środa, 12 marca 2014

More Than Famous || Rozdział 7

komentarz = szacunek i motywacja dla autora



"People like us, we don’t need that much.
Just someone that starts, starts the spark in our bonfire hearts."

Na chwilę się zatrzymałam, aby popatrzeć na chowające się w Tamizie słońce. Cudowny widok. Mimo, że mieszkam kilkanaście minut spacerku od tego miejsca, jestem tutaj może drugi, albo trzeci raz. Nie mam po prostu na to czasu i chęci. Zdecydowanie wolę po pracy iść spać, niż spacerować po Londynie. Złapałam dłońmi barierkę i lekko się odchyliłam do tyłu, jednocześnie zderzając się plecami z jakąś osobą.
-Bardzo przepraszam, naprawdę nie chciałam, to niechcący. -zaczęłam się tłumaczyć, zanim jeszcze się odwróciłam i spojrzałam na swoją ofiarę.
-Nic się nie stało. -ujrzałam przed sobą uśmiechniętego blondyna, który na mój widok jeszcze bardziej się wyszczerzyć. -Cześć Lyn. -miło się przywitał.
-Niall? Dobrze pamiętam? -spytałam niepewnie, delikatnie się uśmiechając. Szczerze mówiąc nie miałam pewności, czy to Niall, czy Zayn. Wiedziałam, że na pewno któryś z nich, bo obaj spędzili ze mną dzień wcześniej dużo czasu w klubie, ale kompletnie zapomniałam, który był którym.
-Bingo. -śmiesznie poruszył dłonią i ponownie pokazał szereg równych, białych zębów. -Co tutaj robisz? -spytał, lustrując mnie wzrokiem. Ugh... dzisiejszego dnia, wiele osób tak na mnie spoglądało. Miałam serdecznie dość.
-Powiedzmy, że potrzebowałam trochę spokoju, a to miejsce wydaje się odpowiednie dla zaspokojenia moich potrzeb. -wyjaśniłam, ponownie odwracając się w stronę barierki, na której położyłam łokcie. Niall postąpił tak samo jak ja i po chwili oboje wpatrywaliśmy się w Tamizę. -A ty? -spytałam po kilku sekundach ciszy.
-Wracam od Harr'ego. On mieszka mniej więcej tam. -wskazał ręką na część miasta, w której nie miałam jeszcze okazji być. -A ja mniej więcej tam. -pokazał na centrum miasta. -Popsuł mi się samochód, a Harry stwierdził, że nie ma ochoty mnie odwieźć, więc musiałem użyć własnych nóg. A ty gdzie mieszkasz? -spytał, kończąc swoje „tłumaczenie”.
-Mniej więcej tam. -wskazałam dłonią na część miasta, znajdującą się tuż przed centrum.
-To mniej więcej w połowie drogi ode mnie do Harr'ego. -zauważył blondyn.
-Mniej więcej. -zaśmiałam się delikatnie pod nosem.
-I teraz mniej więcej jesteśmy w połowie drogi od twojego mieszkania do Harr'ego, czyli mniej więcej w 1/4 drogi do mnie. -Niall ponownie szeroko się uśmiechnął. Temu chłopakowi chyba nigdy uśmiech nie schodzi z twarzy. Jeszcze nigdy nie widziałam go smutnego.
-Tak, mniej więcej. -nie mogłam już powstrzymać śmiechu. W ciągu niecałych dwóch minut wyrażenia „mniej więcej” użyliśmy więcej razy, niż przez całe moje życie.
-To takie śmieszne? -spytał, widząc moją reakcję.
-Mniej więcej poprawiłeś mi humor. -powiedziałam, wybuchając kolejną dawką śmiechu.
-Mniej, czy więcej? -odwrócił się w moją stronę, pokazując mi swoją uśmiechniętą twarz.
-Więcej. -odpowiedziałam, szeroko się uśmiechając w stronę blondyna.
-Niall Horan zawsze do usług. -powiedział jak jakiś koleś z reklamy o hydraulikach.
-Zapamiętam na przyszłość. -przy tym chłopaku nie da się być smutny. Nawet kiedy milczy jest zabawnie. Wydaje mi się, że będę miała z nim o wiele lepszy kontakt niż z Harry'm. Przy Niall'u ciągle się śmieje, a przy Harry'm? Przy Harry'm jestem zdenerwowana i znudzona.
-Właściwie to czemu byłaś smutna? Jeśli można wiedzieć oczywiście, bo jak nie chcesz to nie mów, nie naciskam. -delikatnie uśmiechnął się. Teraz ten uśmiech był inny, delikatny, pełny troski i słodki.
-W porządku. Chyba tobie mogę zaufać, co? -lekko szturchnęłam go w ramię.
-Oczywiście, że tak. -ponownie szeroko się uśmiechnął. -Obiecuję, że wszystko co mi powiesz zachowam dla siebie. -podniósł lewą dłoń do góry, a prawą położył na klatce piersiowej. Wyglądał jak pierwszoklasista na ślubowaniu. Ledwo co powstrzymałam śmiech.
-Pokłóciłam się z przyjaciółką. -na wspomnienie tych wydarzeń uśmiech od razu zszedł mi z twarzy.
-O co poszło? -dopytywał Nialler.
-O Harr'ego. -odpowiedziałam niechętnie, a moja twarz przybrała pewnego rodzaju grymas. Na prawdę nie mogłyśmy znaleźć lepszego powodu do kłótni, tylko Styles?
-Co? O Harr'ego? - zdziwił się Horan. -Może nie należę do tych najmądrzejszych, bo nie studiuje i nigdy nie byłem najlepszy w klasie, ale zdążyłem zauważyć, że nie lubisz Harr'ego. -jej, to aż tak bardzo widać? Chyba muszę być miła dla Styles'a...
-Fakt, nie lubię Harr'ego. Becky – moja przyjaciółka myśli, że chcę rozkochać w sobie Harr'ego, wyciągnąć z niego kasę i potem zostawić go ze złamanym sercem. -wyjaśniłam mu.
-Ale przecież tak nie jest. Macie umowę. -zauważył Niall. Właśnie, mamy umowę, o której nikt nie może się dowiedzieć...
-Ale ona przecież nie wie o umowie. Powiedziała mi, że jestem egoistką. W dodatku jest wkurzona na mnie za to, że nie powiedziałam o niej Harr'emu. -kończąc to zdanie ugryzłam się w język. Ups, nie powinnam tego powiedzieć. To trochę za dużo... Oby tylko nie zaczął dopytywać...
-To trochę dziwne. Po co miałabyś o niej mówić Harr'emu? Przecież nie masz jej w dowodzie, nie jest twoją córką, ani nawet siostrą. -zaczął rozmyślać nad tą całą sytuacją. I teraz co mu tu odpowiedzieć... Przecież nie powiem mu, że ona jest jednak moją siostrą. Wiem!
-Wspominałam Ci już, że nie mam w Londynie żadnej rodziny? Chyba nie. Przeprowadziłam się tutaj ponad rok temu i znałam jedynie Beccy. Jesteśmy jak siostry i chyba dlatego tak zareagowała. -skłamałam. To chyba było najbardziej beznadziejne kłamstwo jakie mogłam wymyślić.
-Według mnie ta twoja przyjaciółka jest zazdrosna. -Niall wyglądał na bardzo zamyślonego. Chyba rzeczywiście chciał mi pomóc. To takie... kochane? Dawno nikt nie chciał mi pomóc. To zawsze ja musiałam być dla wszystkich oparciem, a sama go nie posiadałam. -Wiesz, wcześniej trzymałyście się we dwie. -zaczął mi tłumaczyć, jednocześnie gestykulując śmiesznie rękoma. W dodatku w tym momencie przypominał mi psychologa. -Teraz trudno jest jej pogodzić się z faktem, że jakiś chłopak wejdzie między was. Czas, który jej poświęcałaś, teraz w połowie poświęcasz Harr'emu. Pewnie boi się, że całkowicie o niej zapomnisz i Harry zajmie jej miejsce. -mówił, jak specjalista od spraw dotyczących kłótni między przyjaciółkami. To dziwne, że chłopak może się tak na tym znać, w dodatku lepiej niż nie jedna dziewczyna.
