poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Don't Forget Me | Rozdział 10

„Halyn to ustawka.”
„Harry Styles i Alice Bailey nie są naprawdę parą.”
„Alice Bailey jest dziewczyną Harr'ego Styles'a tylko po to, aby wybić się w show biznesie.”
„Jak szybko skończy się ten fałszywy związek?”
W ostatnich tygodniach to są tytuły głównych artykułów w kolorowych czasopismach, czy na stronach plotkarskich. Piszą o tym dosłownie wszędzie. Media nie chcą nam dać spokoju. Najśmieszniejsze jest to, że kiedy byliśmy ustawką, każdy pisał jak to idealnie pasujemy do siebie, jak bardzo się kochamy, a teraz, kiedy naprawdę jesteśmy razem, twierdzą zupełnie inaczej. To jest bardzo uciążliwe. Na każdym kroku znajdzie się osoba, która życzy nam źle.
-Nie przejmuj się tym. Dobrze wiesz, że piszą to tylko po to, aby narobić sensacji i zarobić pieniądze. -Harry przytulił mnie, kiedy po raz kolejny było mi przykro z powodu tych plotek.
-Trudno jest się nie przejmować. -westchnęłam. -Gdzie się nie obejrzę, jest ktoś z aparatem, podchodzą dziennikarze, rzucają obelgmi w moją stronę. Czuję się jakbym naprawdę żerowała na twojej sławie. -miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Miałam problem przejść niezauważona małą ruchliwą ulicą, a co dopiero w miejscu publicznym, gdzie jest dużo osób.
-Oni robią to specjalnie. -starał się jakoś podnieść mnie na duchu.
-Myślisz, że tego nie wiem? Wiem po co to robią, ale to jest męczące. -byłam zrezygnowana, miałam dość tej chorej sytuacji. Od jakiegoś czasu cały świat mówi o naszym niby ustawionym związku.
***
Czułam się dziwnie na imprezie, gdzie było mnóstwo sławnych osób. Co i rusz wokół nas kręcił się jakiś wścibski paparazzi, które nie chciał dać nam spokoju. Śledził dosłownie każdy nasz ruch. Wcześniej nie przeszkadzało mi to, jednak teraz chciałabym się ich wszystkich pozbyć.
-Lyn, poznaj Calum'a i Michael'a. -Harry zapoznawał mnie z kolejnymi swoimi znajomymi. Tego wieczora poznałam już wiele osób, więc nie dziwne, że w większości nie zapamiętałam imion.
-Umm, cześć. -przywitałam się zmieszana, kiedy z boku pojawił się kolejny koleś z aparatem.
-Miło Cię poznać Lyn. -Calum zamiast podać mi rękę, przytulił mnie. Niestety wścibski fotograf musiał zrobić nam zdjęcie. Już widzę jutrzejsze nagłówki na portalach plotkarskich.
-Wystarczy już tych czułości Cal. -Harry cicho się zaśmiał, choć po jego wzroku widać było, że był lekko wkurzony. Jest o wszystkich zazdrosny, nawet o Niall'a, który ma dziewczynę.
-Co słychać Lyn? -zapytał się Michael, który nie wiadomo z czego się cieszył. Nie wiem czemu czułam się dziwnie w ich towarzystwie. Byłam skrępowana i zawstydzona. Nie pasowałam do nich. Każdy z nich wypracował swój sukces, a ja tylko żerowałam jak pasożyt na sławie innych. To nie jest w porządku.
-Hmm, fajne włosy. -chłopak miał białe włosy z kolorowymi pasemkami.
-Serio? Calum'owi się nie podobają. -zaśmiał się. Trochę mnie przerażał. Był wysoki, dobrze zbudowany, miał kolorowe, rozpirzone na wszystkie strony włosy i niemalże białą skórę.
-Co mnie mieszasz do swoich włosów? Jakbym był dziewczyną, to może powiedziałbym Ci, że mi się podobają, ale gejem nie jestem. -chłopak miał ogromne poczucie humoru. Miałam ochotę zacząć się śmiać, jednak wiedziałam, że musiałam uważać na to, co robię, ponieważ na każdym kroku byłam obserwowana.
-Idę do toalety, zaraz wrócę. -szepnęłam do Harr'ego i zostawiłam go z chłopakami. Nie czułam się tego dnia najlepiej. Wolałam zostać w domu, ale obiecałam Styles'owi, że pójdę z nim.
-Znowu się spotykamy. -usłyszałam za sobą głos, który zdąrzyłam poznać kilka dni temu. Kendall Jeneer we włosnej osobie.
-Niestety... -mruknęłam cicho pod nosem, mając nadzieję, że dziewczyna tego nie usłyszy, a ja jak najszybiej uwolnię się od jej osoby.
-Wiem, że pewnie mnie nie lubisz. W sumie Ci się nie dziwię. Też nie przepadałam za dziewczynami, które były przede mną. -brunetka nie zamierzała puścić mnie wolno.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz. -próbowałam zignorować to, co powiedziała. Nie miałam ochoty z nią rozmawiać.
-Po prostu posłuchaj co mam Ci do powiedzenia i dam Ci spokój. Ja chcę Ci tylko pomóc. Widzę, że wierzysz w uczucia Harr'ego. Wiesz, kiedyś też miałam wrażenie, że coś między nami jest. Byliśmy naprawdę blisko i tu nie chodzi o to, że spaliśmy ze sobą. Myślałam, że mogę mu zaufać, że mogę go pokochać. On nie odwzajemnił moich uczuć, choć przez dlugi czas miałam wrażenie, że jednak również mnie kocha. Nie wiem czy nadal macie umowę, czy też nie. Sądzę, że jeśli nie, to ty o tym nie wiesz. Takie osoby, jak Harry się nie zmieniają nigdy. Nawet jeśli codziennie Ci powtarza, że bardzo Cię kocha, że jesteś jego całym światem, nie musi to być prawdą. Mi też tak mówił, a na sam koniec powiedział, że żadna z tych rzeczy nie była prawdą i mam o nim zapomnieć. Styles jest naprawdę dobrym aktorem. I nawet mogłabym uwierzyć, że Cię kocha, gdyby nie to, jak się zachowywał, kiedy wyjechałaś. Pewnie Ci wmówił, że bardzo za tobą tęsknił, ale nie było tego widać. Ciągle wychodził z chłopakami na jakieś imprezy, podrywał przeróżne dziewczyny. Dosłownie chodził od jednej do drugiej. Wstyd mi się przyznać, ale tak wyszło, że spędziłam z nim noc. Mówię Ci to, ponieważ widzę jak bardzo Ci na nim zależy. Nie chcę popsuć niczego między wami. Jesteś wspaniałą dziewczyną i zasługujesz na prawdę. On nie jest odpowiednią dziewczyną dla Ciebie. Jest wielu innych chłopaków, którzy będą dla Ciebie o wiele lepsi jak Harry, którzy będą mogli Cię naprawdę pokochać. -mogłabym wszystko wpuścić jednym uchem, a wypuścić drugim, ale słów o tym, że spała z Harry'm i to wtedy kiedy niby mnie kochał, nie mogłam zignorować. Co jeśli to jest prawda? Jeśli Kendall nie kłamie i ma rację co do Harr'ego? A może specjalnie to robi, aby rozwalić nasz związek, ponieważ czuje coś do Harr'ego?
