miałam tylko osiemnaście lat i nie mogłam znaleźć pracy, podobnie jak Beccy. Pracowałam dorywczo, aż w końcu spotkałam Rose. Dalej wiesz co było. Zakochałam się w Harry'm, a on nie odwzajemnił moich uczuć. Niedawno byłam z nim u jego rodziny. Przez chwilę pomyślałam, że mogłoby być tak zawsze. Było idealnie. Miałam wrażenie, że on jednak coś do mnie czuje. Ale sam powiedział, że jest inaczej. Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to zabolało. Anne jest taką miłą osobą, traktowała mnie jak córkę. Pewnie nie będzie zadowolona, kiedy dowie się, że nie jestem już z jej synem. Tak samo jak Katy. Obiecałam jej, że nie zostawię Harr'ego, ale muszę to zrobić, nie mam wyjścia. Muszę odejść. Jego obecność za każdym razem sprawiała, że byłam szczęśliwa, a z drugiej strony dobijała, bo wiedziałam, że on nigdy nie odwzajemni moich uczuć. Zawiodłam was wszystkich. Ciebie. Chłopaków. Dziewczyny. Anne. Katy. Rodzinę Harr'ego. Rose. I Harr'ego chyba też... Przepraszam za wszystko. Nie miałam odwagi napisać tego wszystkiego w liście do Harr'ego. Ty zawsze podejmowałeś dobre decyzje. Jeśli uważasz, że powinien wiedzieć, możesz mu pokazać ten list. A jeśli nie, to po prostu zachowaj go dla siebie, albo wyrzuć, cokolwiek z nim zrób. To już od Ciebie zależy. Dziękuję Ci za wszystko, za wspaniałą przyjaźń, za pomoc i wsparcie, które mi dałeś, za twoją obecność. Dziękuję. Chciałabym Cię teraz przytulić, ale wiem, że gdybym została, rozpłakałabym się i nie potrafiłabym Cię potem zostawić. Przepraszam, że to wszystko tak się potoczyło. Nigdy nie chciałam się z Tobą żegnać. Ale muszę to zrobić. Żegnaj Niall.”

Nie, to nie koniec. Nie pozwolę jej tak odejść. Kocham ją. Kocham i będę o nią walczyć. Nie mam pojęcia, gdzie teraz jest, ale znajdę ją nawet, jeśli musiałbym objechać cały świat i pukać do każdych drzwi. Znajdę ją, ponieważ ją kocham.


_________________
TO JESZCZE NIE KONIEC! TO DOPIERO POCZĄTEK!

Najpierw chcę powiedzieć, że moja kochana Maddie wymyśliła shipperskie imię dla naszych bohaterów - Halyn (jestem zbyt tępa, żeby sama na to wpaść, ale na szczęście Mad mi pomogła <3)
A teraz chcę wam wszystkim podziękować za to, że czytaliście, komentowaliście, wspieraliście. Jesteście wspaniali! Mam najlepszych czytelników na świecie. Były trudne momenty i dzięki wam się nie poddałam. Przez to opowiadanie poznałam wiele wspaniałych osób! Czasami śmieszyły mnie wasze rozkminy na temat dalszych losów bohaterów. Kilka osób na początku miała nadzieję, że Lyn będzie z Niall'em, ale nie jest. To jest historia Lyn i Harr'ego, a nie Lyn i Niall'a. Niall miał swoją historię, ma swoją dziewczynę i jest szczęśliwy. Pozwólmy Lyn być szczęśliwą z Harry'm. Mogę was poprosić o jedną rzecz? Mianowicie chciałabym żeby KAŻDY CZYTELNIK zostawił komentarz, chociaż ten jeden raz i napisał co mu najbardziej się podobało w opowiadaniu, albo zacytował ulubiony fragment. Chciałabym to wiedzieć :)

A teraz muszę was zmartwić, że zostawiam was na tydzień, albo dwa. Niestety muszę to zrobić. Za kilka dni dodam zwiastun tej części, a prolog trochę później. Nie mam dużo w zapasie rozdziałów, a teraz nie mam czasu pisać, więc jak będę już dodawać drugą część, rozdziały będą się pojawiać raz w tygodniu. Chciałam tu napisać tak dużo rzeczy, ale zapomniałam w między czasie. No nic, kocham was wszystkie i dziękuję!

wtorek, 27 maja 2014

More Than famous || Rozdział 33

"Say Something..."