-Myślisz, że odpuści kiedyś? -spytałam, mając nadzieję, że i na to pytanie da mi odpowiedź.
-Nie wiem. -na chwilę się zamyślił. -Nie znam jej, ale jeśli zależy jej na waszej przyjaźni, to powinna zrozumieć, że chcesz być szczęśliwa.
-Późno się zrobiło. Dziękuję za rozmowę, pomogłeś trochę. -przytuliłam chłopaka w ramach podziękowań.
-Umm... Lyn mogę się o coś zapytać? -nieśmiało na mnie spojrzał. Nie miałam pojęcia co może mu chodzić po głowie.
-Jasne, pytaj. -szeroko się do niego uśmiechnęłam.
-Oprócz tej przyjaciółki masz tutaj kogoś? Jakąś rodzinę, znajomych? -spytał niepewnie, jakby bał się, że tym pytaniem wywoła u mnie złość. Oczywiście, że się nie zezłościłam, ale pytanie do najprzyjemniejszych nie należało.
-Umm... Nie. -odpowiedziałam po kilku sekundach ciszy. -Znam tylko Rebeccę, no i Was teraz, bo Rose się nie liczy. Odkąd tu przyjechałam, nie miałam czasu na nowe znajomości. -powiedziałam nieśmiało, spuszczając głowę, aby nie zobaczył mojego zmieszania. W końcu kto normalny po przyjeździe do nowego miasta w ciągu roku nie nawiązuje znajomości?
-Jeśli chcesz... -zaczął niepewnie. -...to mogę być twoim przyjacielem. -spojrzał się w moją stronę, a na jego twarzy pojawił się łagodny uśmiech.
-Hmm... przyjaźń z Tobą? -komicznie poruszałam brwiami, szeroko się uśmiechając. -Cóż, może być ciekawie. -na samą myśl przyjaźni z tym chłopakiem uśmiechnęłam się. Niall to osoba pełna optymizmu i poczucia humoru, więc nie mogłabym się przy nim nudzić i smutać, a w dodatku potrafi pomóc i pocieszyć, nie wspominając już, że jest przystojny. Ideał, prawda?
-Więc jak? -chyba oczekiwał na konkretną odpowiedź. Zaczęłam zachowywać się jak Rose. Wspominałam już, że ona nigdy nie daje od razu konkretnych odpowiedzi.
-Zgoda. -ponownie szeroko uśmiechnęłam się do mojego nowego przyjaciela, a on mnie zamknął w ciepłym, mocnym, a zarazem delikatnym uścisku. Ten uścisk o wiele bardziej różnił się od tego Harr'ego, tamten był taki zimny, bez ąadnych uczuć, a Niall'a był taki ciepły i przyjazny.
-A więc moja przyjaciółko, mogę odprowadzić Cię do domu? I tak mam po drodze, a wolałbym, żeby nikt po drodze Cię nie napadł i nie daj Boże zgwałcił. -cicho zaśmiał się pod nosem. On nawet z tak banalnych rzeczy potrafi żartować. Ten chłopak jest świetny!
-Myślisz, że przy Tobie nikt nic mi nie zrobi? Hmm... widzę, że wysoka samoocena. -głośno się zaśmiałam, po czym równie głośno kichnęłam, co spowodowało wybuch śmiechu u Horana.
-Na zdrowie. -powiedział, próbując powstrzymać śmiech.
-Nie śmiej się ze mnie. -próbowałam udawać obrażoną, jednak średnio mi to wyszło.
-I tak wiem, że się nie gniewasz. Wybacz, nie potrafisz udawać obrażonej. To aż dziwne, że potrafisz udawać dziewczynę Harr'ego. -zauważył. Na samą myśl o Harry'm się skrzywiłam. Już poprawił mi się humor, ale oczywiście Harry Styles musiał wszystko popsuć.
-Błagam Cię, jeśli nie chcesz, abym się naprawdę obraziła, to lepiej nie wspominaj o Harry'm. -zagroziłam mu palcem, po czym odwróciłam się w stronę centrum. -Chodź, wracamy. -zaczęłam iść, a kilka sekund później dołączył do mnie Niall.
-Ale na serio grałaś kowboja na szkolnym przedstawieniu? -ni z tego, ni z owego przypomniał sobie wczorajszą rozmowę w klubie i głośno się zaśmiał.
-No tak, na serio. -również zaczęłam się śmiać. Wspominałam już, że przy Niall'u nie da się być smutnym?
-Ale jak? -dopytywał. -I miałaś rozszerzane spodnie, skórzaną kamizelkę i buty kowbojskie? -ahh ten Horan, chciał wszystko wiedzieć.
-Miałam rozszerzane spodnie, skórzaną kamizelkę, buty kowbojskie i nawet kapelusz i zabawkową spluwę. -zaczęłam po kolei wyliczać elementy mojego ubioru ze szkolnego przedstawienia sprzed kilku lat.
-Odjazd! -krzyknął z entuzjazmem. -Zazdroszczę!
-Taaa... jest czego... -powiedziałam niechętnie, na dalsze wspomnienia. -Potem dziewczyny się ze mnie śmiały i mówiły, że jestem dziwna. Przez cały miesiąc wytykały mnie palcami. -skrzywiłam się, wspominając te wydarzenia. Nigdy nie byłam lubiana wśród koleżanek z klasy, ponieważ wolałam przebywać w towarzystwie chłopaków, niż bawić się z nimi lalkami, bądź w późniejszych latach gadać non stop o modzie. -Mieszkam mniej więcej tu. -wskazałam na budynek, przed którym się zatrzymałam.
-A dokładniej? -dopytywał się Horan.
-Mniej więcej tam. -wskazałam dłonią na okna, znajdujące się na czwartym piętrze.
-Tam gdzie pali się światło? -spytał dociekliwie.
-Tak, właśnie tam. Chyba zapomniałam zgasić światła, zanim wyszłam. -szybko znalazłam wymówkę. Nie mogłam mu powiedzieć, że Beccy ze mną mieszka. Mimo, że od dzisiaj jest moim przyjacielem, nie ufam mu na tyle, żeby powiedzieć mu o Beck. No i właśnie tu zaczyna się problem. Nikomu nie chcę powiedzieć o Beck. Dla niej wydaje się to takie proste i mogłaby pierwszej lepszej osobie opowiedzieć historię swojego życia. Jest zbyt łatwowierna i naiwna.
-To do zobaczenia. -powiedziałam w stronę chłopaka.
-Do zobaczenia. -przytulił mnie na pożegnanie i poszedł w swoją stronę. Wjechałam windą na czwarte piętro. Mimo, że w mieszkaniu paliło się światło, Beccy już spała. Pewnie zapomniała powyłączać... Cóż, dzisiaj już na pewno z nią nie porozmawiam, ale jutro muszę to zrobić. Nie zostało mi nic innego jak pójść spać. Szybko się wykąpałam i ułożyłam się pod ciepłą kołderką. Zaczęłam jeszcze raz nad tym wszystkim rozmyślać. Nad zachowaniem Rebecci, nad rozmową z Niall'em, nad związkiem z Harry'm. Wyciągnęłam kilka wniosków. Pierwszy dotyczący Becks i Harr'ego. Muszę lepiej udawać, wtedy siostra nie będzie się czepiać, a Styles może będzie mniej irytujący. W dodatku Rose będzie zadowolna, a być może złapię z Harry'm wspólny język (w co wątpię, ale marzyć zawsze można). Kolejny dotyczący Niall'a i reszty zespołu. Muszę wszystkich lepiej poznać i znaleźć w kimś oparcie. Prawdopodobnie tą osobą jest Horan, ale nie zaszkodzi poznać innych chłopaków. Mogą się okazać równie przyjaźni jak Nialler, co by bardzo mi pomogło. No i ostatnia rzecz – od obiadu z Harry'm nic nie zjadłam, więc bardzo burczy mi w brzuchu. Dobra, koniec tych rozmyśleń na dziś. Zgasiłam lampkę i po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.

