sobota, 17 stycznia 2015

Don't Forget Me || Rozdział 17

Przez mój umysł przechodziło mnóstwo myśli i pytań bez odpowiedzi. Najbardziej dręczyło mnie pytanie, co takiego ukrywa Harry? Czy to ona za tym wszystkim stoi? Ale to przecież nie możliwe. Ufałam mu. Nie mógłby mnie okłamać. Powiedział, że już nigdy mnie nie zrani. Czy mógłby to zrobić mimo obietnicy, jaką mi złożył?
Od rana włóczyłam się po mieście, próbując poukładać mój umysł. Odkąd usłyszałam rozmowę Harr'ego z nieznaną mi osobą, wszystko co robi chłopak wydaje mi się podejrzane. A może tylko się przesłyszałam? Może tylko panikuję? Niall od początku był osobą, której mogłam ufać bardziej niż Harr'emu. U niego powinnam znaleźć odpowiedź na przynajmniej część pytań.
Kilka razy nacisnęłam na guzik dzwonka, czekając aż ktoś wpuści mnie do środka. Spodziewałam się, że ujrzę uśmiechniętą twarz blondyna po otworzeniu drzwi, ale zamiast niego spotkałam uśmiechniętą Alex. Nie, że jej nie lubiłam, bo lubiłam i to bardzo, ale w tym momencie wolałam zastać samego Niall'a.
-Lyn, co za niespodzianka! - pisnęła blondynka i przytuliła mnie na powitanie. -Nie mówiłaś, że przyjdziesz. Harry przed chwilą przyszedł do Niall'a. Mówił, że załatwiasz coś na mieście – w myślach przeklęłam, kiedy usłyszałam, że Harry tutaj jest. Dzisiejszego dnia, a właściwie w ostatnich dniach wszystko jest przeciwko mnie. Zrobiłam coś komuś, że jestem jedna kontra cały świat?
-Oh, tak. Załatwiałam kilka rzeczy, ale zeszło mi się krócej niż myślałam i postanowiłam was odwiedzić, dawno nie widzieliśmy się – szybko wymyśliłam wymówkę, aby tylko Alex uwierzyła.
-Chłopcy są w salonie, dołącz do nich, ja mam jeszcze trochę pracy w kuchni przy obiedzie – jak zwykle szeroko się uśmiechnęła. Przytaknęłam jej i poszłam w stronę salonu. Kiedy byłam przy drzwiach, zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno będę chciała zobaczyć Harr'ego i czy nie lepiej iść do Alex i pomóc jej przy obiedzie. Już miałam się wrócić do kuchni, lecz przez uchylone drzwi usłyszałam głos Harr'ego.
-Ona mi tego nigdy nie wybaczy – głos Harr'ego nie brzmiał najlepiej. Miałam wrażenie, że był pełen obaw i strachu.
-Hazz, od samego początku mówiłem Ci, żebyś się w to nie pakował. To nie zapowiadało się happy end'em – powiedział Niall. Po usłyszeniu tego, zaczęłam zadawać sobie coraz więcej pytań. Jedno jest pewne – coś jest na rzeczy i Horan o wszystkim wie.
-Najgorsze w tym jest to, że ja ją naprawdę kocham, a kiedy dowie się, że mam z tym wszystkim coś wspólnego, znienawidzi mnie i nigdy mi tego nie wybaczy – miałam wrażenie, że mowa tu o mnie. Tylko czego mam mu nie wybaczyć? A może chodzi o kogoś innego? Ale to by oznaczało, że Harry kocha kogoś innego. Nie, nie mógłby.
-Stary, sam się w to wpakowałeś. Znam Lyn nie od dziś i wiem, że jeśli nie dowie się tego od ciebie to z pewnością Ci nie wybaczy, a jeśli ty jej to powiesz, to może jeszcze nie jesteś na straconej pozycji, aczkolwiek jeśli wtedy Ci wybaczy, będziesz ją musiał nosić na rękach i stopy całować, bo zachowujesz się jakbyś nie miał swojego rozumu – z jednej strony chciałam się śmiać z tego co powiedział Niall, ale z drugiej, co takiego złego zrobił Harry, że mogę mu nie wybaczyć? Na samą myśl czułam jak moje serce rozrywa się na kawałki. Sam fakt, że ukrywał coś i w dodatku było to coś złego, sprawiał, że było mi smutno i byłam zraniona.
Nie mogłam tak po prostu wejść do salonu po tym, co usłyszałam. Nie potrafiłabym kłamać i udawać, że nic nie słyszałam. Wróciłam się do kuchni, gdzie była Alex.
-Może potrzebujesz pomocy? Stwierdziłam, że pewnie jak zwykle rozmawiają o pracy i będę się z nimi nudzić – oparłam się o kuchenny blat, wzdychając cicho.
-Jasne, możesz pokroić te warzywa – wskazała na deskę, po czym odwróciła się w moją stronę. -Coś się stało? Wydajesz się być smutna – uważnie zlustrowała mnie wzrokiem. Może przyjście do Alex nie było najlepszym rozwiązaniem... Zapomniałam jak bardzo dziewczyna jest spostrzegawcza.
-Chodzi o Angel, wiesz... Wciąż nic nie wiadomo, martwię się – z jednej strony nie było to kłamstwem, ale w tym momencie byłam smutna przez to co usłyszałam z ust mojego chłopaka, jeśli tak mogę go nazwać.
-Jestem pewna, że niedługo się znajdzie. Nie mogła tak po prostu rozpłynąć się w powietrzu – odpowiedziała Alex, biorąc się za krojenie warzyw, co miałam zrobić ja, ale skoro sama zaczęła to robić...
-Lyn? A co ty tutaj robisz? Mówiłaś, że masz w mieście coś do załatwienia - Harry wszedł do kuchni i bardzo zdziwił się na mój widok. Zdecydowanie nie spodziewał się mnie spotkać w domu Horana tym bardziej, że on tam przyszedł prawdopodobnie na poważną rozmowę z kumplem.
-Bo miałam, ale nie zeszło mi się z tym tak długo jak zakładałam, więc stwierdziłam, że odwiedzą Niall'a i Alex. Nie wiedziałam, że tu jesteś – wzruszyłam ramionami jak gdyby nigdy nic.
-Hej Lyn – Horan podszedł do mnie i przytulił mnie na powitanie. -Błagam, ogarnij swojego chłopaka. Mam już dość jego wybryków – szepnął mi na ucho, a ja zmarszczyłam brwi, nie wiedząc do końca co miał na myśli. A może miało to jakiś związek z tym, co przez przypadek usłyszałam?
-Niall, nie sądzisz, że to ja powinienem pierwszy przywitać moją dziewczynę na przywitanie? - odezwał się Harry, który wciąż stał przy drzwiach.
-Więc może zamiast tam stać i opierać i o futrynę, przyjdziesz i ją przytulisz? - powiedział ironicznie Horan, odsuwając się ode mnie. Styles po tych słowach od razu się ruszył i podszedł do mnie, aby wziąć mnie w swoje ramiona. Wiedziałam, że to będzie wyglądać dziwnie, jeśli odsunę się od niego, więc sztucznie się uśmiechnęłam i pozwoliłam, aby mnie przytulił.