-Właściwie to nie mam najmniejszego powodu, aby Ci uwierzyć w te wszystkie rzeczy. Nie obchodzi mnie to, że zakochałaś się w Harry'm, czy się z nim pieprzyłaś. To nie jest moja sprawa, więc z łaski swojej nie wpieprzaj się w nie swoje sprawy. -powiedziałam do niej najspokojniej jak potrafiłam i nawet uśmiechnęłam. Gdy tylko się odwróciłam, moja mina całkowicie się zmieniła. Wciąż w głowie miałam jej każde słowo. Ale nie mogę jej pokazać, że przejęłam się nimi. Nie teraz, nie przy wszystkich. Muszę dowiedzieć się prawdy, ale w jak najcichszy sposób. W tłumie znalazłam Harr'ego i udając, że wszystko jest w porządku podeszłam do niego.
-Hazz, nie czuję się najlepiej. Wiem, że jest wcześnie i nie chcę Ci psuć tego wieczoru. Widzę, że dobrze się bawisz, więc mogę wziąć samochód, a ty wrócisz z Niall'em? -udawałam, że się źle czuję, aby jak najszybciej uwolnić się z tej imprezy. Od początku mi się tu nie podobało, a Kendall spowodowała, że jeszcze bardziej nie chciałam tu być.
-Jasne, tylko uważaj na siebie. -podał mi kluczyki i musnął moje usta na pożegnanie. Czym prędzej opuściłam klub i wróciłam do domu. Od razu położyłam się, jednak nie mogłm usnąć. W mojej głowie krążyło wiele myśli na temat Harr'ego i Kendall. Byli ze sobą tylko dla umowy. Nic nigdy więcej nie było między nimi. Nie mogło być. Harry by mi przecież powiedział. Prawda?
***
Mimo, że ta sprawa z Kendall wydawała mi się podejrzana i byłam niemalże pewna, że powiedziała to tylko dlatego, że była zazdrosna, to i tak musiałam dowiedzieć się jak najwięcej w tej sprawie. Coś w środku podpowiadało mi, że trzeba to wyjaśnić. Postanowiłam zacząć od Niall'a. Jest moim przyjacielem. On nigdy by mnie nie okłamał. Jeśli coś wie, powie mi prawdę. Jestem tego pewna, w końcu się przyjaźnimy.
-Wychodzisz gdzieś? -Harry zatrzymał mnie, kiedy zamierzałam opuścić mieszkanie.
-Tak, miałam zamiar odwiedzić Niall'a. Odkąd wróciłam do Londynu, nie miałam okazji z nim tak bardziej porozmawiać. -jak najszybciej próbowałam wyjść z mieszkania i pojechać do przyjaciela.
-To może pojadę z Tobą? -zaproponował Styles. Tylko tego jeszcze brakowało...
-Nie, nie. Nie ma takiej potrzeby. Masz Niall'a na co dzień, a ja chciałam się z nim spotkać, porozmawiać. -Harry nie mógł dowiedzieć się po co jadę do Niall'a, więc musiałam go jak najszybciej spławić. Całkowicie nie był mi tam potrzebny.
-Ah, no dobra. Tylko dziwnie się trochę zachowujesz. Od rana mnie unikasz. Coś się stało? -oh, nie był taki głupi za jakiego go uważałam. Rzeczywiście utrzymywałam dystans między nami, ponieważ trudno mi było traktować go normalnie, kiedy dzień wcześniej dowiedziałam się tylu rzeczy i nie wiedziałam czy są prawdziwe.
-Nic się nie stało. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Po prostu chcę się spotkać z Niall'em. -skłamałam, aby uwolnić się już od Harr'ego i jego dociekliwości. Nie czekając na jego odpowiedź, wyszłam z mieszkania. Po kilku minutach jazdy samochodem byłam już u Niall'a.
-Lyn, coś się stało? To dziwne, że zadzwoniłaś tak nagle i poprosiłaś o spotkanie. -Horan wydawał się zmartwiony.
-Chciałabym z tobą porozmawiać, tylko obiecaj, że będziesz szczery i nic nikomu nie powiesz o tej rozmowie. -od razu zaczęłam temat. Nie było sensu zwlekać. Chciałam mieć to już za sobą.
-Obiecuję, że będę szczery i nikomu nic nie powiem, tylko mów już do cholery o co chodzi, bo się martwię o Ciebie. Zachowujesz się dziwnie. Bardzo dziwnie. -oh, jaki on spostrzegawczy. Niall zna mnie najlepiej z żyjących osób. Oczywiście Beccy znała mnie lepiej, ale niestety jej już nie ma tutaj ze mną.
-Czy Harr'ego łączyło coś kiedykolwiek z Kendall Jeneer? I nie mam tu na myśli umowy. Czy oni się spotykali, kiedy ja wyjechałam? Czy było coś między nimi? -zaczęłam się dopytywać. Zauważyłam, że Horan był zaskoczony. Najwidocznie nie takiego tematu się spodziewał.
-Znaczy oni się spotkali kilka razy... -odpowiedział zmieszany Horan. Coś było na rzeczy.
-Spotkali? -spytałam dociekliwie. -Coś więcej poza spotkaniem?
-Cholera, Lyn, błagam Cię, nie pytaj się mnie o to! Obiecałem mu, że nic nikomu nie powiem, tym bardziej tobie. Nie mogę nic więcej powiedzieć. -był bardzo zdenerwowany. Jego zachowanie było dziwne. Czego on nie chce mi powiedzieć.
-Jesteśmy przyjaciółmi Niall. Nie możesz mi powiedzieć tego, że Harry spał z Kendall, kiedy ja byłam w Chicago? -wciąż zachowywałam spokój. Gdybym zaczęła krzyczeć, Niall by jeszcze bardziej się zdenerwował i nic bym z niego nie wyciągnęła.
-Skąd ty to wiesz? -był zdziwiony, że wiedziałam o tym fakcie.
-Mam to potraktować za „tak”? Czegoś jeszcze nie powinnam się nigdy dowiedzieć? -moje serce rozpadło się na milion kawałków. Twierdził, że mnie kocha, a w tym samym czasie pieprzył się z Kendall. Cudownie.