______________________________
cześć wszystkim!
I jest w końcu 7 rozdział, jak już wcześniej wspomniałam mój ulubiony. ^^ Co sądzicie o relacji Lyn i Niall'a? Jak to się skończy? Piszcie w komentarzach! Już to pisałam, ale napiszę jeszcze raz, bo niektórzy się pytają. Rozdziały dodaję dwa razy w tygodniu w środy i w niedzielę, no chyba, że będzie mało osób komentować, to wtedy raz w tygodniu. Zawsze informacje o rozdziałach zamieszczam w "INFO" (na górze po lewej stronie ekranu). No to tyle, idę się uczyć wosu ;// Egzaminy się zbliżają...
<3

niedziela, 9 marca 2014

More Than Famous || Rozdział 6


"A hundred days have made me older
since the last time that I saw your pretty face
A thousand lies have made me colder
And I don't think I can look at this the same
But all the miles that separate
Disappear now when I'm dreaming of your face"

~.~

-To do zobaczenia. -Harry szepnął mi na ucho i puścił moją dłoń. Delikatnie mnie do siebie przyciągnął, po czym zamknął mnie w uścisku. Zdecydowanie nie było to miejsce na żadne sceny typu „puść mnie” itp., więc odwzajemniłam uścisk, choć wolałam żeby nie trwał zbyt długo, dlatego szybko się od niego odsunęłam. Jak na złość nagle pojawił się kilka metrów od nas jakiś facet z aparatem, więc Styles na pożegnanie jeszcze dał mi buziaka w policzek i każdy rozszedł się w swoją stronę, czyli w kierunku swoich samochodów, które na całe szczęście stały w zupełnie innych miejscach. Nie miałam ochoty spędzać z Harry'm ani chwili dłużej. Mimo, że czasami byliśmy dla siebie mili, to i tak się nie lubiliśmy. Idąc do mojego samochodu, czułam na swoich plecach obecność jakiejś osoby, która szła za mną odkąd zostałam bez Harr'ego. Głupio mi było się odwrócić, więc zrobiłam to dopiero, gdy doszłam do samochodu. Na całe szczęście był to tylko wścibski paparazzi, który śledził każdy mój ruch. Dopóki nie odjechałam, nie dawał mi spokoju. Z niedowierzania pokiwałam głową. Nagle wokół mnie zrobiło się tak głośno? No dobra, może przesadzam. To tylko jedna taka sytuacja, to jeszcze nic nie znaczy.
***
Po dwudziestominutowej jeździe byłam już na parkingu, znajdującym się w podziemiach mojego bloku. Zakluczyłam auto i windą wjechałam na trzecie piętro, gdzie było moje mieszkanie. Beccy była jeszcze w pracy. W przedpokoju zostawiłam buty i cienki płaszcz, po czym poszłam do kuchni i nastawiłam wodę na herbatę. Z nudów odpaliłam laptopa i przejrzałam pocztę. Znajdowało się tam wiele reklam, które od razu przeniosłam do kosza. Oprócz tego nie było nic ciekawego. Dalej weszłam na jakiś portal plotkarski, aby poczytać trochę o One Direction. Chciałam dowiedzieć się coś więcej o tym zespole, bo szczerze mówiąc moja wiedza na ich temat była obecnie skrajna. Pierwsze co szczególnie zwróciło moją uwagę był film „This is Us”. Postanowiłam go obejrzeć później, ponieważ teraz nie miałam tyle czasu. Musiałam zaraz zająć się domem, a dokładnie moim pokojem, który wyglądał, jakby właśnie się w nim zakończyła trzecia wojna światowa. Kolejną rzeczą, która zwróciła szczególnie moją uwagę był „Larry”. Czytając o tym, a raczej o Nich czułam lekkie przerażenie, obrzydzenie, choć z drugiej strony chciało mi się śmiać. Nie sądzę, żeby to było prawdą, ale nie zaszkodzi mi podpytać chłopaków o to. Zdecydowanie odpada rozmowa z Harry'm, ale sądzę, że Niall może mi pomóc. On na pewno wie, jak to jest naprawdę między Hazzą, a Louis'em. Nie wydaje mi się, że Leanor to ustawka. Widać, że Lou kocha Eleanor, no ale niby Harry mnie też kocha i jesteśmy ustawką... Nie! Oni na pewno nie są gejami. Moja wyobraźnia czasami działa aż za bardzo, ugh, nienawidzę tego! Śmiać mi się chciało z niektórych rzeczy w internecie. Większość z nich wcale nie było prawdą. Jak można być tak okropnym i wypisywać takie głupoty na chłopaków? Ehh, tego nigdy nie zrozumiem. No i na koniec zostawiłam sobie najświeższe informacje. Chyba wiadomo o co chodzi. „Harry Styles ma nową dziewczynę?” - wystarczyło, że przeczytałam nagłówek i już wiedziałam, że właśnie znalazłam to czego szukałam. „Wczoraj wieczorem paparazzi przyłapało Harr'ego Styles'a na randce z tajemniczą brunetką. Chłopak zabrał ją do jednego z londyńskich klubów, gdzie bawiła się reszta zespołu. Para nie oszczędzała sobie czułych gestów typu trzymanie za rękę, buziaki w policzek, czy też przytulali się. Kim jest tak dziewczyna? Dowiedzieliśmy się, że nazywa się Alice Bailey i jest początkującą piosenkarką. Tak samo jak Styles nagrywa w SYCO Records. Podejrzewamy, że właśnie tam się poznali. Na razie nic więcej nie wiadomo na ich temat, ale na pewno będzie jeszcze głośno o tej parze! Cóż, życzymy im szczęścia i wytrwałości.” Przynajmniej nie napisali, jakiegoś obrzydliwego kłamstwa. W sumie na razie idzie wszystko z planem. Pierwsze wrażenie wyszło rewelacyjnie i teraz trzeba tą pozycję utrzymać. Mam nadzieję, że Rose będzie zadowolona. No dobra, koniec tego dobrego. Tak, trzeba się wziąć do