 ~.~
-Więc jak się teraz nazywasz? -spytał lekko zdezorientowany Mike.
-Alice. Alice Bailey. -odpowiedziałam niepewnie.
-Czemu masz jego nazwisko? -był zdziwiony. Nie sądził, że przyjmę nazwisko osoby, która zrobiła mi tyle krzywdy.
-Żeby wpisali mnie do dokumentów Beccy, musiałam przyjąć nazwisko ojca. Nie miałam skończonych osiemnastu lat, więc musiałam mieć nazwisko osoby, która łączy mnie i Becks. Padło na niego. -wyjaśniłam mu.
-A ten chłopak? -spytał się niepewnie.
-Harry? -powiedziałam mu jego imię.
-Tak ten. Co Cię z nim łączy? Nie wiedział, że masz rodzeństwo, ale jeśli Cię kocha, powinien Ci wybaczyć. Natt by Ci wybaczył.
-Problem w tym, że nie wiem, czy on mnie kocha. Nasze relacje są skomplikowane. Czasami mam wrażenie, że zależy mu na mnie, a czasami wręcz przeciwnie. -schowałam twarz w dłonie, aby ukryć łzy, które zbierały mi się pod powiekami.
-A ty go kochasz? -zadał kolejne pytanie. To przecież było oczywiste.
-Tak, kocham go. -odpowiedziałam z wielką pewnością. Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości.
-Ally, ja nie wiedziałem. Nie chciałem zepsuć niczego między wam... -zaczął mówić, jednak przerwał mu dźwięk mojej komórki. Pierwsza myśl to to, że dzwoni Harry, może przemyślał, może chce porozmawiać, lecz niestety okazało się, że nie jest to Harry. Nie znałam tego numeru.
/-Słucham? -odezwałam się do słuchawki.
-Rozmawiam z panią Alice Bailey? -usłyszałam głos doktora Smith'a, tego samego, który dzwonił, aby powiedzieć mi, że Becks jest w szpitalu.
-Tak. -odpowiedziałam niepewnie. Co ten człowiek chce ode mnie o tak późnej porze?
-Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy. Przykro mi. -wypowiedział te słowa, które rozerwały moje serce na milion części. Czułam, że z moich oczu zaczynając lecieć łzy. Nie mogłam powiedzieć żadnego słowa. To było zbyt wiele. Najbliższa mi osoba odeszła. Beccy nie żyje. -Może przyjść pani jutro podpisać papiery? -doktor zadał pytanie poważnym głosem. Pewnie już nie raz musiał powiadomić o śmierci pacjenta.
-T-tak. -zająknęłam się./
Gdy skończyłam rozmowę z doktorem, nie mogłam powstrzymać emocji. Rzuciłam telefonem o ścianę tak, że rozleciał się na kilka kawałków. Zjechałam po ścianie na podłoge i zaczęłam płakać. Nic do mnie nie docierało. Harry odszedł. Beccy umarła. Jestem sama.
-Co się stało? -Mike ukucnął obok mnie.
-Beccy nie żyje. -szepnęłam i schowałam kolejny raz twarz w dłonie.
***
Rebecca nie była osobą wierzącą. Nie miała pogrzebu, więc przynajmniej nie musiałam niczego organizować. Poza tym nie zniosłabym widoku, jak zakopują jej trumnę. I tak podpisanie papierów dotyczących jej zgonów, było dla mnie ciężką sytuacją. Ostatnie trzy dni minęły bardzo szybko. Harry się nie odezwał ani razu. Niall w sumie też nie, a to było dziwne, bo normalnie dzwonił codziennie. Pewnie Harry już mu powiedział i teraz żaden z nich nie będzie chciał mnie znać. To były ciężkie samotne trzy dni. Był jedynie Mike, ale on nie jest mi tak bliski, jak Hazz czy Niall. Umowa się kończy, a mi zostało jedno. Muszę zaryzykować. Właściwie nie mam nic już do stracenia. Jeśli nie, to wyjadę. Spróbuję zapomnieć. Zanim wyszłam z domu, zorientowałam się, że Harry wciąż ma kluczyki do mojego auta i w sumie samochód też ma. Postanowiłam, że przejdę się na piechotę do biura. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. Trochę głupio mi będzie rozmawiać z Harry'm o takich prywatnych rzeczach przy chłopakach, ale nie mam wyjścia. Na parkingu przed wytwórnią Rose zobaczyłam mój samochód, czyli Harry już jest. Gdy jechałam windą na górę, serce biło mi niemiłosiernie. Boję się spojrzeć mu w oczy. Z ogromnym strachem weszłam do gabinetu Rose. Byłam spóźniona jakieś dziesięć minut, ale co mogłam zrobić, skoro musiałam iść piechotą? Niepewnie spojrzałam się w stronę chłopaków. Harry siedział z poważną miną. Miał pusty wzrok. Nie wyrażał żadnych emocji. Nawet złości. Sama nie potrafiłam się odezwać. Rose skinęła głową, abym usiadła. Zajęłam miejsce na pustym fotelu. Czułam na sobie wzrok Harr'ego.
-Przepraszam, że was tu ściągnęłam. Nie mieliśmy z Paul'em czasu, aby wymyślić jak skończyć wasz związek. Możecie przyjść za trzy dni? -odezwała się Rose w naszą stronę. Chłopaki skinęli głową. Rose wyszła z gabinetu, zostawiając nas samych. Chyba liczyła, że wyjdziemy zaraz po niej, jednak nikt nie wstawał.
-Powiesz coś? -odezwał się Harry poważnym głosem w moją stronę.
-Co ona ma Ci powiedzieć? -spytał Zayn, który nie miał o niczym pojęcia.
-O tym, że nas cały czas okłamywała. Niall, wiedziałeś, że ona ma rodzeństwo? Że Rebecca jest jej siostrą? -zachowywał się tak, jakbym wcale nie była w pomieszczeniu razem z nim. Jego ton głosu był taki sam, jak na początku naszej znajomości. Niall spojrzał się na mnie pytającym wzrokiem.Trudno mi było określić jego reakcję. Uważnie zlustrował moją osobę, po czym spojrzał się na Harr'ego.
-Może miała jakiś powód, żeby Ci nie powiedzieć? -Horan wzruszył ramionami. Znowu mnie bronił, nawet kiedy wiedział, że również został okłamany.
-Jaki powód? -Harry zadrwił z jego odpowiedzi.
-Może miała problemy? -wciąż był po mojej stronie. Niall zawsze był wspaniałym przyjacielem. Cieszę się, że jeszcze on mnie nie zostawił.
-To nie znaczy, że nie mogła nam o tym powiedzieć! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi! -ostatnie zdanie skierował do mnie. Widziałam rozgoryczenie na jego twarzy.
-Są rzeczy, o których nie mówi się nawet przyjaciołom. -Niall powtórzył moje słowa, które kiedyś powiedziałam do niego.
-Dziękuję Niall, ale chcę porozmawiać z nim sama. -w końcu zebrałam się na odwagę. Musiałam znać prawdę.
-Więc powiesz coś? -Harry chyba oczekiwał ode mnie wyjaśnień. Byłam gotowa powiedzieć mu wszystko, jednak on musiał mi powiedzieć pierwszy.