-Nie. Tylko tyle. -tylko, czy aż? To jakiś pieprzony żart? No tak, było cudownie, jak w bajce, a bajki mają to do siebie, że kiedyś się kończą. Moja właśnie się skończyła.


_______________________

Hej :)

Rozdział jest nie sprawdzany, jestem nad morzem i dodaje notkę z tableta, którego nie ogarniam jeszcze do końca... W dodatku zapomniałam zapisać na bloggerze rozdziałów z help me i przez 2 tygodnie nie będzie tam rozdziałów.

~Emily

Tt/ask: @EmilyJenny_

wtorek, 29 lipca 2014

Don't Forget Me || Rozdział 9

"Why are we
Strangers when
Our love is strong
Why carry we on without me?"

~.~
Myślałam, że kiedy wrócę do współpracy z Rose, będę stopniowo wchodzić w świat show biznesu. Szefowa miała inne zdanie na ten temat i od razu puściła mnie na głęboką wodę. Przecież dla Rose najważniejsze jest zamieszanie i rozgłos. Stwierdziła, że musi być głośno, żeby mnie zauważyli. Taa, głośno. I jest głośno. Od razu załatwiła mi sesje, wywiady. W tempie natychmiastowym wróciłyśmy do nagrywania mojej debiutanckiej płyty i coraz bliżej nam do końca. Już nawet jest zaplanowany termin premiery.
-Lyn, mam jutro wolne. Może pójdziemy do kina, albo na zakupy? -zaproponował Harry, odrywając mnie od nauki nowych tekstów piosenek.
-Jutro nie mam czasu. Mam wywiad dla „Teen Vogue”. Mówiłam Ci o tym kilka dni temu, zapomniałeś? -przypomniałam chłopakowi i wróciłam do mojego poprzedniego zajęcia, czyli nauki tekstów.
-Nie możesz tego odwołać? -próbował mnie przekonać, co było naprawdę ogromnym błędem w jego przypadku.
-Nie Harry. Nie mogę tego odwołać. Wiesz, jak długo czekałam na ten wywiad. -od razu zaprzeczyłam i starałam się nie wybuchnąć. Dla niego to takie proste „odwołaj”. Miejsca One Direction w show biznesie jest ustabilizowane, więc nie mają o co się martwić i jeden wywiad w tą czy w tą, nie zrobią żadnej różnicy w ich karierze. Za to w mojej ten jeden wywiad może zmienić dużo.
-No dobra. Rozumiem. A kiedy znajdziesz trochę czasu dla mnie? -spytał dziwnie spokojny. Próbował powstrzymać swoją złość. Nic nie poradzę na to, że muszę pracować.
-No przecież teraz siedzimy razem. -zauważyłam istotną rzecz, a Harry posłał mi mordercze spojrzenie. Chyb jednak nie o to mu chodziło...
-Nie to miałem na myśli. -a jednak nie o to mu chodziło. -Kiedy znajdziesz dla mnie czas na co najmniej kilka godzin, abyśmy mogli gdzieś wyjść, albo nawet spędzić miło razem popołudnie bez zmartwień o pracę, a nie tak jak teraz, kiedy jesteśmy razem, a ty i tak siedzisz z głową w papierach. -wytłumaczył mi wszystko. Zrezygnowana odłożyłam teksty na stół. Miał rację. Od kilku tygodni tak właśnie wygląda nasz związek. Codziennie wracamy około 17 z pracy, oboje jesteśmy zmęczeni, a czasami mamy coś jeszcze do zrobienia. W weekendy zazwyczaj wychodzimy na jakieś spotkania, kolacje, imprezy, które są również związane z pracą, a zdarza się nawet, że musimy wychodzić osobno. Ta sława jest uciążliwa.
-Sobotę i niedzielę mam wolną. -powiedziałam, przeglądając wolne terminy w kalendarzu.
-Sesja do nowej trasy. -odpowiedział zrezygnowany Hazz.
-Przez dwa dni? -zapytałam zdziwiona. Jeden dzień, ale dwa?
-Tak, dwa. Sam się dziwię, że dwa dni, ale nic na to nie poradzę. Tak zarządził szef i nie mam nic do gadania. Przyszły weekend? -dał kolejną propozycję.
-Tylko niedziela. -miałam ochotę rzucić to wszystko w cholerę. A co będzie, jak zaczną nam się trasy? Wątpię, aby wolne dni nam się pokrywały.
-W sobotę mieliśmy iść na imprezę z chłopakami z 5 Seconds of Summer. -przypomniał mi Harry. Całkowicie o tym zapomniałam.
-Będziesz musiał iść sam. Impreza firmowa. -gdybym tylko mogła to odwołać... Zdecydowanie bardziej wolałam iść na imprezę z chłopakami, niż być na nudnej „imprezie”, której nie da się nazwać imprezą z zarządem, tylko sztywną posiadówką.
-Właśnie dlatego też nie chciałem, żebyś pracowała... Teraz nie masz dla mnie czasu. -powiedział rozczarowany.
-Postaram się wyjść wcześniej z tej imprezy. -próbowałam znaleźć jakieś rozwiązanie w tej sytuacji.
-Nie uciekaj od rozmowy. Tak będzie już ciągle? Jak mieliśmy umowę, spędzaliśmy więcej czasu niż teraz, bo Rose zależało na tym, żebyśmy się pokazywali razem, a teraz ma dosłownie gdzieś co czujesz, tyle żeby było jak najlepiej dla niej! -był zdenerwowany i to bardzo. Nie dziwię się. Też miałam tego wszystkiego dość.