-No dobra, już koniec tych czułości. Siadajcie do stołu – ten moment przerwała Alex, informując nas, że obiad jest już gotowy. Po części byłam jej wdzięczna, bo czułam się niezręcznie, kiedy Harry mnie przytulał. Był moim chłopakiem i kochałam go całym sercem, ale... No właśnie i tu zaczyna się problem. Coś ukrywa i prawdopodobnie jest to coś złego. A może nie? Może tylko wyolbrzymiam to co przez przypadek usłyszałam i tak naprawdę jedyną „złą” rzeczą, którą zrobił Harry było upicie się na imprezie, czy pokazanie nago przed kamerami i nie chce, abym się dowiedziała o tym, bo narobi sobie wstydu? Ale czy to jest coś, czego mogłabym mu nie wybaczyć nigdy?
Cichutko westchnęłam, grzebiąc widelcem w moim talerzu. Nie byłam głodna. Właściwie to nie miałam apetytu, a moje myśli były zbyt bardzo zajęte, aby przejmować się burczeniem w brzuchu.
-Nie smakuje Ci? - spytała się Alex, widząc mój rozgrzebany talerz.
-Nie, jest naprawdę pyszne, tylko nie jestem zbyt bardzo głodna – wyznałam, nie zamierzając nic więcej zjeść, a zarazem nie zrobić Alex przykrości, bo wiedziałam, że kto jak kto, ale Alex potrafi gotować.
-Nie jesteś głodna? - Harry zmarszczył brwi. -Przecież rano na śniadanie też nie zjadłaś za wiele. Coś się dzieje? - czy przed nim nie da się niczego ukryć? Może i coś ukrywa przede mną, ale zna mnie lepiej niż ja sama.
-Wszystko jest w porządku Harry – skłamałam. -Nie czuje się najlepiej, pewnie jestem chora czy coś – westchnęłam, aby zabrzmieć jeszcze bardziej wiarygodnie. Nie mogłam dać po sobie poznać kłamstwa, tym bardziej przed Harry'm.
Chłopak nie kontynuował już tematu, tylko zajął się swoim posiłkiem. Natomiast ja nie zamierzałam dokańczać mojej porcji, bo nawet siłą nikt by we mnie tego nie wcisnął. Zastanawiałam się nad moją obecną relacją ze Styles'em. Odkąd usłyszałam coś, co nie było dla mnie do końca zrozumiałe, postawiłam między nami gruby mur i nic na to nie poradzę, że nawet nie myślę o daniu jakiejkolwiek mu szansy, jeśli ma choćby w najmniejszym stopniu coś wspólnego z porwaniem Angel. Prędzej wybaczyłabym mu zdradę niż to.
Po obiedzie u Niall'a wróciłam z Harry'm do domu. Nie miałam możliwości, aby porozmawiać z Horan'em na osobności, bo albo Styles był w pobliżu, albo Alex. Zrezygnowana siedziałam w moim aucie, prowadzonym przez Harr'ego. Poczułam jak kładzie swoją dłoń na moim udzie. Automatycznie się odsunęłam, mimo że jakiś czas temu nie miałam nic przeciwko aby dotykał mnie w taki sposób. Harry zmarszczył brwi i popatrzył na mnie przenikliwie.
-Stało się coś? Nigdy nie reagowałaś tak na mój dotyk – spostrzegł, a ja westchnęłam cicho. Nie miałam siły i ochoty wymyślać jakiegoś kolejnego beznadziejnego kłamstwa.
-Skup się na prowadzeniu auta – westchnęłam, odwracając głowę w stronę okna. W duchu cieszyłam się, że Harry po mojej wypowiedzi nic już nie powiedział, tylko całkowicie skupił się na prowadzeniu samochodu. Wjechał autem do garażu. Nie czekając aż wszystko pozamyka, wysiadłam z pojazdu i weszłam do mieszkania. Zdjętą kurtkę powiesiłam na wieszaku w korytarzu i poszłam do salonu, gdzie położyłam się na kanapie. Z kieszeni spodni wyjęłam telefon, który chwilę wcześniej zawibrował, informując mnie o nowej wiadomości.
Poprzednia wiadomość do Ciebie nie doszła, czy nie zrozumiałaś jej treści? Twoja siostra wyjdzie z tego żywa, jeśli tylko wycofasz się z show biznesu i zostawisz Harr'ego.”
Kilka razy przeczytałam wiadomość, zastanawiając się nad znaczeniem każdego słowa. Po mału już rozumiałam. Byłam dla kogoś zagrożeniem. Byłam od kogoś lepsza w tym co robię, a porwanie Angel miało być zemstą dokonaną pod wpływem zazdrości. Tylko co z tym wszystkim mógł mieć wspólnego Harry? A może to dla niego jestem zagrożeniem? Może ubzdurał sobie, że jestem popularniejsza od niego i to go boli? To wszystko zaczyna mieć sens.
-Co tak patrzysz się na ten telefon? - Harry usiadł obok mnie i chciał sięgnąć po moją komórkę, ale w odpowiednim momencie schowałam ją do kieszeni telefonu.
-Gdzie jest Angel? - spytałam poważnym tonem, mając niemalże całkowitą pewność, że Harry zna odpowiedź na to pytanie. Styles tylko zaśmiał się cicho, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-A skąd mam to wiedzieć, Lyn? Nie ja ją porwałem. Naprawdę chciałbym wiedzieć, gdzie ona jest – nie patrzył się w moje oczy, mówiąc mi to. Kłamał. Jego wzrok go zdradził. Błądził nim po całym pomieszczeniu, byleby tylko nie zatrzymać go choć na chwilę na mnie.
-Kłamiesz Harry. Wiem, że masz coś z tym wspólnego – mój głos drżał. Byłam zaniepokojona o siostrę, ale też oprócz tego zraniona przez osobę, której zaufałam w stu procentach. -Błagam Cię, powiedz gdzie ona chce – z moich oczy zaczęły lecieć łzy. Byłam bezsilna. -Zrobię wszystko, zapłacę, wyjadę, cokolwiek chcesz za to. Tylko mi ją oddaj – patrzyłam na niego zaszklonymi oczami. Po jego minie wnioskowałam, że był zaskoczony, a jednocześnie przestraszony.
-Ale... -zawahał się na chwilę. -Skąd wiesz, że mam coś z tym wspólnego? Kto Ci to powiedział? - w jego głosie wyczułam strach. Te słowa mnie zraniły. Potwierdziły moje wszystkie obawy. Nie powiedział tego wprost, ale w tym momencie było już pewne, że Harry maczał w tym wszystkim palce. Obiecał, że mnie nigdy nie zrani. Ufałam mu. A on? On przez cały czas bawił się mną, jak marionetką w teatrze lalek. Manipulował mną, każdym moim ruchem.
-Słyszałam wszystko Harry. Twoją wczorajszą rozmowę z kimś, kto według Ciebie był Paul'em i dzisiejszą rozmowę z Niall'em – otarłam łzy, chcąc przyjrzeć się mu. Jego mina wyglądała gorzej niż żałośnie. Był zaskoczony, przestraszony, trochę smutny. Świetny aktor. - Masz to, czego chciałeś. Wyjadę, wycofam się ze wszystkiego, tylko oddaj mi Angel.
-Lyn, to nie tak... -podjął próbę tłumaczenia, jednak nie dałam mu skończyć.