pracy. Najpierw przebrałam się w dresy. Następnie wzięłam czarny worek na śmieci i poszłam do swojej sypialni. Zaczęłam od zbierania śmieci. Wyrzuciłam kilka pustych butelek po wodzie, jakieś niepotrzebne papiery i kilka innych rzeczy np. opakowanie po jogurcie, które zapomniałam wyrzucić kilka dni temu. Potem wszystkie ubrania wrzuciłam do szafki, nie miałam teraz głowy żeby przejrzeć co jest czyste, a co brudne. Tym zajmę się na koniec. Następnie pościeliłam łóżko i dokładnie odkurzyłam podłogę, po czym wytarłam wszystkie kurze. Pokój wyglądał o sto razy lepiej. No i na koniec zostało mi pranie i prasowanie. Szybko otworzyłam szafę i nagle wypadło na mnie mnóstwo ubrań, jednocześnie mnie przygniatając. Tak właśnie się kończy nie składanie ubrań, tylko wrzucanie na oślep. Brawo! Mozolnie wygrzebałam się spod sterty ubrań i zaczęłam je przeglądać. Połowę z nich zaniosłam do pralki, którą od razu nastawiłam. Zostało mi prasowanie. Z niewielkiego schowka wyciągnęłam deskę i żelazko i w końcu wzięłam się za prasowanie. Zeszło mi się z tym ponad dwie godziny. Na prawdę nie lubię prasować, dlatego zeszło mi się z tym jeszcze dłużej. Gdy skończyłam, akurat przyszła Rebecca.
-No proszę! Co ja widzę? -lekko zdziwiła się na widok porządku w moim pokoju i ilości poprasowanych przeze mnie rzeczy. Szczerze? Też się sobie dziwiłam, że dałam radę. Zwykle polegałam na kilku koszulkach, a teraz uprasowałam całą stertę ubrań! Brawa dla mnie! -Zdecydowanie miłość Ci służy Lyn! -szeroko się do mnie uśmiechnęła, na co ja zaczęłam się śmiać. Ona chyba pomyślała, że jestem po prostu szczęśliwa dzięki Harr'emu, ale tak naprawdę śmiałam się, ponieważ to zabrzmiało śmiesznie. „Miłość Ci służy” - to naprawdę brzmi śmiesznie.
-A teraz opowiadaj jak go poznałaś? -no i zaczęły się te szczegółowe pytanie. A już miałam nadzieję, że po rozmowie w restauracji da spokój... Ehh, i co ja mam teraz powiedzieć?
-Umm... -na chwilę się zamyśliłam, szukając dobrego kłamstwa. -Harry też nagrywa w SYCO Records i właśnie tam się poznaliśmy. -postawiłam na tą samą wymówkę, którą zastosował Harry. Na szczęście przyjęła się! I bardzo dobrze!
-To fajnie. -ponownie uśmiechnęła się w moją stronę. Zdecydowanie bardziej wolałam ją taką uśmiechniętą, niż smutną. -On wie, że jestem twoją siostrą? -spytała, po kilku sekundach ciszy.
-Umm... nie miałam okazji mu powiedzieć. -lekko się zawstydziłam. Nie mogłam dać poznać po sobie, że kłamię, choć w tym momencie było to trudne.
-Wstydzisz się mnie? -spytała, podnosząc jak zwykle brwi do góry. -W sumie to się nie dziwię. Też gdybym była wschodzącą gwiazdą popu, wstydziłabym się chorej, przyrodniej siostry, która pracuje jako kelnerka. -spuściła głowę w dół, a z jej oczu uroniło się kilka łez. Nie miałam pojęcia czemu nagle zaczęła tą dyskusję, ale jedno było pewne: nie skończy się ona za dobrze.
-O czym ty mówisz? -szerzej otworzyłam oczy. Na prawdę, to co przed chwilą powiedziała, było jedynie stertą bzdur. Nigdy nie wstydziłabym się swojej siostry!
-Mówię, że się mnie wstydzisz, ponieważ mam gorszą pozycję niż ty, Harry i reszta twojego środowiska. -opuszkami palców wytarła cieniutki strużki łez, spływające po jej poliku. Cyba znowu nie chciała, żebym to zobaczyła i znowu jej nie wyszło. To trochę dziwne, przed chwilą się śmiała w niebo głosy, a teraz płacze. Czasami jej nie rozumiem. I jestem pewna, że teraz nawet nie wyjaśni mi swojego zachowania. Będzie dalej mi wyrzucać, że się jej wstydzę, choć wcale tak nie jest. To, że nie powiedziałam o niej Harr'emu to nie znaczy, że od razu się jej wstydzę. Wiele rzeczy mi nie powiedziałam o sobie i nie zamierzam powiedzieć. Nie ufam mu – to powinno wszystko wyjaśnić, ale przecież Beccy nie może się dowiedzieć, że nie ufam swojemu „chłopakowi”. Złamałabym umowę. Nie mogę złamać umowy.
-Nie wstydzę się Ciebie. -powiedziałam spokojnie, wypuszczając powietrze z płuc. Zawsze tak robiłam, gdy byłam poddenerwowana i nie chciałam zostać jeszcze bardziej wyprowadzona z równowagi. Dzisiejszego dnia już wystarczająco Styles mnie wkurzył, więc wolałabym uniknąć niepotrzebnej kłótni z siostrą. Na prawdę w tym momencie jeszcze tego brakuje mi do szczęścia...
-To czemu mu nie powiedziałaś? -pytała z wyrzutami.
-Mówię Ci, że nie miałam okazji. Nie rozmawialiśmy jeszcze o swoich rodzinach. -skłamałam. Przecież Zayn, czy tam Niall pytał się mnie przy Harry'm o rodzeństwo, a ja powiedziałam, że jestem jedynaczką.
-Jasne. Jakbyś chciała powiedzieć, to byś powiedziała bez okazji. Wstydzisz się mnie i tyle. -skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i spojrzała na mnie swoim przenikliwym wzrokiem. W sumie był nawet trochę podobny do wzroku Styles'a. Ughhh... czy nawet moja własna siostra musi mi się kojarzyć z tym dupkiem? Swoją drogą, mieli podobny odcień tęczówek... Jezu, co ja gadam? Muszę się ogarnąć, jeszcze nie ześwirowałam na tyle, żeby porównywać kolor oczu Harr'ego Styles'a do oczu Becks.