Say something, I'm giving up on you
I'm sorry that I couldn't get to you
Anywhere, I would've followed you
Say something, I'm giving up on you”

-Czemu chcesz to wiedzieć? Kim ja dla Ciebie jestem? Czy ty coś do mnie czujesz? -zadałam te wszystkie pytania bez namysłu pod wpływem emocji.
-Co? Czy ja coś do Ciebie czuję? -zaśmiał się ironicznie, tak jak robił to na początku. -Nie, nic do Ciebie nie czuję. -odpowiedział na moje pytanie. Poczułam się tak, jakby te słowa przebiły kilka razy na wylot moje serce.
-W takim razie nie mam powodu, aby cokolwiek Ci powiedzieć. -powiedziałam ze stoickim spokojem i skierowałam się do wyjścia. -Żegnaj Niall. -powiedziałam bezgłośnie do blondyna, gdy byłam już przy drzwiach. Czy to zabrzmiało jak pożegnanie? Powinno, bo już nigdy go nie zobaczę. Już nigdy z nim nie porozmawiam. Już nigdy go nie przytulę. Już nigdy nie będę mu zabierać jedzenia. Nigdy.
Nie mogłam pohamować łez, które spływały po moich policzkach. Bolało i to bardzo. Wiedziałam na co się piszę, zakochując się w nim. Nie żałowałam, że zapytałam się go o to. Wiedziałam na czym stoję i nie spędziłabym reszty swojego życia w niepewności. Gdy tylko weszłam do mieszkania, wyjęłam ze schowka walizki. Zaczęłam niechlujnie i szybko wkładać do nich ubrania. Sama nie wiem kiedy dwie walizki były już pełne tak, że ledwo co się dopięły. Mike wszedł do mojej sypialni i zdziwił się, widząc spakowane walizki.
-Wrócę z Tobą. -powiedziałam do brata.
-Ona naprawdę się zmieniła. Przemyślała wszystko. Na pewno się ucieszy na twój powrót. -Mike podszedł do mnie i mnie przytulił. Wiedziałam, że to nie jest ten uścisk, którego potrzebowałam. -A co z Harry'm? -spytał po chwili. Gdy tylko usłyszałam jego imię, poczułam ucisk w sercu.
-Harry nic do mnie nie czuje. -spuściłam głowę w dół i mocno zacisnęłam wargi, aby nie wybuchnąć głośnym płaczem. Mike ponownie mnie przytulił i zaczął pocieszać. Jednak co mi po takim pocieszaniu? Nie ma Beccy. Nie ma Harr'ego. Nie ma Niall'a. Nie ma nikogo.
***
-Alice? -Rose bardzo się zdziwiła, gdy zobaczyła mnie wcześniej, niż się spodziewała. -Przecież spotkanie jest za trzy godziny. Co ty tutaj robisz? -zaczęła się dopytywać. Wypuściłam powietrze z płuc i zaczęłam tłumaczenia.
-Nie chcę spotkać Harr'ego. Przyszłam wcześnie, aby uniknąć spotkania z jego osobą. -wyjaśniłam mojej szefowej.
-Zrobił Ci coś? -spytała sztucznie zmartwionym głosem.
-Nie, po prostu nie chcę go spotkać. Umowa z Modest się skończyła. I ja odchodzę. Nie mogę już dłużej dla Ciebie pracować. -powiedziałam poważnym głosem. W życiu nie byłam tak odważna w stosunku do Rose.
-Jak to nie możesz dla mnie pracować? I skąd weźmiesz pieniądze? Nigdzie nie znajdziesz lepszej pracy. Pomyśl o Rebecce. -zaczęła mi zarzucać wiele rzeczy.
-Rebecca nie żyje. -odpowiedziałam jej wciąż poważnym głosem. Nie mogłam dać po sobie poznać, że w środku mnie rozrywa.
-Przykro mi. -powiedziała cichym glosem Rose.
-Taa... -nie wiedziałam co mogę więcej powiedzieć. -Mogłabyś przekazać to Niall'owi i Harr'emu? -podałam kobiecie dwie białe koperty, na których były napisane imiona wcześniej wspomnianych osób.
-Oczywiście. -lekko się do mnie uśmiechnęła.
-Dziękuję za wszystko. -szepnęłam i przytuliłam kobietę. Wbrew pozorom byłam jej naprawdę wdzięczna. Może zbyt często podejmowała za mnie decyzje, ale gdyby nie ona, Rebecca mogłaby o wiele wcześniej umrzeć. Jak najszybciej wyszłam z biurowca, gdzie była wytwórnia. Wsiadłam w pierwszą lepszą taksówkę i pojechałam na lotnisko. Mike już na mnie czekał z walizkami. Wchodząc do samolotu, czułam, że zamykam za sobą kolejny etap w życiu.