-Przestań! - krzyknęłam, nie chcąc słuchać żadnych jego wymówek. -Mam tego dość. Najpierw wmawiasz mi, jak bardzo mnie kochasz, potem robisz coś złego, a potem zaczynasz się tłumaczyć. Mam tego dość! - powtórzyłam, aby dobrze mnie zrozumiał. -Chciałeś żebym wyjechała, to wyjadę. Jesteś pieprzoną, rozpuszczoną gwiazdką – krzyczałam przez łzy, które nie chciały przestać lecieć z moich oczu. Nawet kiedy powiedział, że nic dla niego nie znaczę, nie zranił mnie tak mocno, jak zrobił to teraz. -Potrafisz tylko ranić ludzi Harry. Mam nadzieję, że na swojej drodze nie spotkasz już nigdy żadnej tak naiwnej jak ja osoby i nie zniszczysz jej tak, jak zrobiłeś to ze mną – cały czas podnosiłam głos na chłopaka. Nie potrafiłam być w tym momencie spokojna. On natomiast siedział cicho. Może wiedział, że każde jego słowo w tym momencie może tylko pogorszyć sytuację?


______________________

Witam wszystkich czytelników DFM!

Ogłaszam mój oficjalny powrót. Od dnia dzisiejszego rozdziały będą pojawiały się regularnie co dwa tygodnie (plus minus dwa dni w obie strony może być opóźnienia). Proszę was o wyrozumiałość. Aby wszystko ogarnąć, pisać blogi, uczyć się i zajmować się jeszcze fotografią i do tego obróbką tych wszystkich zdj z sesji muszę zarywać nocki i naprawdę siedzę teraz do 3 w nocy, kiedy muszę wstać o 7 i piszę dla was, więc mam nadzieję, że doceniacie to, bo nie mogłabym was zostawić. Wiem, że pewnie macie po tym rozdziale ogromny mindfuck, ale nie martwcie się. Następny rozdział wszystko wyjaśni ;)