-Jezu, Beccy. Kto powiedział, że się Ciebie wstydzę? Z Harry'm nie znam się bardzo długo i nie rozmawialiśmy jeszcze tak bardzo o sobie. Spotkaliśmy się zaledwie kilka razy, więc nie opowiadałam mu szczegółów o mojej osobie i osobach ze mną związanymi. -próbowałam załagodzić sytuację, ale niestety mi się nie udało. -Właściwie to czemu tak bardzo chcesz wiedzieć, czy on wie o Tobie? -nagle do głowy przyszło mi myśl, po co ona właściwie zaczęła tą awanturę.
-To nie jest istotne. Po prostu chcę wiedzieć, czy twoi znajomi wiedzą o mnie. Ostatnio coraz rzadziej spędzamy razem czas, prawie nic mi nie mówisz, muszę się z gazet dowiadywać z kimś się spotykasz... -zaczęła mi wytykać wszystko po kolei.
-Nie dowiedziałaś się z gazet! -poprawiłam ją.
-Mniejsza o to, pewnie gdybym nie spotkała was w restauracji, nie powiedziałabyś mi o nim. Poza tym sama powiedziałaś, że spotkaliście się zaledwie kilka razy. I po tych kilku spotkaniach już jesteście razem? W dodatku powiedziałaś, że nie wiecie o sobie za dużo, więc po co jesteście razem, skoro się nie znacie prawie? Tak tylko zachowują się dziwki, albo dziewczyny, które lecą tylko na kasę. Pierwsza opcja odpada, więc naprawdę gratuluję rozumu. I myślisz, że to się uda? Na początku może być fajnie, ale jak on się w tobie naprawdę zakocha to szczerze mu współczuję. Gdzie ty masz serce, co? Owiniesz go sobie wokół palca, wyciągniesz z niego kasę, której teraz bardzo potrzebujesz i jak będziesz miała już go dość, to go zostawisz ze złamanym sercem. Świetny plan, tylko może pomyślałabyś o innych? O nim, o jego przyjaciołach, o mnie, a nie tylko o sobie. Zachowujesz się jak egoistka Lyn. -skończyła swój monolog, po czym odwróciła się na jednej pięcie i wyszła z mojej sypialnie, zostawiając mnie w osłupieniu. Swoimi słowami totalnie zwaliła mnie z nóg.
-Jak egoistka?! -krzyknęłam za nią. -Gdybym była egoistką już dawno siedziałabym z Natt'em i nie martwiłabym się o to, czy masz gdzie mieszkać, czy masz coś do jedzenie i czy stać Cię na leki! -krzyczałam na cale mieszkanie, jednocześnie zakładając na siebie czarną bluzę i trampki. -Wychodzę! -krzyknęłam jeszcze głośniej, po czym wyszłam z mieszkania. Na dworze zapadał zmrok. Ludzi na chodnikach było coraz mnie, pewnie większość siedziała w swoich mieszkaniach z rodziną i właśnie jadła kolację. Mogę tylko o tym pomarzyć... A to wszystko dlatego, że nie zachowałam się jak egoistka i zachciało mi się pomagać biednej, samotnej Becks. Ugh, za co ta dziewczyna ma tyle złości w sobie? Kilkoma zdaniami wyprowadziła mnie bardziej z równowagi, niż Styles przez ostatnie dwa dni! A już myślałam, że nie da się być gorszym od niego. Widocznie da się... Szłam cały czas przed siebie. Sama nie wiedziałam gdzie zmierzam. Po kilku minutach rozejrzałam się dookoła siebie. Byłam niedaleko Tamizy. Postanowiłam przejść się kładką. O zmroku rzeka wygląda ślicznie. W dodatku jak jest cicho, można się nieco uspokoić, czego ja w tym momencie potrzebowałam niemal bardziej niż powietrza. Skierowałam się we wspomnianą wcześniej stronę i zaczęłam rozmyślać nad zaistniałam kilkanaście minut temu sytuacją w moim mieszkaniu. Jestem egoistką... Dobrze wiedzieć. Co ja jej takiego zrobiłam? Czasami Beccy naprawdę mnie irytowała swoim zachowaniem. Była bardzo podobna do ojca... taka wybuchowa. Na szczęście rzadko pokazywała tą swoją złą stronę. Ehh, ciekawe jak długo będzie się gniewać? Przesadziła z tym stwierdzeniem, że jestem z Harry'm dla kasy. No dobra, może z jednej strony to prawda, ale nie zupełnie jak ona to widzi. Jestem z nim dla kasy i sławy, ale on o tym doskonale wie, przecież taka jest umowa. A szczerze mówiąc wcale tego nie chcę, robię to tylko dlatego, że nie mogę stracić pracy. Gdybym ją straciła, nie mogłabym pomóc siostrze. I nadal jestem egoistką? To co powiedziała było trochę śmieszne. „Ale jak on się w tobie naprawdę zakocha to szczerze mu współczuję.” - obiecał, że się nie zakocha, więc to zdanie całkowicie nie miało sensu. Wtedy miałam ochotę jej powiedzieć, że się nie zakocha, ale to równałoby się z tłumaczeniem no i zdradzeniem sekretu o umowie. „Owiniesz go sobie wokół palca, wyciągniesz z niego kasę, której teraz bardzo potrzebujesz i jak będziesz miała już go dość, to go zostawisz ze złamanym sercem.” - kto jak kto, ale Harry Styles nie może mieć złamanego serca. Ten człowiek nie ma uczuć. Złamanie mu serca jest porównywalne z cudem. Tak na marginesie, nie wierzę w cuda, więc złamanie serca Harr'emu Styles'owi jest niemożliwe. Na chwilę się zatrzymałam, aby popatrzeć na chowające się w Tamizie słońce. Cudowny widok. Mimo, że mieszkam kilkanaście minut spacerku od tego miejsca, jestem tutaj może drugi, albo trzeci raz. Nie mam po prostu na to czasu i chęci. Zdecydowanie wolę po pracy iść spać, niż spacerować po Londynie. Złapałam dłońmi barierkę i lekko się odchyliłam do tyłu, jednocześnie zderzając się plecami z jakąś osobą. 