You're the one that I love
And I'm saying goodbye”

Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że nagle pojawi się Harry, zatrzyma mnie, wyzna mi miłość i nie pozwoli odejść, ale nic takiego nie miało miejsca. Zapięłam pasy, a samolot wniósł się w powietrze. To koniec. A ja muszę zapomnieć.
~.~
To wszystko przez złość. Złość na samego siebie. Nie dałem jej powodu, aby mogła mi zaufać, więc czego ja od niej oczekiwałem? Naskoczyłem na nią i to był okropny błąd. Zrobiłem jej awanturę, która nie powinna mieć nigdy miejsca. Kiedy zapytała się czy coś do niej czuję, nie mam pojęcia co we mnie wstąpiło. Nie panowałem nad sobą. To nie byłem ja. Chciałem wykrzyczeć, że ją kocham, a zrobiłem wręcz przeciwnie. Ona odeszła. Nie mam pojęcia, jakiej odpowiedzi oczekiwała, ale powinna znać prawdę. Powinna wiedzieć, że ją kocham. Nie obchodzi mnie jaką miała przeszłość, czy to, że mnie okłamała. Widocznie miała powód, aby to robić. A ja muszę teraz to naprawić. Mam ostatnią szansę. Wszedłem pewnym krokiem do biura Rose. Chciałem od razu powiedzieć Lyn co do niej czuję. Chłopaki już czekali. Usiadłem na wolnym miejscu i rozejrzałem się po gabinecie. Nie było nigdzie Alice. Może się spóźni? Mijały kolejne minuty, a jej wciąż nie było. Rose zaczęła opowiadać o wersji, którą ma usłyszeć świat na temat naszego rozstania.
-Czemu nie ma Lyn? -w końcu zadałem pytanie, które tak bardzo mnie dręczyło.
-Alice już dla mnie nie pracuje. -powiedziała poważnym głosem Rose.
-Zwolniłaś ją?! -mimowolnie podniosłem głos na kobietę.
-Harry, uspokój się. Alice sama odeszła. -wyjaśniła spokojnym głosem, a ja zamarłem.
-Jak to odeszła? -tym razem odezwał się zdziwiony Niall.
-Po prostu odeszła. Była tutaj jakieś trzy godziny temu. Powiedziała, że nie może już dłużej dla mnie pracować. Kazała wam to przekazać. -Rose podała mi i Niall'owi białe koperty. Spojrzeliśmy się na siebie pytająco, po czym zaczęliśmy czytać ich treść.
Harry... Przepraszam, że Cię okłamałam. To wszystko nie tak miało się potoczyć. Na prawdę nie chciałam nic przed wami ukrywać, ale musiałam to zrobić. Tak samo, jak musiałam ukrywać prawdę o naszym związku przed Beccy. Nie zgodziłam się na tą umowę dla sławy. Ja nie potrzebowałam tych pieniędzy. To Beccy ich potrzebowała. Jak wiesz, była chora. Nie mówiłam Ci nigdy na co, ponieważ ona nie chciała, aby ktoś się dowiedział. Teraz mogę Ci już powiedzieć. Rebecca była chora na AIDS, nieuleczalną chorobę. Jedynie leki mogły opóźnić śmierć. Leki, które były bardzo drogie. Nie było mnie na nie stać, a byłam jedyną osobą, która mogła jej pomóc. Rose postawiła sprawę jasno: jeśli się nie zgodzę, tracę pracę. Musiałam się zgodzić. Rebecca nie żyje, a ja nie potrzebuje pieniędzy na jej leczenie. Nie chcę już nikogo okłamywać. Dlatego wyjeżdżam i możesz się cieszyć, bo nigdy mnie już nie zobaczysz. Powiedziałabym Ci jeszcze jedną rzecz, ale nie zrobię tego, ponieważ to i tak nie ma dla Ciebie większego znaczenia. Nie wiem czy spodziewałeś się tutaj większych wyjaśnień. To już nie zależy ode mnie, czy dowiesz się więcej. Żegnaj Harry.
Lyn.”
Gdy czytałem ten list, słyszałem jej głos. Tak, jakby to ona mi go czytała. Czego nie chciała mi powiedzieć? Od kogo zależy, czy dowiem się więcej? Czemu się żegna? Jak to Rebecca nie żyje? Gdzie jest teraz Lyn? Ona mnie zostawiła?