niedziela, 28 grudnia 2014

Don't Forget Me || Rozdział 16

Po otrzymaniu wiadomości od nieznanego numeru, od razu z Harry'm pojechaliśmy na komisariat, aby im to pokazać. Nie mogliśmy czekać z tym do rana. Liczyła się dla nas każda minuta, która mogła decydować o życiu, bądź przynajmniej zdrowiu Angel. Policjanci od razu zaczęli szukać w systemie osoby, która mogła to wysłać, a nam kazali czekać na korytarzu na jakąś odpowiedź. Skończyło się tym, że siedzieliśmy tak do rana na plastikowych krzesłach. Kolejna bezsenna noc. Dopiero około siódmej rano dostaliśmy jakąć odpowiedź od jednego z dyżurujących policjantów.
-Przykro nam. Nie możemy zlokalizować kto i skąd wysłał tą wiadomość. Karta jest już nieaktywna. Jedynie możemy się domyślać, że tą wiadomość wysłał porywacz, ale wciąż nie wiemy kim on jest.
-Jak to nie wiecie?! Minęło już tyle czasu, a wy wciąż nic nie wiecie! Jesteście niekompetentni! Co zrobiliście przez tyle czasu?! No co? Nic! Znaleźliście jeden pieprzony szalik i nic więcej! -zaczęłam krzyczeć na funkcjonariusza. Złość, bezradność, zmartwienie o siostrę i niewyspanie przejęło mój umysł. Nie myślałam racjonalnie i byłam sfrustrowana.
-Lyn, daj spokój -Harry odciągnął mnie na bok. -To nie ich wina. Porywacz jest bardzo sprytny i czasami nawet najlepsi nie potrafią sobie z takimi poradzić -mówił spokojnym głosem, głaszcząc mnie wierzchiem dłoni po policzku i patrząc w moje oczy. To naprawdę pomagało i troszkę się uspokoiłam.
-Bardzo pana przepraszamy. Każdemu zdarzy się czasami puścić nerwy -Harry tłumaczył się za mnie policjantowi, który stał z boku. Jego mina nie wyrażała ani złości, ani zrozumienia. Był obojętny. Ale w końcu jaki miał być? Sprawa jak sprawa, taka jest jego praca i jesteśmy dla niego zwykłymi ludźmi, takimi jak każdy inny i nie liczyło się to jak bardzo jesteśmy rozpoznawalni, czy ile mamy na koncie. Liczyło się to, że Angel zaginęła i trzeba ją jak najszybciej znaleźć, zanim stanie się coś złego.
-W porządku. Dziękujemy za informację i wiadomości. Będziemy wciąż szukać – odezwał się poważnym tonem policjant.
***
Jak można opisać bezradność? Nijak. Nie ma jednego odpowiedniego słowa, które opisywałoby to uczucie. To coś jak strach, tęsknota, brak sił, złość, smutek. Może razem mają jakiś sens, ale pojedynczymi słowami nie da opisać się bezradności. To coś okropnego. Coś co sprawia, że nie mamy na nic siły. Wiemy, że nie możemy nic zrobić, ale jednocześnie obwiniamy się o wszystko. Co ja zrobiłam źle? Wiele rzeczy. I może to nie ja porwałam Angel, to gdybym zrobiła kilka rzeczy inaczej, mogłoby być inne zakończenie tej historii. Lepsze. Gdybym tylko nie pozwoliła jej iść po coś do jedzenia, albo poszła z nią, nie zostałaby porwana. A co jeśli wszystko było zaplanowane i porywacz znalazłby inną okazję, aby to zrobić? Teraz mogę zadawać wiele pytań, na które i tak nie dostanę odpowiedzi.
-Zrobiłem Ci śniadanie – Harry postawił przede mną talerz z ciepłym omletem i gorącą kawę.
-Dziękuję, nie jestem głodna – odpowiedziałam cicho, poprawiając koc, którym byłam owinięta.
-Wczoraj wieczorem też twierdziłaś, że nie jesteś głodna Lyn. Musisz coś zjeść. Ostatnio non stop mówisz, że nie jesteś głodna, a jak już coś zjesz to niewielką ilość. Tak nie można! Nie możesz się głodzić – tłumaczył. Jego słowa wlatywały do mojego ucha, tak szybko jak z niego wylatywały.
-Nie głodzę się. Nie jem, bo nie jestem głodna – powiedziałam, patrząc się w ścianę. Harry tylko głośno westchnął i zaczął kroić omleta. Po chwili podniósł widelec z kawałkiem ciasta na wysokość moich ust.
-Otwórz buzię – nakazał, a ja to zrobiłam. Nie miałam siły z nim dyskutować. Z pomocą Styles'a zjadłam mniej więcej pół omleta.
-Już nie mogę – zaprotestowałam. I tak włożyłam dużo siły w zjedzenie tej połówki.