-Porozmawiam z Rose. Dobrze wiesz, że ja mam najmniej do gadania w tej sprawie. -z bezradności przytuliłam się do chłopaka. To była dziwna sytuacja, która wydawała się bez wyjścia. W ten sposób tylko oddalamy się od siebie. Czy tak miał wyglądać nasz związek? Bo ja wyobrażałam sobie to wszystko inaczej.
***
-Rose, nie możemy trochę zwolnić? Praktycznie ciągle pracujemy na najwyższych obrotach. Po co się tak z tym wszystkim śpieszymy? -następnego dnia zaczęłam rozmowę na ten temat z szefową. Nie powiem, bałam się i to bardzo. Rose była nieprzewidywalna. Bałam się, że kiedy zwrócę jej uwagę, ona będzie zła i nie będzie chciała dalej ze mną pracować.
-Tylko czekałam aż się o to zapytasz. -kobieta się zaśmiała. Czy ona zawsze musi tak przeciągać temat i nie może od razu dać jasnej odpowiedzi? To już się chyba u niej nie zmieni. -To był tylko taki okres próbny. Chciałam sprawdzić czy dasz radę pracować w takich warunkach, bo niestety życie nie jest zawsze kolorowe i czasami będą takie dni, kiedy będziemy tak ciężko pracować. Podołałaś zadaniu, więc możemy już zwolnić. Wiem, że tu chodzi bardziej o Harr'ego niż o Ciebie. Wystarczająco dobrze znam Cię Lyn, żeby stwierdzić, że jeśli ktoś Ci daje możliwość wykazania się, dajesz z siebie wszystko. -kontynuowała. Może miała rację, ale nie do końca. Tak było, kiedy była ze mną jeszcze Rebecca, kiedy pracowałam żeby mieć pieniądze dla niej. Wtedy martwiłam się o każdy gorsz i mogłam zarywać nocki, aby tylko zarobić więcej. Teraz nie muszę się już o to martwić. Zarabiam wystarczająco dużo, aby zapewnić swoje podstawowe potrzeby i mieć na inne przyjemności.
-Dobrze, więc będę mogła mieć więcej luzu? -spytałam z nadzieją w głosie.
-Idź już do domu i nie pokazuj mi się na oczy przez dwa tygodnie. Wszystkie spotkania masz odwołane. -odpowiedziała bez większego zastanowienia. Dwa tygodnie?
-Ale... -nie dane było mi skończyć to zdanie.
-Nie ma żadnego „ale”. Rozmawiałam z Paul'em. Harry też ma wolne. Znikaj mi z oczu, bo zmienię zdanie. -Rose zaczęła mnie wyganiać. Wow. Spodziewałam się zwolnienia tempa pracy, ale nie dwutygodniową przerwę. Jak najszybciej wyszłam z biura. Skoro mam wolne, trzeba to jakoś wykorzystać. Po półgodzinnej jeździe samochodem znalazłam się w domu.
-Nie powinnaś być w pracy? -Harry zdziwił się, kiedy zobaczył mnie wcześniej niż powinnam wrócić.
-Powinieneś powiedzieć jak bardzo się za mną stęskniłeś, a nie mówić o mojej pracy. -odpowiedziałam ironicznie, zdejmując niewygodne balerinki.
-Oh, przepraszam. Zacznę od nowa. Cześć kochanie, wiesz jak bardzo się za tobą stęskniłem? -od razu się poprawił, co wywołało u mnie śmiech. -A tak naprawdę czemu nie jesteś w pracy? -widocznie go o zaciekawiło.
-Mam wolne przez dwa tygodnie. -uśmiechnęłam się na samą myśl urlopu.
-Czyli telefon do Rose podziałał. -Styles się szeroko uśmiechnął.
-Zaraz, ty do niej dzwoniłeś i poprosiłeś o to, aby dała mi wolne? -trochę mnie to zdenerwowało. Nie musiał tego robić. Sama chciałam poprosić szefową o przerwę, a Harry mnie ubiegł. Nie lubię, kiedy ktoś załtwia moje sprawy za mnie.
-No spokojnie. Nic przecież złego nie zrobiłem. Nie miałem innego wyjścia, nie miałaś dla mnie całkowicie czasu. -może i miał rację, ale mógł to ze mną omówić. Tym bardziej, że sama miałam to zrobić.
-Nie musisz mnie we wszystkim wyręczać. Sama mogłam to zrobić. -skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej. Nie chciałam się z nim kłócić, ale nie mogłam też pozwalać, aby tak się zachowywał. Jakieś zasady muszą być. Nie jesteśmy już niezależnymi od siebie osobami. Razem tworzymy prawdziwy związek, więc powinniśmy unikać takich sytuacji jak ta.
-I tak każdy wie, że nie zrobiłabyś tego. Wiem jak ta praca dużo dla Ciebie znaczy. -był spokojny, nie krzyczał, nie złościł się. Aż dziwne.
-Nie Harry. Sama dzisiaj zaczęłam rozmowę z Rose, aby dała mi trochę wolnego, a ona bez problemu się zgodziła. To oczywiste, że gdybyś z nią nie rozmawiał, musiałabym z nią negocjować mój urlop. -wyjaśniłam chłopakowi, który zdziwił się na moje słowa. Jego usta uformowały się w literę „O”. Wyglądał co najmniej śmiesznie.
-Ty? Naprawdę? Serio chciałaś to zrobić? -był bardzo zaskoczony. W końcu przez ostatnie dni ciągle mówiłam mu jak bardzo ta praca jest dla mnie ważna i nie mogę sobie pozwolić na żaden choćby najmniejszy błąd.