And I am feeling so small
It was over my head
I know nothing at all”

-Harry, sądzę, że powinieneś to przeczytać. -odezwał się Niall, podając mi kartkę z jego listem.

Say something...”


 ___________________
Nieee, Beccy umarła, Lyn wyjechała, Harry powiedział, że nie kocha Lyn. Wiem, że mnie teraz nienawidzicie. Błaaagam, nie zróbcie mi nic za to. Klaudio (tak, właśnie ty, która wiesz gdzie mieszkam xD) nie mów nikomu gdzie mieszkam, bo serio czuję się zagrożona. Jestem na siebie zła, bo to mój ulubiony rozdział, ale też najgorszy, bo tak się wszystko potoczyło. Dodałam go wcześniej, bo nie chciałam was już dłużej trzymać w niepewności. Epilog będzie w czwartek!

I chcę jeszcze odnieść się do komentarzy. "JEBANY. SKURWIEL. MIKE." rozwaliło mnie to :D obiecuję, że jeszcze go polubisz! :)

sobota, 24 maja 2014

More Than famous || Rozdział 32

"In my memory
I was hurting long before we met
Oh, in my memory
They’re still burning, fingerprints you left
And I always meant to say to you I can’t"

~.~
„Teraz, albo nigdy.” - pomyślałem sobie. Muszę jej to w końcu powiedzieć. W końcu jutro wrócimy do Londynu, zostanie kilka dni. A Rose już na te kilka dni zaplanowała Lyn nagrania i sesje, więc nawet nie będziemy mogli się spotkać. Nie chcę jej wyznać miłości przez twitter'a, zresztą pomyślałaby, że Niall, albo Lou zabrał mi komórkę... Postanowiłem ją zabrać w wyjątkowe miejsce.
-Jezu, Harry, daleko jeszcze? -Lyn zaczynała już marudzić. W sumie nie dziwię się jej. Od pół godziny prowadzę ją przez jakieś zarośnięte pole i nie chcę powiedzieć, gdzie idziemy.
-Właściwie to już jesteśmy. -powiedziałem, stając przy niezbyt głębokim strumyku.
-Czemu tutaj przyszliśmy? -spytała z ciekawości.
-Chciałem pokazać Ci to miejsce. Lubiłem tutaj kiedyś przychodzić. Zresztą nadal lubię. Przy tym drzewie pierwszy raz się całowałem. -powiedziałem ostatnie zdanie bez namysłu.
-Ahh, więc przyszliśmy tutaj, żebyś pokazał mi drzewo, przy którym pierwszy raz się całowałeś. Super. -wyczułem w jej głosie nutę ironii. Lyn dziwnie się dzisiaj zachowuje. Od rana jest trochę nerwowa i spięta. A przecież nic jej nie zrobiłem.
-Coś się stało? -spytałem zmartwiony. Ostatnio dawno się tak nie zachowywała. Może nie wróciła całkowicie do tej starej, chamskiej Lyn, ale coraz bliżej jej do tego było.
-Mi? Nic? A co się miało stać? -zacząłem tęsknić za jej cudownym, delikatnym głosem. Zamiast niego dostałem zimny, ironiczny głos Alice, a nie Lyn.
-Lyn, wiesz, że możesz mi powiedzieć. Od rana zachowujesz się dziwnie. Masz zły humor i jesteś dla mnie nie miła. -zwróciłem jej uwagę za to zachowanie. Lyn spojrzała się na mnie smutnym wzrokiem. To mnie tylko upewniło, że coś jest nie tak. Podszedłem bliżej niej i przytuliłem. Odetchnąłem z ulgi, kiedy mnie nie odepchnęła, tylko wtuliła się jeszcze bardziej w moja klatkę piersiową.
-Ja nie chcę wracać do domu Harry. Twoja mama jest dla mnie taka miła. Ona traktuje mnie, jak własną córkę. -zaczęła tłumaczyć spokojniejszym niż wcześniej tonem. Doskonale ją rozumiałem. Najchętniej zostałbym tutaj na zawsze. Razem z nią.
-Za tydzień masz urlop. Będziesz mogła odwiedzić wtedy swoją mamę. -próbowałem ją jakoś pocieszyć.
-Nie Harry. Ja nie mam mamy. -czułem, że jej głos się łamie.
-Jak to nie masz mamy? -spytałem zdziwiony. Mówiła tylko, że jej ojciec nie żyje.
-Nie potrafię nazwać „mamą” kobiety, która mnie urodziła. -wyjaśniła mi i zaczęła płakać. Serce mi pękało, gdy widziałem ją w takim stanie.
-Czy ona coś Ci zrobiła? -spytałem niepewnie. Lyn od razu pokiwała przecząco głową.