-Jeszcze trochę kochanie – westchnął Harry, kiedy zobaczył, że zjadłam niecałą połowę.
-Nie mogę – powtórzyłam. -Najadłam się już.
-No dobrze, ale na obiad musisz zjeść wszystko – zabrał talerz i poszedł z nim do kuchni. Ja w tym czasie wstałam i poszłam do toalety. Kiedy z niej wyszłam, postanowiłam pójść do kuchni, bo pewnie tam mogłam znaleźć Harr'ego. Gdy stanęłam przy drzwiach od pomieszczenia, usłyszałam głos chłopaka.
-Nie wiem. Nie mogę powiedzieć, że sobie radzi. Ciężko jej. Tak, dostała tą wiadomość i poszła z tym na policje. Co? Nie, nie powiedziałem jej ani słowa. Przecież by mnie całkowicie znienawidziła. Lepiej, żeby skończyć to bezboleśnie. Sama zrezygnuje, przecież taki jest plan. No dobra, to idź, pa. - powoli w myślach przetwarzałam każde słowo, które on powiedział. Czy rozmawiał o mnie? Wszystko na to wskazywało. Ale o co chodzi? Odliczyłam do pięciu i weszłam do kuchni, w której Harry stał przy blacie, robiąc coś w telefonie.
-Rozmawiałeś z kimś? -spytałam, udając, że nic nie słyszałam i po prostu się o to pytam.
-Tak, dzwonił Paul. Słyszałaś coś? -od razu schował telefon do kieszeni. Zauważyłam, że jego dłoń lekko się trzęsła, tak jakby bał się czegoś. Coś jest na rzeczy.
-Nie – skłamałam. -A rozmawiałeś o czymś, czego nie powinnam usłyszeć? - uniosłam brew. Cały czas stałam przy futrynie, opierając się o nią.
-C-co? Nie, rozmawialiśmy tylko o najbliższych nagraniach – przygryzł wargę. Kłamał. Nie potrafił przy mnie kłamać. Nie teraz. Za dobrze go poznałam.
-W porządku – przytaknęłam i wyszłam z kuchni. Okłamywał mnie. Tylko o co chodzi? Co lepiej skończyć bezboleśnie? Skończyć z Angel? Harry wie gdzie ona jest? Może jej coś zrobić? Zabić ją bezboleśnie? Mój Boże... Tyle pytań, a zero odpowiedzi. A może to dlatego przez cały czas był taki spokojny? Wiedział co z nią się dzieje, a ja panikowałam ze zmartwienia o siostrę. Z jednej strony ma to sens. Ale z drugiej jest trochę mało realne. Przecież Harry mnie kocha, prawda? Nie zrobiłby nic złego. Nie zraniłby mnie. Obiecał. Może się tylko przesłyszałam? Może mam już jakieś omamy przez to całe zamieszanie? Może zwariowałam?
Mój telefon za wibrował.
Podeszłam do szafki nocnej i sięgnęłam po urządzenie. Przejechałam palcem po ekranie telefonu, aby go odblokować. W lewym górnym rogu pojawiła się ikonka nowego sms'a. Weszłam w wiadomości i otworzyłam najnowszą.
„Angel może wyjść z tego cała. Wystarczy jak wycofasz się z show biznesu i wrócisz do Chicago. Bez Harr'ego.”
Kilka razy uważnie przeczytałam treść wiadomości, szukając w niej jakiś wskazówek.
-Źle się czujesz? Jesteś blada -podniosłam wzrok. Zauważyłam Harr'ego, który stał przy drzwiach oparty o futrynę.
-Nie, jest wszystko w porządku – skłamałam. Nie zamierzałam powiedzieć mu o wiadomości. Jestem pewna, że on coś ukrywa przede mną, więc czemu ja mam nie kłamać? Muszę sama, bez niego dojść do rozwiązania tej zawiłej sytuacji i znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania. I czuję, że jestem już krok od rozwiązania. Wszystko zaczęło nabierać sensu.
Kolejna wiadomość.
-Daj, przeczytam. Może to znowu porywacz – wyciągnął dłoń w moją stronę, abym oddała mu telefon. Może sobie pomarzyć.
-Skąd ta pewność? - uniosłam brew. No jasne. Wiedział mniej więcej kiedy miałam dostawać te wiadomości. Jest na pewno częścią tego planu.
-No nie wiem. Zwykle porywacze wysyłają co jakiś czas wiadomości. Pewnie to on – wytłumaczył, wciąż trzymając dłoń. Spojrzałam na wyświetlacz. Ten sam numer, z którego została wysłana poprzednia wiadomość.
-Nie, to tylko Niall – skłamałam. - Pyta się jak się czuję – dodałam, aby nic się nie domyślił.
-No w porządku. Ale pamiętaj, że jak porywacz znowu coś napiszę, musisz mi koniecznie powiedzieć – zabrał dłoń i odsunął się ode mnie.