-Tak, ja. I zamknij tą buzie, bo Ci mucha tam wleci. -zaśmiałam się z chłopaka. -Skoro oboje mamy dwa tygodnie wolnego, to może skorzystamy z tego, a nie będziemy dyskutować na beznadziejny temat.
-To co proponujesz? -spytał, obejmują mnie w talii i posyłając jednoznaczne spojrzenie.
-Myślałam nad wspólnymi zakupami. -dobrze wiedziałam, że chłopak miał coś zupełnie innego na myśli.
-A ja myślałem nad czymś innym, ale skoro wolisz zakupy i to wspólne, to lepsze to niż nic. -zrezygnowany przystanął na moją propozycję.
Wspólne zakupy były zdecydowanie jednym z lepszych pomysłów na ten dzień. Pierwsze prawdziwe wspólne zakupy. Pamiętam jak w trakcie trwania umowy, pierwszy raz byliśmy razem na zakupach. Harry zachowywał się, jakby wcale mnie przy nim nie było i kupił sobie takie same adidasy, jak miałam ja. Potem zaatakowała go grupa fanek, a ja zostałam z boku i podeszła do mnie mała dziewczynka, która wyglądała jak aniołek.
Przez całe popołudnie chodziliśmy po sklepach. Harry co chwila narzekał, że bolą go już nogi, ma dość i chce wracać do domu, a ja za to prowadziłam go do kolejnego sklepu. Od czasu do czasu ktoś posyłał nam dziwne spojrzenie, w końcu zaczyna się robić o nas głośno. Tylko, że teraz ten rozgłos jest nam do niczego nie potrzebny. Co za paradoks, kiedy miało być o nas głośno, my nie chcieliśmy się razem pokazywać, a teraz kiedy chcemy wychodzić razem, nie chcemy aby nas zauważano.
-Muszę iść do łazienki. -szepnął do mnie Harry, kiedy przeglądałam kolejne ubrania na wieszakach.
-To idź. -dalej byłam zajęta szukaniem czegoś odpowiedniego dla mnie. Harry zdecydowanie nie był dobrym kompanem na zakupy. Co chwila marudził i narzekał. Wolałabym pójść na nie z Alex, albo ewentualnie z Niall'em. Zapamiętać na przyszłość – nigdy więcej na zakupy z Harry'm.
-Alice Bailey, proszę bardzo. Jak się czujesz będąc dziewczyną Harr'ego dla umowy? -koło mnie pojawiła się jakaś obca dziewczyna. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wcześniej ją widziała.
-Jakiej umowy? -nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Pojawiła się znikąd i zadaje dość nietypowe pytania. To nie jest normalne.
-Tej, dla której jest z każdą dziewczyną. No wiesz, nagle rok temu zrobiło się o Tobie głośno, a to tylko dlatego, że zaczęłaś się spotykać z Harry'm. Nie ty pierwsza i nie ostatnia. -śmiała mi się prosto w twarz. Muszę przyznać, że była całkiem ładna, gdyby nie zbyt duża ilość pudru na twarzy.
-Nie jestem z Harry'm dla żadnej popieprzonej umowy. -starałam się zachować spokój. Mogła mi wytknąć wszystko, ale nie to. Kiedyś owszem, ale teraz nie. Harry mnie kocha i nigdy by mnie nie okłamał.
-Oh, czyżby? Cóż, ciekawe jak długo przetrwa ten wasz związek. -zaśmiała się ze swoich słów. Kim ona do cholery jest? -Harry, jak miło Cię widzieć. -pisnęła, spoglądając na coś, a raczej na kogoś za moimi plecami.
-Daj jej spokój Kendall. -odezwał się Hazz, stając przede mną, jakby chciał mnie obronić.
-Wy serio dobrze udajecie. -byłam u skraju wytrzymałości. Miałam ochotę rzucić się na nią i wyszarpać jej te wszystkie, prawdopodobnie doczepiane włosy. Za kogo ona się uważa?
-Lyn, zakupy dokończymy innym razem. Chodź. -Harry złapał mnie za rękę i odwrócił w przeciwną stronę. Dziewczyna wciąż stała w tym samym miejscu.
-Kto to był Harry? -spytałam, kiedy byliśmy już w samochodzie.
-Ktoś, kogo nigdy nie powinnaś spotkać. -odpowiedział, wypuszczając głośno powietrze.
-Czemu? -dopytywałam. Harry ją znał, a ona zachowywała się jakby coś wiedziała.
-Kiedyś byłem z nią dla umowy. -szepnął. I wtedy mnie olśniło. Kendall, Kendall Jeneer. Ta, z którą niby był, kiedy wyjechałam do Chicago.
-Kiedy to było? -spytałam cicho. Nie powiem, że mnie to nie bolało, bo bolało. Tak samo jak wtedy, kiedy przeczytałam artykuł, że z nią jest. Nic nie poradzę na to, że jestem zazdrosna. Jeśli trzymała go chociaż przez chwilę za rękę, trzymała w swojej dłoni cały mój świat. Nic dziwnego w tym, że za nią nie przepadam.
-Jeszcze zanim się poznaliśmy, prawie dwa lata temu. Potem kiedy wyjechałaś, chcieli mnie znowu wpakować w związek z nią, ale odmówiłem. Jedynie spotkałem się z nią z dwa razy, ale przysięgam, że poza tymi dwoma spotkaniami nic nie było między nami. Ona nic dla mnie nie znaczy. Najważniejszą osobą w moim życiu jesteś ty i to się nigdy nie zmieni. -tłumaczył się, ściskając moją dłoń. To wszystko wyjaśniało. Ona po prostu jest zazdrosna, że Harry zakochał się w mnie.