-Mi nie. Ale zrobiła coś bardzo ważnej dla mnie osobie. -nadal nie miałem pojęcia o co chodzi. Czy to nie koniec tajemnic? Myślałem, że wszystko sobie już wyjaśniliśmy.
-Lyn, jeśli chcesz, możesz utrzymywać kontakt z moją mamą, kiedy nie będziemy już razem. -powiedziałem kolejny raz bez namysłu. Przecież nie chciałem się z nią rozstawać. Owszem, chciałem, żeby nadal miała kontakt z moją mamą, ale również chciałem z nią być.
-To by dziwnie wyglądało, nie sądzisz? -w sumie miała rację. Co ja sobie wyobrażam? Przyjedzie sobie w niedzielę na obiad i będzie zachowywać się tak, jakby nic nigdy między nami nie było?
-Masz rację. Nie pomyślałem. Chciałbym Ci pomóc. -chciałem, ale nie mogłem. Wszystkie możliwe pomysły, wydawały się tak głupie, że wolałem nie mówić o nich. „Powiedz jej co czujesz.” - podpowiada moja podświadomość. Gdyby to było takie proste... Chyba właśnie mówienie prosto i szczerze o swoich uczuciach jest w życiu najtrudniejsze. -Ja nie chcę o Tobie zapominać, gdy skończy się umowa. Lubię Cię. -jedynie tyle potrafiłem jej powiedzieć, jednak zawsze coś. Wiedziałem, że powinienem powiedzieć jej więcej, jednak byłem zwyczajnym tchórzem.
-Też Cię lubię. -odpowiedziała, uśmiechając się do mnie. Przynajmniej wiem, że mnie lubi. -Wracamy? -spytała po chwili milczenia.
-Jasne. -odpowiedziałem i złapałem ją za rękę. Lubiłem to robić. Czułem się wtedy, jakby rzeczywiście była moją dziewczyną, chociaż wiem, że wcale tak nie jest. Kolejny raz nie wyszło. Nie powiedziałem. A byłem już tak blisko. To naprawdę jest trudne.
***
Wróciliśmy do szarej rzeczywistości. Do rzeczywistości, gdzie nic nie jest prawdziwe. Mam dokładnie trzy dni. Trzy ostatnie dni, aby powiedzieć jej co czuję. Romantyczna kolacja jest dobrym rozwiązaniem? Nie wiem, przekonam się. Zaplanowałem wszystko szczegółowo. Bardzo polubiłem jej samochód. Najpierw zawożę ją do szpitala do Beccy. Wracam do jej mieszkania, bo w końcu mam jej klucze. Przygotowuje kolację. Jadę po nią i dalej wyjdzie już samo. Musi wyjść.
-Przyjedziesz za dwie godziny? -spytała Lyn, gdy byliśmy już na szpitalnym parkingu.
-Jasne. -odpowiedziałem, muskając jej usta. Jedynym plusem powrotu jest to, że mogę całować ją w miejscach publicznych.
-To do zobaczenia. -pomachała do mnie, wychodząc z samochodu. Gdy zniknęła za drzwiami wejściowymi do budynku, ja odjechałem, wstępując po drodze po Niall'a. Miał mi pomóc w gotowaniu. Właściwie to już część rzeczy zrobił u siebie w domu. Bardziej miał mi pomóc w ogarnięciu tego wszystkiego. Jest jedyną osobą, którą wtajemniczyłem w mój plan. Jest tak samo jedyną osobą, która wiedziała o moich uczuciach do Lyn. Louis jest moim najlepszym przyjacielem, ale wiem, że sam ma problemy z Eleanor, więc nie chciałem go w to mieszać. Zresztą, gdyby nie ja i Lyn, Niall nie wróciłby do Alex, więc powinien nam teraz pomóc. Gdy tylko weszliśmy do mieszkania brunetki, wzięliśmy się za robotę. Zaczęliśmy od stołu. Bordowy obrus i świece. To był pomysł Niall'a. Nie jestem aż takim romantykiem. Dwa talerze, równo ułożone sztućce, wino, kieliszki i oczywiście nie mogło zabraknąć czerwonych róż. Te dwie godziny minęły tak szybko. Pól godziny przed wyjściem wstawiłem lasaghne do piekarnika. Następnie odwiozłem Niall'a do domu i ponownie podjechałem pod szpital. Napisałem do Lyn sms'a, że już jestem. Po kilku minutach wyszła z budynku. Serce zaczęło walić mi, jak szalone. Pierwszy raz powiem komuś, że go kocham. Boję się jej reakcji, ale Horan zapewniał mnie, że będzie dobrze, więc staram się w to wierzyć.
-Jak się czuje Beccy? -próbowałem ukryć moje zdenerwowanie.