________________________
cześć wszystkim!
Jestem z 6 rozdziałem. Wiem, że początek jest nudny... przepraszam. Mam pewien pomysł. Wiem, że większość z was chciałaby, aby rozdziały były dodawane częściej. Możemy pójść na taką ustawkę: wy komentujecie rozdziały, ja dodaje rozdziały dwa razy w tygodniu. No to w sumie chyba tyle ode mnie, dzisiaj nie będę się rozpisywać. :) Do następnego! <3

środa, 5 marca 2014

More Than Famous || Rozdział 5

komentarz = szacunek i motywacja dla autora

"Nobody sees, nobody knows
We are a secret, can't be exposed
That's how it is, that's how it goes
Far from the others, close to each other"

W głowie powtarzałam sobie jedno zdanie „być miłą dla Harr'ego”. Szczerze mówiąc przestraszyłam się trochę, gdy Rose się na nas wkurzyła. Nie chcąc jej bardziej denerwować muszę być miła dla Styles'a, choć nie wiem co z tego wyjdzie. Jak na razie powtarzam sobie w głowie, że mam być dla niego i miła i w miarę mi to wychodzi. Do naszego stolika podeszła kelnerka i odezwała się znajomym dla mnie głosem. Podniosłam wzrok znad karty dań i doznałam szoku. Nie mogłam uwierzyć w to, kogo tam zobaczyłam. Całkowicie się jej nie spodziewałam. Tak samo jak ona mnie. Po jej minie mogłam wywnioskować, że była równo zaskoczona jak ja. Chyba obie wolałyśmy w tym momencie nic nie mówić. Harry uratował całą sytuację, składając zamówienie. Był miły, przynajmniej tyle. Nie narobił mi obciachu. Kulturalnie się do mnie odzywał, aż trudno uwierzyć, że on tak potrafi. Wiedziałam, że Backs na razie da spokój, ale jak tylko wrócę do domu zaczną się pytania typu „czemu jej nie powiedziałam” itp.. Chwilę po tym, gdy złożyliśmy zamówienie dostałam sms'a, jak się potem okazało od siostry. „Przyjdź w tej chwili do łazienki, inaczej jesteś martwa.” -oho, może być ciekawie. Na pewno nie da mi spokoju i będzie chciała wiedzieć wszystko. Poinformowałam Harr'ego, że idę do łazienki i po chwili znalazłam się w pomieszczeniu, gdzie była już Rebecca.
-Co ty tu do cholery robisz z Harry'm Styles'em? -krzyknęła na całe pomieszczenie.
-Ciszej. -przyłożyłam palec do ust, rozglądając się dookoła czy nikt nie słyszał.
-Nikogo tu nie ma. -uspokoiła mnie ściszając ton głosu. -Czemu mi nie powiedziałaś, że się z nim spotykasz? -pytała podekscytowanym głosem. A nie mówiłam, że będzie się o to pytać? No to teraz już nie odpuści.
-Nie miałam kiedy. Wczoraj mówiłam Ci, że idę na imprezę z chłopakiem, nie pytałaś o kogo chodzi. Dzisiaj rano się nie widziałyśmy. -zaczęłam jej powoli wszystko tłumaczyć.
-No nie wierzę! -powiedziała podekscytowana. -Moja siostra chodzi z samym Harry'm Styles'em! -taaa... jest się czym ekscytować, naprawdę. Gdybym tylko mogła, bym Ci go oddała Becks.
-Beccy, a co ty tutaj robisz? -zmieniłam temat, chcąc się dowiedzieć co ona tu robi. Z tego co mi wiadomo ostatnio nie miała pracy.
-Mówiłam Ci, że mnie zwolnili. Wczoraj cały dzień grzebałam i znalazłam to miejsce. Całkiem dobrze płacą i się niczego nie czepiają, więc jestem. -wytłumaczyła, śmiesznie gestykulując rękoma.
-No to się nie obijaj i wracaj do pracy, bo Cię zwolnią. -powiedziałam w jej stronę, jednocześnie przeglądając się w lusterku.
-A ty wracaj do swojego ukochanego. -jak to śmiesznie brzmi „ukochanego”. Oczywiście, Harry Styles to mój ukochany. Jasne... Niedoczekanie!
-Już wracam do swojego ukochanego. -szeroko się uśmiechnęłam kładąc nacisk na „ukochanego”. Szczerze mówiąc może być ciekawie i zabawnie. Czasami mam ochotę sama z siebie się śmiać, ponieważ każdy złapał chaczyk z tym „związkiem”. Najzabawniejsze jest to, że nawet Beccy w to uwierzyła i tak się cieszy z mojego „szczęścia”, a ja w duchu mówię sarkastyczne odpowiedzi. To naprawdę jest zabawne. To nie wiarygodne, że tak łatwo można kogoś wkręcić.
-Już jestem. -powiedziałam, gdy wróciłam do stolika, przy którym siedział Harry.
-Długo Cię nie było, martwiłem się. -podniósł na mnie wzrok, który wcześniej spoczywał na ekranie jego telefonu.
-I tak wiem, że kłamiesz. -zadziorczo się do niego uśmiechnęłam, próbując mu dogryźć. Wiem, wiem... miałam być miła... No, ale nie mogę dłużej powstrzymać swoich docinek. Z reguły jestem miła, ale kiedy ktoś mnie irytuje, muszę to pokazać.
-Może chciałem być miły? -podniósł jedną brew do góry, a jego usta nieco się skrzywiły. Często robił podobną minę.
-Na prawdę nie musisz być dla mnie na siłę miły. -powiedziałam, biorąc łyka wody, która została przyniesiona, gdy byłam w łazience.
-Rose nie byłaby zadowolona z twojego zachowania. -twierdził, rzucając mi przenikliwe spojrzenie, tak jakby chciał coś ze mnie odczytać, albo co gorsza wywiercić mi dziurę tego jego zielonymi gałkami.