_____________________
Niespodzianka! Jest wcześniej, niż planowałam go dodać, a to tylko dlatego, że jest nudny i stwierdziłam, że nie warto na taki nudny rozdział czekać aż tygodnia xD
Co powiecie na rozdziały co 5, a nie 7 dni? Jestem w stanie dodawać je z taką częstotliwością ALE mam jeden warunek. Tym warunkiem są komentarze. Jeśli będzie ich mniej więcej 40-50, mogę dodawać częściej. Wiem, że jest to możliwe, bo samych obserwatorów już jest 60. No to już od was zależy. Od następnego rozdziału rozkręca się akcja.

Pod hashtagiem #MoreThanFamousFF możecie tweetować o rzeczach związanych z opowiadaniem. Również ja od czasu do czasu zamieszczam pod nim różne informacje i krótkie fragmenty.

~Emily

czwartek, 24 lipca 2014

Don't Forget Me || Rozdział 8

"We'll fall together,
together in love"

~.~
Jedynym plusem i chyba najlepszym tego, że nie pracowałam, było to, że nie musiałam wcześnie wstawać. Nie od dziś wiadomo, że jestem leniem i to ogromnym, więc kilka dodatkowych godzin snu na pewno mi nie zaszkodzi. Kiedy dzisiaj się obudziłam, czegoś mi brakowało, a raczej kogoś. Harry. Pewnie już dawno poszedł do pracy. Nie obudził mnie. Zwykle to robił, żebym wiedziała, gdzie jest. Dzisiaj tego nie zrobił. Nie da się ukryć, że zawiodło mnie to trochę. Spodziewałam się, że teraz będzie mnie przepraszał, błagał o wybaczenie, lecz tak się nie stało. Widocznie nie zależało mu aż tak bardzo, jak twierdził wczoraj. Ale czego ja się spodziewałam? Że przyniesie mi śniadanie do łóżka i bukiet róż herbacianych? Moja wyobraźnia jest naprawdę żałosna.
Usłyszałam jakiś hałas na dole, jakby coś spadło. Bardzo się przestraszyłam. W domu nie powinno być nikogo oprócz mnie, więc miałam prawo się bać. A co jeśli ktoś się włamał? Szybko założyłam na siebie szlafrok i po cichu zeszłam na dół. Najpierw zajrzałam do salonu, nikogo tam nie było. Następnie weszłam do kuchni, gdzie okazało się, że jest Harry. Poczułam ulgę, że to tylko on.
-Już nie śpisz? -Harry odwrócił się w moją stronę, gdy usłyszał, że wchodzę do kuchni.
-Taa, usłyszałam, że ktoś jest w domu i przyszłam sprawdzić. Myślałam, że jesteś w pracy. -odpowiedziałam, siadając przy blacie.
-Odwołali nagrania. -wyjaśnił Styles, wracając do swojej poprzedniej czynności. Swoją drogą, robił coś do jedzenia. Nie mam pojęcia co to było i dla kogo, ale wyglądało apetycznie. -Jesteś głodna? Nie zjadłaś wczoraj kolacji. -taa, nie zjadłam. Po kłótni straciłam całkowicie apetyt. Dało się wyczuć między nami napiętą atmosferę.
-Nie byłam wczoraj głodna. -krótko odpowiedziałam. W porę zdążyłam ugryźć się w język. Miałam ochotę powiedzieć mu, że to przez jego zachowanie straciłam apetyt, jednak się powstrzymałam i dobrze, bo chciałam uniknąć kolejnej kłótni.
-Robię śniadanie. Właściwie to już jest gotowe. Miałem zanieść Ci je do sypialni, ale się obudziłaś. -powiedział lekko zawiedziony, ustawiając na kolorowej tacy tosty z dżemem truskawkowym i herbatę. Chwilę potem postawił ją na blacie przede mną, a sam usiadł obok. -Smacznego. -Uśmiechnął się delikatnie i zachęcił do jedzenia. Nadal nie byłam głodna. Ta cała chora sytuacja między nami jest naprawdę dziwna. Czemu nie możemy porozmawiać jak ludzie?
-Dziękuję. -Wysiliłam się na uśmiech, jednak nie zamierzałam brać się za jedzenie. Spojrzałam się jeszcze raz na tace. Oprócz jedzenia i herbaty, leżał na niej bukiecik złożony z małych róż herbacianych. Czyżby jednak Harry był romantykiem?
-Lyn, przepraszam Cię za wczoraj. Nie powinienem tego mówić. Naprawdę miałem ciężki dzień w pracy i potem wszystko mnie denerwowało. Powinienem powstrzymać swoją złość. Wiem, że byłem nie miły. Nie chciałem Cię zranić. -tłumaczył się jak małe dziecko. Czy rzeczywiście nie chciał mnie zranić? A może to tylko gadanie, żeby załagodzić sytuację? Nie wiem co o tym myśleć...
-Czemu zawsze swoją złość wyładowujesz na mnie? -spytałam, spuszczając wzrok w dół.