-Nie najlepiej. -odpowiedziała smutnym głosem. -Ona... ona umiera. -zobaczyłem, że z jej oczu zaczynają lecieć łzy. Tak bardzo mi było jej szkoda.
-Nie da się nic już zrobić? Właściwie to na co ona choruje? -próbowałem znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji, ale najpierw musiałem wiedzieć co jej dolega. Alice nigdy mi tego jeszcze nie powiedziała.
-Nie mogę Harry. Ona nie chce, aby ktoś wiedział na co jest chora. -ohh, czyli nie pomogę.
-Nie ma żadnego leku? Operacji? -wciąż miałem nadzieję, że da się coś zrobić.
-Wszystko co dało się zrobić, zostało już zrobione. Zostało jedynie czekać na cud. -powiedziała smutnym głosem. Oh, jak chciałbym ją pocieszyć w tej chwili.
Wjechaliśmy windą na górę i weszliśmy do mieszkania. Już w samym korytarzu było czuć zapach mozzarelli i pomidorów.
-Co tak pachnie? -spytała podejrzliwie.
-Zrobiłem kolację. -udało mi się delikatnie skłamać. Tak naprawdę to Niall zrobił kolację, ale pominąłem ten fakt, aby jej zaplusować.
-Ty? -zdziwiła się, ale widziałem, że poprawił jej się humor.
-Tak, ja. -zapewniłem ją, zabierając od niej płaszcz i wieszając go na wieszaku. Razem z nią poszedłem do kuchni. Gdy tylko zobaczyła zastawiony stół, zrobiła jeszcze większe oczy. Wziąłem do ręki róże, które leżały na stole i podałem je jej.
-To dla Ciebie. -wręczyłem jej kwiaty i delikatnie uśmiechnąłem.
-Dziękuję, ale... po co to wszystko? -nie ukrywała swojego zdziwienia.
-Chciałem być miły. Jakoś wynagrodzić Ci te wszystkie złe rzeczy, które zrobiłem. -wyjaśniłem nie do końca zgodnie z prawdą. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Powiem jej wszystko po kolacji. Cóż, albo potem będzie chciała, żebym został na noc, albo mnie wygoni. Wolałbym, aby pozwoliła mi zostać. Odsunąłem jej krzesło i pozwoliłem usiąść. Sam zająłem się wyciąganiem jedzenia z piekarnika. Miałem z tym mały problem, dlatego, że blacha była gorąca i jedna cienka ścierka przepuszczała ciepło. Potem z nakładaniem również miałem problem. O mały włos nie rozwaliłem! Lyn widząc moje popisy, zaczęła się śmiać. Cieszyłem się, że nie jest smutna.
-Smaczne. -podsumowała danie przygotowane „przeze mnie”.
-Dziękuję, starałem się. -odpowiedziałem, uśmiechając się do niej. Między nami zapadła krępująca cisza. -Wiesz, jest jedna rzecz, o której chciałem Ci powiedzieć. -zacząłem rozmowę. -Ja... Wiem, że to nie powinno się nigdy stać, ale nie miałem na to wpływu, wyszło samo. Ja... -serce waliło mi niemiłosiernie. Ale jeśli nie robię tego teraz, prawdopodobnie nie będę miał już ku temu okazji. Już chciałem jej powiedzieć te magiczne słowa, gdy w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Kto to mógł być? Beccy na pewno nie, bo była w szpitalu, więc kto? Jakaś wścibska sąsiadka, która potrzebuje pożyczyć mąkę?
-Ja otworzę. -powiedziałem do dziewczyny, aby się nie podnosiła. Chciałem mieć to już za sobą, a wiedziałem, że jeśli to jakaś sąsiadka, to ja prędzej się jej pozbędę niż Lyn.Otworzyłem drzwi i wcale nie ujrzałem żadnej kobiety. Stał przede mną nieznany mi chłopak, mniej więcej w moim wieku. Miał ciemne oczy, bardzo podobne do oczu Lyn.
-Jest Allyson? -spytał się chłopak.
-Kto taki? -spytałem, aby upewnić się, czy dobrze usłyszałem.
-Allyson. -powtórzył dość wyraźnie.
-Tu nie mieszka żadna Allyson. -miałem ochotę zamknąć mu drzwi przed oczami. Koleś pomylił mieszkania akurat wtedy, gdy miałem powiedzieć najwspanialszej dziewczynie na świecie, że ją kocham.
-Jestem pewien, że mieszka. -upierał się przy swoim. Ugh, ale on uparty...