-Oczywiście, że Ci powiem – niedoczekanie. Nic mu nie powiem, dopóki nie będę miała pewności, że mnie nie okłamuje. Po pierwsze chodzi tu o życie mojej siostry. Po drugie nie dam kolejny raz bawić się moją osobą. Nie jestem lalką. Też mam uczucia i naprawdę kocham Harr'ego.

_______________________________________

Witam was po długiej przerwie :)

Wiem, że trochę bardzo zawaliłam... Dzisiaj spędziłam całe popołudnie żeby skończyć ten rozdział. I tak jest krótszy niż zakładałam, że będzie, ale nie chciałam już więcej na siłę pisać. Może za jakieś dwa tygodnie dodam kolejny rozdział. Pisałam wcześniej, że nie miałam na czym pisać i dopiera przed świętami dostałam komputer, więc mam nadzieję, ze już będą regularnie pojawiać się rozdziały :)

P.S jak wam się podoba nowy wygląd bloga? :)

sobota, 25 października 2014

Don't Forget Me || Rozdział 15

Ostatnim tropem jaki znaleźli policjanci był szalik Angel. Potem nie było nic. Dosłownie nic. Wiadomość o zaginięciu mojej siostrzyczki trafiła do mediów. Na granicach robili kontrole, całe miasto było przeszukiwane, lasy, łąki, rzeki. Zresztą nie tylko w Londynie trwały poszukiwania. Cała Wielka Brytania była w to wmieszana. Zdjęcia Angel były porozwieszane na co drugim słupie i w każdym sklepie na drzwiach. Czy miało to sens? A jeśli ona już nie żyje? Jeśli to wszystko na marne? Angel jakby rozprysnęła się w powietrzu. Była i jej nie ma. Jakby nigdy nie istniała. Po prostu zniknęła.
-Niestety nie mamy żadnych nowych informacji. -odezwał się w moją stronę policjant, kiedy kolejny raz zapytałam czy coś znaleźli.
-To niewiarygodne, że oprócz tego jednego szalika nie ma nic więcej. A może Angel wcale nie zaginęła? -dobra, to było dziwne. Jak nie zaginęła? Przecież jej nie ma!
-Co ma pan na myśli? -czy policjanci są aż tak głupi? Mojej siostry nie ma od pięciu dni.
-Nie wiem. Hmm... Może to, że pani dobrze wie, gdzie jest Angel i tylko upozorowała jej zaginięcie, aby zrobić zamieszanie? -co do cholery? Nie, on tego nie mógł powiedzieć.
-Jak pan śmie tak mówić?! W życiu nie wykorzystałabym mojej siostry do czegoś takiego! Jest pan bezczelny! -zaczęłam na niego krzyczeć, a po chwili zaczęłam desperacko okładać jego klatkę piersiową pięściami. Powstrzymał mnie Harry, odciągając mie od mężczyzny i mocno mnie przytulając. Płakałam. Funkcjonariusz wyprowadził mnie z równowagi. Jak mógł zarzucać mi takie rzeczy?
-Przepraszam. Powiedziałem to tylko, aby sprawdzić pani reakcję. Nie twierdzę, że pani ukryła Angel. Musiałem tylko sprawdzić jak zareaguje i nie zauważyłem nic podejrzanego. -zaczął się tłumaczyć, lecz to wcale nie zmieniło mojego zdania na jego temat. Z całego serca go nienawidziłam.
Harry zabrał mnie do mojego mieszkania. Nie byłam w nim od pięciu dni, głównie z tego powodu, że do Londynu przyjechała „moja matka”. Mike ją tu ściągnął. Stwierdził, że powinna tu być, zresztą kiedy dowiedziała się o zaginięciu Angel, sama też chciała bardzo przyjechać. Jedyne co mogłam jej zaoferować to niewygodna kanapa w salonie. Nie pozwoliłam jej wpuszczać do mojego pokoju. Nie chciałam się też z nią spotkać, jednak musiałam zabrać kilka rzeczy z mieszkania, ponieważ w domu Harr'ego nie miałam zbyt wielu swoich ubrań, jedyne parę rzeczy, których nie zabrałam, wyprowadzając się ponad miesiąc temu.
Gdy weszliśmy do mieszkania, matka siedziała w kuchni, a Mike w salonie przed telewizorem. Nie zamierzałam iść się przywitać. Od razu poszłam z Harry'm do mojej sypialni i do niewielkiej walizki spakowałam kilka pierwszych, lepszych rzeczy. Nie zamierzałam wybierać czegoś szczególnego. Wystarczyło, aby rozmiar się zgadzał. Nie wybierałam się na pokaz mody, a w tym momencie miałam większe zmartwienia niż to, czy bluzka pasuje do spodni, butów, czy torebki. Gdy zbieraliśmy się już do wyjścia, w korytarzu pojawiła się kobieta, która mnie urodziła.
-Allyson... -zaczęła mówić cichy, głosem. Zignorowałam to. Nawet nie odwróciłam się w jej stronę, tylko kontynuowałam zapinanie płaszcza. -Przepraszam. -dodała, kiedy miałam zamiar opuścić mieszkanie. Poczułam jak Harry mocniej ściska moją dłoń. To zdecydowanie nie był odpowiedni czas na kłótnie, ale z drugiej strony nie mogłam tego zignorować.