-Nie wiem. Na prawdę kurwa nie wiem. Nie chcę na Ciebie krzyczeć. Nie chcę Cię ranić, a mimo to wciąż to robię. Próbuję to powstrzymać. Próbuję się zmienić, ale czasami nie potrafię się opanować, albo robię to za późno. Musisz to zrozumieć. Bez Ciebie jestem jeszcze gorszy. -desperacko złapał moją dłoń, jakby bał się, że zaraz ucieknę, zostawię go samego i nigdy nie wrócę. Podniosłam na niego wzrok i nadzwyczajnie w świecie go przytuliłam.
-Następnym razem swoją złość wyładowuj na kimś innym. I musisz mi jeszcze powiedzieć, czemu tak bardzo nie chcesz, żebym pracowała. Tylko spokojnie. -poprosiłam chłopaka, któremu humor od razu się poprawił, gdy zobaczył, że moja złość na niego minęła.
-Myślałem, że ten temat jest już skończony... -powiedział dość cicho, jak na niego. Rzeczywiście starał się opanować.
-Odpowiedz mi, albo wychodzę. -zagroziłam, choć tak naprawdę nie wyszłabym, nie zostawiłabym go.
-Właśnie dlatego nie chcę żebyś pracowała. Boję się, że odejdziesz. -spuścił głowę w dół i mocniej ścisnął moją dłoń, upewniając się czy wciąż przy nim jestem.
-Czemu miałabym odejść? -zadałam mu dziwne dla mnie pytanie. Co moja praca ma wspólnego z tym, że mogę odejść?
-Kiedy zaczniesz pracować, zrobi się głośniej na nasz temat. Będą kolejne plotki i boję się, że uwierzysz w te kłamstwa. Że mnie zostawisz przez nie. -był smutny. Choć określenie smutny to mało powiedziane. Widać było, że się bał. Chyba tak samo jak mi, było mu trudno uwierzyć, że nasza bajka jest prawdziwa.
-Harry, musiałbyś mnie zamknąć w czterech ścianach, żeby nie było plotek. Nawet jeśli nie będę pracować, nie mogę cały czas siedzieć w domu. Chcesz żeby tak było? Żebyśmy cały czas siedzieli tutaj i oglądali telewizję, jak jakieś stare małżeństwo, albo i gorzej? Bo ja nie chcę, żeby to tak wyglądało. Poza tym i tak już są plotki, bo widzieli nas w Chicago, potem na lotnisku, w Holmes Chapel. Nie możesz nas ukryć przed światem. Nawet jeśli byś chciał, już za późno na to. Ale ja nie przejmuję się tymi plotkami. Wiem jak jest naprawdę i nigdy nie uwierzę w te brednie. -czasami ma wrażenie, że Harry rzeczywiście nie używa mózgu. Bał się, że uwierzę w plotki? Nigdy nie mogłaby, tego zrobić. Wiele razy się przekonałam, że to co mówią media jest stertą kłamstw. Nie mogłabym go zostawić tylko dlatego, że pojawią się jakieś plotki na temat naszego związku. Harry udowodnił mi, że mnie kocha i to wystarczy, żeby wierzyć mu, a nie mediom.
-Jestem głupi. -Harry zaczął śmiać się sam z siebie.
-Tylko czasami. -zawtórowałam mu śmiechem. Nagle zaciekawiło mnie moje śniadanie, które już dawno wystygło. -Zdaje się, że te tosty są już zimne. -skrzywiłam się na myśl jedzenia zimnych grzanek.
-Zrobię nowe. -Harry zabrał talerz z zimnymi tostami i wyrzucił je do kosza. Zabrał się za robienia nowych. Kiedy wkładał chleb do opiekacza, odwrócił się w moją stronę.
-Lyn? Między nami już wszystko w porządku? -spytał, naciskając guziki na tosterze.
-Tak, myślę, że tak. -uśmiechnęłam się w jego stronę.
-Kocham Cię. -powiedział stawiając przede mną talerz z ciepłymi grzankami. -Smacznego. -uśmiechnął się, zachęcając mnie do jedzenia, a sam usiadł obok mnie. Gdyby mógł mi codziennie robić takie śniadania... Byłabym w siódmym niebie.
***
Nie zaczynałam z Harry'm już więcej rozmowy na temat mojej pracy. Był to drażliwy temat i wolałam nie zaczynać kolejnej niepotrzebnej kłótni. Wiem, że czasami nie radzi sobie z emocjami, ale się stara. Widzę to i naprawdę doceniam. Wracając do pracy... Postanowiłam odwiedzić Rose i zapytać, czy nie miałaby ochoty dokończyć nagrywania ze mną płyty. Zdaję sobie sprawę z tego, że może mi odmówić. W końcu to ja odeszłam, ja zrezygnowałam, a ona mogła znaleźć sobie na moje miejsce kogoś nowego, lepszego. Oczywiście nie miałam już mojej przepustki. Zawieruszyła mi się gdzieś w Chicago, a na moje nieszczęście wejścia do studia pilnował nie znany mi ochroniarz.