-Ah, więc to o Rose chodzi. Od kiedy ty się jej tak słuchasz? Czy Harry Styles nie miał być tym niegrzecznym, łamiącym zasady? -spytałam, odstawiając szklankę na poprzednie miejsce.
-Pomyliłaś mnie z Zayn'em. To on jest bad boy'em w zespole. -wyjaśnił, podle się uśmiechając. Ugh, ale wstyd Lyn! Taką gapę strzelić! Na prawdę powinnam częściej używać mózgu! -Poza tym to chyba ty powinnaś przestrzegać zasad Rose, prawda? To twoja szefowa, moim szefem jest Paul. Swoją drogą to jest dziwne, przy Rose jesteś grzeczna i posłuszna, a kiedy jej już nie ma stawiasz opór. -nie, tylko nie to. Czy ten koleś musi wszystko zauważyć? No i po mnie. Myśl Lyn, myśl! Muszę szybko znaleźć jakąś wiarygodną wymówkę.
-Czasami Rose przesadza, ale lepiej z nią nie dyskutować. -wyjaśniłam, próbując nie poznać po sobie, że kłamie. Trudno mi było zmyślać, choć w ciągu ostatnich kilku dni musiałam to zrobić wiele razy. Wcześniej nigdy nie kłamałam. No dobra, może jak byłam nastolatką i wracałam o później godzinie wmawiałam mamie, że autobus mi uciekł czy coś podobnego, ale to się nie liczy!
-Na pewno nie byłaby zadowolona, że jesteś dla mnie nie miła. -jakbym tego nie wiedziała Styles! Na prawdę, musiałeś?
-Czemu tak bardzo zależy Ci na tym, żebym była dla Ciebie miła? -spytałam, podnosząc lekko brwi do góry. Ten facet był dziwny, raz niemal by mnie nie dobił swoim chamstwem i egoizmem, a teraz sam mnie prosi, żebym była dla niego miła.
-Czemu tak bardzo nie zależy Ci na tym, żebyś była dla mnie miła? -odpowiedział na moje pytanie pytaniem.
-Czemu odpowiadasz na moje pytanie pytaniem? -ponownie zadałam pytanie, próbując uzyskać od niego sensowną odpowiedź, choć znając Styles'a, wcale jej nie uzyskam...
-Czemu ty odpowiadasz na moje pytanie pytaniem? -spytał, delikatnie marszcząc czoło. Wspominałam już, że nienawidzę tego chłopaka? Jeśli nie, to go nienawidzę. A jeśli wspominałam, to i tak go nie nawidzę.
-Ugh... jesteś irytujący! -chciałam na niego krzyknąć, ale powstrzymałam się ze względu, że znajdowaliśmy się w miejscu publicznym. Jeszcze brakowało nam tu świadków naszej kłótni.
-Nie mniej niż ty. -chamsko uśmiechnął się w moją stronę, po czym, wziął kilka łyków wody. Nie zamierzałam mu odpowiadać. I tak w ciągu niecałej godziny wystarczająco mnie do siebie zniechęcił. Na prawdę nie znam bardziej irytującego człowieka niż Harry Styles'a. Aż się dziwię, że tyle dziewczyn na całym świecie za nim tak szaleje. Gdyby go poznały, na pewno zmieniłyby zdanie. Harr'ego Styles'a nie da się lubić, a tym bardziej kochać! Całe szczęście, że kelner przyniósł danie i jeszcze większe szczęście, że nie była to Rebecca. Jeszcze jej tu brakowało! Nie, że mam coś do Becks, bo to jest wspaniała osoba, ale nie chciałabym, żeby usłyszała moją niezbyt przyjemną dyskusję z Harry'm. Myśli, że jestem w nim zakochana i niech tak zostanie. Im mniej wie, tym lepiej śpi. Posiłek minął nam w ciszy i w sumie to bardzo dobrze. Nie miałam ochoty słyszeć tego irytującego głosu.
-Obraziłaś się na mnie? -nasze milczenie przerwał oczywiście irytujący pan Styles. Ugh... musiał? Serio?
-Nie, skąd? Tylko jak ktoś według mnie jest irytujący, to wolę żeby milczał, więc jeśli uważasz, że jestem irytująca, to stwierdziłam, że będzie lepiej, jak nie będę się odzywała. -wyjaśniłam mu, kończąc jeść moje spaghetti.
-Więc sugerujesz mi, że nie powinienem się do Ciebie odzywać? -spytał, jak zwykle marszcząc czoło. To chyba jego kolejny nawyk. Bardzo często tak robi.
-Właśnie tak. Już myślałam, że nie posiadasz mózgu, a nawet jeśli go już tam masz, to nie używasz, a tu taka niespodzianka. -szeroko się uśmiechnęłam w jego stronę, mówiąc sobie w duchu „punkt dla Ciebie Lyn”. Miło jest patrzeć, jak dissuje się Harr'ego Styles'a.
-Przestań to robić. -skrzywił się. Kolejny jego nawyk, o którym już chyba wspominałam wcześniej.
-Ale co? -udałam zaskoczona, choć wiedziałam o co mu chodzi. No dobra, nie wiedziałam dlaczego chce żebym go nie dissowała, ale wiedziałam co ma mniej więcej na myśli.
-Nie odzywaj się do mnie w ten sposób. -wyjaśnił, rozglądając się dookoła. -Jakbyś nie zauważyła, to jesteśmy w miejscu publicznym i nasze rozmowy może usłyszeć wiele osób. Lepiej by było, gdyby myśleli, że się kochamy, a nie na każdym kroku dogryzamy. Dlatego też powinnaś być dla mnie miła. -skończył swoją wypowiedź, zawieszając swój wzrok na mojej osobie. Znowu zaczął wiercić swoim oczami we mnie dziurę. Ugh, kolejna, rzecz, którą bardzo często robi.