-Daruj sobie, ok? -odważyłam się odezwać.
-Córeczko... -ponownie zaczęła.
-Nie mów tak do mnie. Nie jestem już twoją córką. Sama to powiedziałaś. Zapomniałaś? -odpowiedziałam jej, sztucznie się uśmiechając. Było mi wszystko jedno, jak zareaguje na to. Może mnie zwyzywać, uderzyć, cokolwiek. Mam ją naprawdę w głębokim poważaniu.
-Przepraszam, żałuję tego. -powiedziała cicho.
-Żałujesz? Gratuluję, że do tego doszłaś. Tylko trochę za późno. -nie chcąc z nią dłużej rozmawiać, wyszłam z mojego własnego mieszkania, a Harry zaraz za mną. Miałam dość wszystkiego. Szłam dość szybko. Chciałam być jak najdalej od tej parodii wspaniałej rodziny.
-Hej, nie denerwuj się. -Harry przytulił mnie, kiedy byliśmy już na dole.
-Nie nawidzę jej! -mimowolnie podniosłam głos. Byłam bardzo zła.
-Wiem to skarbie. Ale mamy teraz większe zmartwienia na głowie niż ta kobieta. Nie ma sensu psuć sobie już i tak bardzo poszarpanych nerwów. -próbował mnie uspokoić. Trochę mu się udało. Nie kontynuując tematu, włożyłam niewielką walizkę do bagażnika, a sama zajęłam miejsce pasażera. Próbowałam ochłonąć jednak do moich myśli wracały wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Nie mogłam zapomnieć jak potraktowała mnie własna matka. Uderzyła mnie. Poniżyła mnie. W dodatku już raz jej wybaczyłam. Starałam się zapomnieć o jej wcześniejszych błędach, jednak za drugim razem nie mogłam już jej darować. Dałam jej szansę, której nie wykorzystała. A teraz, kiedy przyszły ciężkie chwile wraca jak pies z podkulonym ogonem i śmie nazywać mnie swoją córką, zapominając, że wcześniej się mnie wyparła. Nie, nie mogę jej tego tak po prostu darować. Nigdy jej tego nie wybaczę. I zaginięcie Angel jej w tym ani trochę nie pomoże. Martwię się o siostrzyczkę, ale to nie sprawi, że przebaczę matce.
-Lyn. -Harry dotknął mojego ramienia, sprawiając, że powróciłam myślami do rzeczywistości. -Wiem, że tym się zadręczasz. Nie możesz tego robić. Nie teraz. -dobrze wiedział z jakiego powodu się zamyśliłam. To tak jakby czytał mi w myślach. Byliśmy tak blisko, że rozumieliśmy się bez słów.
-Jest mi z tym ciężko Harry. -westchnęłam wpatrując się w przestrzeń. Byliśmy pod mieszkaniem Harr'ego, jednak nie wychodziliśmy z samochodu.
-Wiem Lyn. Dobrze o tym wiem. Widzę, że ciągle o tym myślisz, że to Cię przytłacza. Chciałbym zabrać od Ciebie te myśli, ale nie mogę. I nikt inny też tego nie zrobi. Sama musisz się z nimi uporać, pokazać samej sobie, że jesteś silna, bo one będą wracać ciagle. -dobrze wiedziałam, że ma rację. Jeśli pozwolę im objąć przewagę nad moim umysłem, nigdy się nie podniosę. Muszę walczyć sama ze sobą. W ostatnim czasie wydarzyło się dużo złego i teraz to wszystko się skumulowało i zaatakowało moje myśli. Nie mogę temu pozwolić wygrać.
-Dziękuję, że jesteś. -spojrzałam się na chłopaka i złapałam go za rękę. On uśmiechnął się do mnie smutno. Wiedziałam, że przeżywa to równo mocno jak ja, ale jest silniejszy. Zresztą ostatnie wydarzenia dotknęły każdego z naszego otoczenia. Odwołano koncerty, nagrania, wywiady, sesje. Wiadomość o zaginięciu Angel została podana w mediach. Oczywiście nie zapomniano dodać, że to moja siostra, a ja jestem dziewczyną Harr'ego. To wszystko podsyciło. Mimo, że dużo osób zaangażowało się w poszukiwania, to również powstało mnóstwo fałszywych plotek.
Weszliśmy do mieszkania chłopaka. Styles zajął się odgrzewaniem wczorajszej kolacji, a ja usiadłam w salonie przed telewizorem. Nie włączyłam jednak urządzenia. Wpatrywałam się tępo w ekran, próbując zrozumieć, dlaczego mnie to spotkało. Dlaczego to spotkało Angel?
-Lyn... -poczułam na moim ramieniu dłoń Harr'ego. -Chodź do jadalni. -powiedział łagodnie, jakby bał się, że jego słowa mogą mnie zaboleć.
Bez słowa wstałam i poszłam do jadalni, gdzie usiadłam naprzeciwko chłopaka. Cicho westchnęłam, patrząc na talerz. Nie byłam głodna. Nie miałam siły operować sztućcami, a co dopiero zmusić mój organizm, aby cokolwiek przełknąć.