-A ja jestem pewien, że nie mieszka. Pomyliłeś mieszkania. -tym razem naprawdę chciałem zamknąć mieszkanie, już łapałem za klamkę, gdy usłyszałem głos Lyn.
-Kto przyszedł Harry? -Lyn podeszła do drzwi i spojrzała się na chłopaka. Momentalnie jej twarz przybrała pewnego rodzaju przerażenie.
-A mówiłem, że mieszka! -mówił z satysfakcją. -Cześć Allyson. Muszę przyznać, że urosłaś siostro. -chłopak odezwał się do Lyn. Nazwał ją Allyson. Przecież ona ma na imię Alice.
-Allyson? Siostro?-skierowałem te pytania do Lyn. Niczego już nie rozumiałem.
-To przecież jej imię. -wtrącił się chłopak. -I jest moją siostrą. Nic w tym dziwnego.
-Harry, to nie ta... -zaczęła się tłumaczyć, lecz ja jej przerwałem.
-A jak? Myślałem, że sobie ufamy. Powierzyłem Ci moje sekrety, a ty nie raczyłaś powiedzieć mi, że masz brata? I masz na imię Allyson? I co jeszcze? Może zaraz się dowiem, że Beccy jest twoją siostrą? -mówiłem wkurzony całą tą sytuacją. Ona mnie okłamywała przez cały czas. Pokochałem ją. Zaufałem jej. A ona mnie okłamała.
-Właściwie to Rebecca też jest siostrą Ally. -ponownie odezwał się chłopak.
-To są chyba kurwa jakieś żarty! -krzyknąłem wkurzony. Trudno mi było w to wszystko uwierzyć. Nie mogłem dłużej tam być. Moja złość wzięła górę. Nie czekając na odpowiedź któregoś z nich, wyszedłem z jej mieszkania. Nie obchodziło mnie to, że nie wziąłem swojego płaszcza, na dworze dzisiaj było dość chłodno, jak na lipiec. Tego wszystkiego było zbyt wiele. Pokochałem ją, a ona wszystko zniszczyła. Dlatego nie chciałem do siebie nikogo dopuścić. A kiedy kogoś dopuściłem, okazało się, że popełniłem błąd.
~.~
Jedyna szansa zniknęła. Harry wyszedł. Zostawił mnie samą. Znaczy z Mike'iem. Ale nie ważne gdzie i z kim bym była. Bez Harr'ego wszędzie będę się czuła samotnie.
-Wszystko w porządku? -spytał tak po prostu Mike. Miałam ochotę wywalić go z mojego mieszkania, ale był moim bratem.
-Co ty tu do cholery robisz? -spytałam wkurzona. Zniszczył ten wieczór. Kiedy zobaczyłam zastawiony stół, Harr'ego z różami, miałam nadzieję, że coś się zmieni. Ale nie. Jak zwykle kurwa nie.
-Przyjechałem po Ciebie. Mama i Angel za Tobą tęsknią. Chciałyby, żebyś je odwiedziła. Byłaś w Chicago. Czemu nie wpadłaś do nas? -mówił tak, jakby nic nigdy się nie stało.
-Ty sobie żartujesz, prawda? Prosiłam was o pomoc przez całe ostatnie dwa lata. Nie chcieliście mi pomóc. A teraz, jak zaczęłam sobie sama radzić, pojawiasz się nagle ty i masz do mnie pretensje o to, że was nie odwiedziłam? -byłam wkurzona całą tą sytuacją. Najgorsze było to, że Harry wyszedł. Potrzebowałam go. -I wiesz co? Przez Ciebie chłopak, którego kocham, wyszedł stąd i prawdopodobnie nigdy więcej się do mnie nie odezwie. -pierwszy raz odważyłam się powiedzieć przy kimś, że kocham Harr'ego. Powiedziałam jeszcze Niall'owi, ale to się nie liczy.
-On nie wiedział jak masz na imię? -spytał zdziwiony.
-Ja już nie mam na imię Allyson, Mike. -powiedziałam poważnym tonem. Bolało mnie to wszystko. Bolało mnie to, że zostawili mnie kilka lat temu samą. Bolało to, że Harry mnie teraz zostawił. Bolało.

_______________
I gdyby Mike nie przyszedł, Harry wyznałby miłość Lyn, ona mu i byliby together forever...
Ale przyszedł i Harry wyszedł... To wydarzenie prowadzi do końca pierwszej części... jakieś pomysły?

 Trochę mi smutno, że pod ostatnią częścią było mało komentarzy, ale trudno... I tak miał dzisiaj się pojawić 33, a nie 32... Tyle dzisiejszej notki...
Chcecie komentować to komentujcie, nie chcecie, to nie róbcie tego, rozdział pewnie i tak pojawi się w środę, chyba, że coś mi się stanie do środy xd