-Nie potrafię być miła dla kogoś, kogo nie lubię. Przy kamerach jeszcze daję radę, ale nie mogę być ciągle dla Ciebie miła. -wyjaśniłam ze stoickim spokojem, choć tak naprawdę w środku już dawno byłam wyprowadzona z równowagi. Jak łatwo przychodzi mi udawanie... Jeszcze kilka dni temu nie wiedziałam, że potrafię coś takiego robić, a teraz proszę, bez żadnych skrupułów potrafię się zaśmiać w twarz samemu Harr'emu Styles'owi, mimo wewnętrznych oporów.
-W takim razie musisz się postarać. -chytrze się do mnie uśmiechnął, po czym skinął na kelnera, aby przyniósł rachunek. Oznaczało to jedno – nasza dyskusja skończona. Ugh, tym razem Harry wygrał, ale to tylko dlatego, że nie dał mi szansy, abym mogła mu dogryźć. Kiedy kelner przyniósł rachunek, Harry wyjął portfel. Zrobiłam to samo, jeszcze nie potrzebowałam narzucać się Styles'owi.
-Co ty robisz? -wyraźnie się zdziwił, gdy zobaczył co robię.
-Umm... chcę zapłacić za swój posiłek? -spytałam retorycznie, tak jakby Harry nie widział co robię, choć tak naprawdę widział wszystko. Więc po co on się pyta, skoro zna odpowiedź?
-Ja płacę, w końcu jesteśmy na randce. -szeroko się do mnie uśmiechnął, tak jak nigdy. Nie było żadnego śladu po zażenowaniu, ani złości. Odruchowo lekko przekręciłam głowę w bok i zobaczyłam kilka fanek Harr'ego (jak się domyślam), które nam się przyglądały. Dlatego tak nagle zrobił się taki przyjemny. Nie chcąc odstawiać niepotrzebnych scen, zmieniłam swoją minę na nieco przyjemniejszą, niż tą, którą zazwyczaj obdarowywałam Styles'a.
-W porządku, skoro tak bardzo chcesz. -odwzajemniłam jego uśmiech i dopiłam resztki mojej wody, po czym odstawiłam szklankę. Harry zapłacił za posiłek i uśmiechnięci wyszliśmy z restauracji, trzymając się za dłonie. Oczywiście na zewnątrz była dość spora grupka fanek. Nie dziwne, że zdążyły się dowiedzieć. W restauracji siedzieliśmy około godziny, więc szybko się rozeszło, gdzie jest Harry Styles. Dziewczyny nas obtoczyły i za żadne skarby nie chciały odejść. Kątem oka spojrzałam na Styles'a, czekając, aż da mi jakąś wskazówkę co powinniśmy zrobić.
-Poczekaj, dam im kilka autografów i zaraz do Ciebie wrócę. -szepnął mi na ucho, po czym się wycofałam, ułatwiając dziewczynom dojście do Harr'ego. Niektóre z nich patrzyły, jakby chciały mi go zabrać (o ile on był mój). Szczerze mówiąc z chęcią bym go im oddała. Na prawdę Harry Styles nie jest mi potrzebny do szczęścia. Z boku patrzyłam na tą całą sytuację. Hazz wydawał się zupełnie innym człowiekiem, od tego, którym był bez osób trzecich. Widziałam jaki był w stosunku dla fanek. Był taki... kochany? Tak, zdecydowanie był dla nich kochany. Do każdej dziewczyny się uśmiechnął, przytulił, zrobił zdjęcie, dał autograf i nawet zamienił kilka zdań. Spełnił marzenie wielu dziewcząt, sprawił, że były szczęśliwe. Zaczęłam zastanawiać się czemu jest co chwila jest inny. Inny jest, gdy jesteśmy sami. Inny jest przy chłopakach. Inny jest, gdy są kamery. Inny jest, gdy ktoś jest przy nas. Inny jest przy fanach. I to tylko on tak często zmienia swój charakter. Chyba... Poznałam resztę chłopaków i są mili, choć może nie znam ich tak dobrze, jak Harr'ego, o ile w ogóle Harr'ego dobrze znam. Bo w sumie co to są dwa dnia znajomości? Choć z drugiej strony przez te dwa dni dużo się o nim dowiedziałam, niestety większość negatywnych rzeczy. Jak na razie mogę być tylko jednego pewna: Harry Styles jest jedną, wielką, chodzącą i irytującą zagadką.
_______________________
NIESPODZIANKA!
Miał być w sobotę, jest dzisiaj. W sumie nie wiem czemu, pomyślałam, że mogłabym dzisiaj wstawić, więc wstawiam. Wiem, że się cieszycie, kiedy dodaje rozdziały, a ja się cieszę, kiedy komentujecie, bo to daje cholernie dużą motywację, aby pisać dalej. Następny rozdział pojawi się w niedzielę :)No i znowu zmieniłam wygląd... Od samego początku chciałam taki wygląd, ale nigdy nie wychodziły mi te odcienie, aż w końcu się udało! Właśnie słucham sobie piosenek z Up All Night. Midnight Memories i Take Me Home są świetnymi płytami, ale według mnie nic nie dorówna UAN. Mam ogromny sentyment do piosenek z tej płyty, między innymi do More Than This. Ta piosenka była jedną z głównych inspiracji do napisania tego opowiadania. Oprócz tego jeszcze jeden filmik mnie zainspirował http://www.youtube.com/watch?v=qEjzEZT1LwE. Przez to zaczęłam pisać o Harry'm. Osoby, które znają mnie z poprzednich opowiadań doskonale wiedzą, że moim ulubieńcem jest Niall, ale nie pasował mi do tej roli. Od samego początku widziałam tutaj miejsce dla Harr'ego, ale obiecuję, że Nialler też dużo tutaj zdziała. Nie mogłam go zostawić. 7 rozdział jest moim ulubionym z dotychczas napisanych rozdziałów, głównie z powodu Niall'a. Już nie mogę się doczekać publikacji go. No to do niedzieli! <3