-Skarbie... -kiedy usłyszałam głos Harr'ego, niepewnie podniosłam na niego wzrok. -Musisz zjeść chociaż połowę. Rano zjadłaś tylko jedną kanapkę, a potem już nic. -zacisnęłam usta w wąską linię i pokręciłam głową. Nie chciałam. Harry ciężko westchnął, po czym wstał i usiadł na krześle obok mnie, nabierając na mój widelec trochę makaronu. Zmarszczyłam brwi, widząc jego poczyniania.
-Otwórz buzię. -powiedział całkiem poważnie. Więc chciał mnie nakarmić? Na początku myślałam, że żartuje, jednak kiedy zobaczyłam jego poważny wyraz twarzy i to, że wciąż trzyma widelec przy moich zamkniętych ustach, wiedziałam, że nie mam już nic do powiedzenie.
Po kolacji poszliśmy do salonu. Starałam się zająć czymś moje myśli, więc włączyłam laptopa i zaczęłam czytać teksty nowych piosenek. Całkowicie nie mogłam się na tym skupić, nie miałam pojęcia o czym one są. Harry natomiast włączył telewizję na jakimś programie z informacjami. Odłożyłam laptopa na stolik. Chciałam wtulić się w ciało Styles'a, ale zetknęłam się z samym powietrzem. Pewnie poszedł do łazienki. Spojrzałam na ekran telewizora, gdzie mój wzrok przykóło jedno hasło „Czy Angel jeszcze żyje?”. Chwile później reporter zaczął opowiadać o zaginięciu mojej siostry, mówią, że policja nie ma żadnych nowych informacji. Mocno zacisnęłam usta i sięgnęłam po pilot, po czym wyłączyłam telewizor. Nie chciałam tego słuchać. Nie chciałam żeby to było prawdą. Wolałabym gdyby to był tylko koszmar, z którego nie mogę się obudzić. Kiedy zdałam sobie sprawę, że tym koszmarem jest moja rzeczywistość, mocno cisnęłam pilotem o ścianę, sprawiając, że rozleciał się na kawałki. Chwilę później to samo zrobiłam z porcelanowym talerzykiem, leżącym na stoliku i dwoma szklankami. Rozbiły się na wiele małych kawałków, robiąc przy tym duży hałas. Chciałam sięgnąć po kolejną rzecz, jaką był duży, szklany wazon, jednak poczułam, jak obejmują mnie silne ramiona, powstrzymując przed jakimkolwiek ruchem.
-Puść mnie! -zaczęłam się szarpać, próbując uwolnić się z ramion Harr'ego. Ten jednak obrócił mnie w swoją stronę i mocno przytulił. Nie miałam siły z nim walczyć. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i zaczęłam cicho łkać. Harry natomiast jedną ręką gładził mnie po plecach, starając uspokoić mnie. Nie wiem ile tak staliśmy. Pięć minut, może dziesięć, albo pół godziny. Przez ten czas zdążyłam się uspokoić.
-Nie chcę takiego życia Harry. -szepnęłam, podnosząc wzrok na chłopaka.
-Ona się znajdzie, obiecuję Ci to. -złożył pocałunek na moim czole. Cicho westchnęłam, ponownie się w niego wtulając.
-Nie mam już siły. Dlaczego akurat ona? -mój głos ponownie zaczął się łamać. Byłam tak słaba. Nie dostałam odpowiedzi. Ani ja, ani Harry jej nie znaliśmy.
***
Czekałam w sypialni na Harr'ego, który brał prysznic. Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Pewnie to znowu Niall z pytaniem „jak się czuję”. Leniwie sięgnęłam po komórkę, która leżała na szafce. Przejechałam palcem po ekranie, odblokowując go. Nie myliłam się, dostałam wiadomość, jednak nie była ona od Niall'a. Nieznany numer. Nigdy wcześniej nie dostałam od niego żadnej wiadomości. Zmarszczyłam brwi, przyglądając się cyferkom. Po chwili otworzyłam wiadomość.

„Wszystko ma swoją cenę. Sława też.”


_______________________
Witajcie kochani!

Pamiętacie jeszcze o tym opowiadaniu? Dwadzieścia minut temu pomyślałam sobie, że skoro jestem w domu i odrobiłam już wszystkie lekcje, to może dokończę dawno zaczęty rozdział DFM i jest! Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny rozdział, ale mam nadzieję, że niedługo. Nie zaczęłam go nawet, ale wiem co w nim będzie od początku do końca, więc może jeśli się zbiorę to nawet w internacie w tygodniu napiszę coś, oczywiście jeśli nie będę miała nic zapowiedziane do szkoły... Poza tym tam piszę na tablecie, więc będzie wolniej. "Wszystko ma swoją cenę." Szkoła też xD Przez ten cholerny internat i to, że chodzę do dobrej szkoły w Warszawie nie mam na nic czasu bo nauki mam bardzo, bardzo dużo...

No to tyle, do napisania!

Emily ;)