-Proszę pana, ja tu naprawdę tutaj kiedyś pracowałam. Muszę porozmawiać z Rose. -próbowałam jakoś się z nim dogadać, jednak facet był nie ugięty.
-A ja kolejny raz pani powtarzam, że nie obchodzi mnie to, czy pani tu pracowała, czy nie. Nie ma pani na to dowodów. Nie ma pani również przepustki, a na liście osób, z którymi ma się spotkać pani Shane nie ma pańskiego nazwiska. -jego zachowanie naprawdę mnie doprowadzało do szału. Dobrze wie, że tu pracowałam. W końcu musiałby być z Marsa, żeby nie słyszeć o mnie i o Harry'm. Przecież w poprzednim roku było bardzo głośno na temat naszego związku.
-Alice? -usłyszałam swoje imię z końca korytarza. -Co tutaj robisz? -osobą, która do mnie mówiła, okazał się być John'y, ochroniarz, który bardzo dobrze mnie znał.
-Próbuję się dostać do środka i porozmawiać z Rose, jednak mam z tym mały problem. -wskazałam skinieniem głowy na ochroniarza, który nie chciał mnie wpuścić.
-Dave, to jest Alice Bailey, dziewczyna Harr'ego Styles'a. To powinno Ci wystarczyć żeby ją tutaj wpuścić. -na słowa John'a, ten cały Dave zrobił zdziwioną minę, jakby pierwszy raz o tym słyszał. Chyba rzeczywiście jest jakimś odludkiem z Marsa i o nas nie słyszał. -Nie przejmuj się nim. Rose spodziewała się, że ją odwiedzisz, odkąd zrobiło się głośno o twoim powrocie. -tym razem skierował się do mnie i zaczął ze mną iść w kierunku windy, którą pojechałyśmy na piętro, gdzie mogłam porozmawiać z Rose. Szczerze nie mam pojęcia co media teraz mówią o mnie i o Harry'm. Nie chcę wiedzieć. Ale jak sam John powiedział, jest o nas głośno.
-Patrz kogo Ci przyprowadziłem. -odezwał się John w stronę Rose, kiedy przepuszczał mnie w drzwiach.
-Allyson May! Jak miło Cię znowu widzieć. -Rose szeroko się uśmiechnęła w moją stronę, mówiąc potem do John'a, aby zostawił nas same. -Proszę, usiądź. -wskazała dłonią na krzesło. -Więc co Cię do mnie sprowadza? Może chcesz wrócić do kariery piosenkarki?
-Czytasz mi w myślach. -odpowiedziałam, lekko się uśmiechając. Nie wiem czego powinnam się teraz spodziewać. Tak po prostu wrócę?
-To wspaniale. -Rose klasnęła w dłonie. -Odkąd wyjechałaś, nie mogłam znaleźć nikogo tak dobrego, jak ty. Swoją drogą, następnym razem kiedy będziesz chciała uciekać przed Harry'm, powiedz mu, żeby nie przychodził do mnie. To było męczące, kiedy dzień w dzień przychodził tu i chciał coś wyciągnąć na twój temat. To jest logiczne, że wiedziałam jak się nazywałaś kiedyś, gdzie mieszkałaś i takie tam, a musiałam udawać głupią przed nim i kłamać, że nic nie wiem. -zaczęła się śmiać ze swoich słów. Była dzisiaj w nadzwyczajnie dobrym humorze, jak nigdy wcześniej.
-Mam nadzieję, że nie będę już przed nim uciekać. -mój wzrok utkwił na dłoni Rose.
-Szczęścia dzieciaczki. -posłała mi ciepły uśmiech i zaczęła się bawić obrączką, znajdującą się na jej dłoni.
-Rose, czy ty jesteś mężatką? -spytałam niepewnie. Przecież nikt od tak nie nosi obrączki.
-Ah, jak widzisz jestem. Dużo Cię ominęło. Chciałam żebyś była świadkową, ale wolałam Cię tu nie sprowadzać ponownie. Myślałam, że tak całkowicie chciałaś uciec przed Styles'em, więc nie ryzykowałam. Ale nie martw się. Zostaniesz chrzestną. -wskazała na swój brzuch, który był większy niż kilka miesięcy temu. Chyba rzeczywiście dużo mnie ominęło. I po co ja wyjeżdżałam?

komentarz = szacunek dla autora
_________________


hejhej :)

Zaczęłam myśleć nad dodawanie dwóch rozdziałów tygodniowo, ale szybko wybiłam sb ten pomysł z głowy, bo za tydzień wyjeżdżam wstępnie na tydzień, ale będę starała się tam zostać trochę dłużej, więc nie będę pisać. Niby wezmę tableta, ale wątpię, abym znalazła tam czas na pisanie. Wgl zamierza ktoś jeszcze wysłać pracę na konkurs? Jak na razie mam jeden rysunek i jeden one shoot. Trochę mało, bardzo mało ;/ zero konkurencji :D

~Emily

tt/ask: @EmilyJenny_